103

Pękłem i płacę te 23 zł miesięcznie za święty spokój. Tak, chodzi o YouTube Premium

Start YouTube Premium w Polsce był nie lada wydarzeniem, a pod względem cenowym Google oferuje nam usługę typu 2 w 1. Mimo to, po okresie próbnym nie byłem już tak zachwycony i zrezygnowałem z płacenia. Z reklamami i bez trybu offline nie zdołałem jednak wytrzymać dłużej niż kilka miesięcy.

Był taki okres, w którym wielokrotnie zaczepiałem konta Google i YouTube na Twitterze oraz w innych miejscach, by zlitowały się nad polskimi użytkownikami i pozwolili im za opłatą wyłączyć reklamy na YouTubie. Sprawa wydaje się prosta, bo a) zablokować reklamy w przeglądarce można innymi sposobami, a na na urządzeniach mobilnych wystarczy sięgnąć po inną niż oficjalna aplikację b) wprowadzenie takiej opcji sprowadzane było do przełączenia jednego przycisku na panelu kontrolnym usługi, by uruchomić ją w kolejnym kraju.

Polecamy: Po czterech miesiącach pożegnałem się YouTube Premium. Bez żalu

YouTube Premium to jednak znacznie więcej, niż tylko pozbycie się reklam, dlatego firma musiała się do tego odpowiednio przygotować. Z wielką pompą odtrąbiono start YouTube Music i YouTube Premium w maju zeszłego roku, ale próżno szukać w Sieci pozytywnych opinii i nawoływania do wykupienia subskrypcji.

Dlaczego wznowiłem subskrypcję YouTube Premium

Ja też nie będę należał do grona osób, które będą namawiały innych. Po podjęciu decyzji o powrocie do płatnego YouTube’a czuję się złamany, a wszystkiemu winne są przede wszystkim reklamy w serwisie wideo Google, których natłoczenie zaczęło przekraczać dotychczasowe normy. W pełni rozumiem model, w jakim działa serwis i nie mam nic przeciwko wspieraniu twórców, których oglądam i cenię, ale nie jestem jedynym widzem, który ma dość tego, co dzieje się na YouTubie. Nie chodzi o obecność reklamą samą w sobie, ale ich tematykę, formę i częstotliwość wyświetlania. Google, firma o tak dużym potencjale i z tak ogromną wiedzą oraz doświadczeniem w reklamach online co rusz podsuwa mi klipy z reklamami produktów, które znacząco odbiegają od moich zainteresować i gustu. To naprawdę zdumiewające.

Można co prawda stosować pewne sztuczki, by reklam w przeglądarce na komputerze nie oglądać, ale nie jest to możliwe na telewizorach czy na telefonie. Sięgnięcie po aplikację firmy trzeciej nie budzi natomiast mojego zaufania. Co jednak najważniejsze, nie czułbym się fair wobec osób, których efekty pracy oglądam. Spędzone godziny w podróży czy na przygotowaniu tutoriala albo nawet zwykłego vloga z dnia codziennego, to praca, za którą ktoś powinien zostać wynagrodzony, jeżeli YouTube ma być źródłem jego przychodów.

Czytaj też: YouTube Music i YouTube Premium w Polsce!

Od kilku dni zamiast loga z napisem YouTube w lewym górnym rogu pojawia się logo z dopiskiem Premium. Na żadnym z urządzeń, gdzie oglądam wideo, seans nie jest już poprzedzony reklamą. Na tablecie mogę zapisać sobie kilka filmów do trybu offline i niezależnie od dostępu do Internetu obejrzeć je kiedy będę chciał. Ale na tym korzyści się nie kończą, bo korzystając z okazji wróciłem też do YouTube Music.

YouTube Music jak dodatek do YouTube Premium

Serwis ten nie jest jeszcze w stanie konkurować ze Spotify, Tidalem czy Apple Music, głównie ze względu na brak desktopowej aplikacji i braki w ofercie, ale jest ich niezłym uzupełnieniem. Dzięki katalogowi budowanemu nie tylko przez serwis i dystrybutorów, ale i społeczność, można tam znaleźć utwory i playlisty, które nigdy nie trafią do ofert wspomnianych platform. Bootlegi z koncertów Led Zeppelin czy nieoficjalne soundtracki (brak oficjalnych wydań powoduje wyciąganie muzyki z seriali i filmów) to muzyka, do której na YouTube Music powracam dość często, a teraz mogę tego słuchać w dedykowanych ku temu aplikacjach i stronie www. Nie jest idealnie, ale jest na pewno wygodniej, niż do tej pory, bo treści są filtrowane i muzyka nie miesza się ze zwykłymi wideo. Wielka szkoda jednak, że od maja 2019 niewiele się na YouTube Music pod względem technicznym zmieniło…

Kwota 23 zł to z jednej strony niewiele, ale z drugiej strony całkiem sporo. Dla porównania dostęp do całego katalogu HBO GO to 24,99 zł, a Prime Video od Amazonu z (profesjonalnymi) filmami i serialami w 4K to równowartość 5,99 euro (czyli niewiele ponad 27 złotych). Jeśli miałbym zestawiać te usługi ze sobą, to bardziej opłacalne są dwie pozostałe subskrypcje, a Wy z pewnością znajdziecie dla siebie usługi, które również będą lepszą wyborem, niż YouTube Premium. Jest jednak wielkie „ale” – YouTube, jako platforma, konkurencji po prostu nie ma i treści, które tam znajdę, zazwyczaj nie są dostępne w innych miejscach. Na razie się skusiłem i YouTube Premium pozostaje aktywne. Zobaczymy jak długo.