21

Nawet taka nowość nie zatrzyma mnie przy YouTube Music. Byłem optymistą, ale rezygnuję

Mijają dwa miesiące od wprowadzenia do Polski YouTube Music i z każdym dniem upływającym od tego momentu coraz rzadziej sięgam po tę usługę. Perspektywy rozwoju mogą napawać optymizmem, ale nie na tyle bym przedłużył subskrypcję. I nie zmieni tego nawet ostatnia z nowości, mimo że jest tym, na co wielu niecierpliwie czekało.

Rynek usług muzycznych nie przyjmie kolejnego gracza. Nikt nie będzie liczył się na nim w takim stopniu jak Spotify i Apple Music. Tidal może wypełniać niszę oferując muzykę najwyższej jakości dla najbardziej wymagających słuchaczy, ale to by było na tyle. Oczywiście pozycja YouTube’a jest też znacząca, ale tylko jeśli przyjmiemy model, który sprawił, że serwis zdołał zbudować swoją potęgę – mam tu na myśli swobodę w dostarczaniu treści, które dodają sami użytkownicy oraz cena, czyli zero opłat za dostęp do utworów i teledysków. Google próbowało swoich sił z Google Music – typową usługą muzyczną zbudowaną na wzór konkurentów, ale zainteresowanie użytkowników było niewystarczające, co tylko potwierdzają kolejne próby zaoferowania im czegoś innego.

YouTube Music i YouTube Premium w Polsce! Wszystko, co musisz wiedzieć

Decyzja o wykorzystaniu marki i platformy YouTube był jak najbardziej właściwa. To zdecydowanie bardziej rozpoznawalna nazwa, która wielu osobm nawet kojarzy się z serwisem muzycznym. Oferując dodatkowe funkcje, jak możliwość odtwarzania na zablokowanym ekranie czy tryb offline, tylko zwiększono możliwości usługi, ale oczywiście Google musi się pilnować w kwestii praw i licencji, dlatego YouTube Music nigdy nie zastąpi użytkownikom YouTube’a.

Przekonałem się o tym dobitnie w ostatnim czasie, gdy zechciałem wrócić do wielu starszych polskich kawałków. Takie zespoły jak Lombard, Maanam, Lady Pank czy Perfect są obecne na Spotify, Tidal czy Apple Music, ale niektóre wersje utworów lub całe albumy są w nich niedostępne. A bez przeszkód mogę ich posłuchać z kasety czy płyty CD. W drodze z pomocą przychodzi oczywiście YouTube, gdzie społeczność już zdążyła zadbać o to, żeby najważniejszych klasyków w odpowiednich wariantach nie zabrakło. Czy znajdę je w aplikacji YouTube Music? Nie wszystkie. Nie dodam więc ich do swojej biblioteki, a te które jakimś cudem prześlizgnęły się przez algorytmy Google i trafiły do katalogu, mogą niedługo zniknąć. Mój zarzut o niedostępność kilku znanych nagrań dedykuję oczywiście wszystkim serwisom i właścicielowi praw, który nie chce się tą muzyką podzielić, ale skoro YouTube nie jest w stanie (bo nie jest to de facto możliwe) przekuć swojego największego atutu na zachętę do opłacania subskrypcji, to nie widzę powodów, by to robić.

A YouTube Music ma kilka fajnych rozwiązań, do których od dzisiaj dołącza możliwość szybkiego przełączania się pomiędzy utworem a teledyskiem w trakcie słuchania. Serwis deklaruje, że w tej chwili jest to technicznie dostępne dla ponad 5 milionów kawałków, co jest bardzo dobrym lub wręcz zdumiewającym wynikiem, bo z pewnością konkurencja pod tym względem wręcz nie istnieje.

Ale na przeniesienie pełnej funkcjonalności z Google Music użytkownicy wciąż poczekają (ich biblioteki, opcja dodawania własnych utworów), a to przecież głównie oni będą zainteresowani nowym produktem Google, który docelowo będzie oferował wszystko co do tej pory i znacznie więcej. Zanim jednak do tego etapu dotrzemy, niektórzy mogą stracić zapał (ja!) mój powrót do YouTube Music może już nie dojść do skutku.