10

Miliard dolarów dla przemysłu muzycznego od YouTube – tylko z reklam. Dużo, a może jednak mało?

youtube grafika
Wytwórnie płytowe niekoniecznie lubią się z YouTube, chociaż były okresy, że nie po drodze było im również z usługami streamingu działającymi w modelu subskrypcyjnym. Okazuje się jednak, że YouTube zapłacił rynkowi muzycznemu miliard dolarów w zeszłym roku - tylko z reklam pojawiających się w chronionych prawem autorskim treściach. To może zmienić retorykę wytwórni, jeżeli chodzi o słuchanie muzyki w tym serwisie.

Rynek muzyczny coraz przychylniej patrzy na serwisy streamingu audio godząc się z tym, że skoro zmieniły się czasy, to i zmienił się sposób poszukiwania legalnych form odsłuchu muzyki przez konsumentów. Jednak, solą w oku wytwórni dalej jest (a może już był) YouTube, który jeszcze dla wielu osób stanowi alternatywę dla Spotify, czy Apple Music. Dodatkowo, niewygodne dla rynku muzycznego jest to, że YouTube obarczony jest niższymi stawkami i w konsekwencji płaci mniej niż typowe serwisy streamingowe. Pytanie tylko, czy YouTube uda się zamknąć usta wytwórniom muzycznym informacją, że w 2015 roku firma przekazała im miliard dolarów pochodzący z reklam.

Nawet w porównaniu do Spotify, które przekazało rynkowi muzycznemu 1,8 miliarda dolarów w zeszłym roku, wydatki YouTube są naprawdę spore. Chociaż – biorąc pod uwagę fakt, iż również na takich rynkach, jak Polska YouTube dalej jest najważniejszym miejscem, w którym konsumenci poszukują muzyki i wcale nie przeszkadzają im reklamy. Dziwi mnie jednak, że wydatek 20 złotych dla wielu internautów to w dalszym ciągu zbyt dużo i wybierają mniejszą wygodę na rzecz pozornie darmowego dostępu do muzyki. Ze Spotify korzystam już bardzo długo i nie wyobrażam sobie, bym miał nagle anulować subskrypcję. Cenię sobie to, że mogę słuchać muzyki na każdym urządzeniu i dodatkowo – bez większych problemów, gdziekolwiek jestem.

Oliwy do ognia dolewa stanowisko RIAA, które bardzo mocno zrugało YouTube. Według tej instytucji, niskie stawki, którymi obciążone jest YouTube doprowadza do kuriozalnej sytuacji, wedle której obecny model pozyskiwania pieniędzy z aktywności użytkowników jest krzywdzący dla wytwórni. Wykres, o którym mowa wskazuje jasno – reklamy nie wystarczają. A rynek streamingu poszerza się również przez zwiększoną aktywność konsumentów w serwisie contentowym Google.

youtube

Dlatego też, informacja o tym, że YouTube przekazało miliard dolarów dla wytwórni może się okazać słabym argumentem za tym, by obecny stan rzeczy utrzymać, a wytwórnie zapewne będą negocjować zwiększenie stawek dla tego serwisu. Zwłaszcza, że koniunktura dla wytwórni jest bardzo korzystna i szacuje się, że zyski ze sprzedaży dostępu do legalnej muzyki w ciągu 10 lat podwoją się. Mimo zatrudnienia przez YouTube Lyora Cohena, który ma za zadanie łagodzić napięte stosunki między serwisem, a rynkiem muzycznym, zapewne dojdzie w końcu do sytuacji, gdy zyski z odsłuchu / wyświetlania muzyki w tym serwisie zostaną oparte na dwóch filarach – subskrypcjach oraz reklamach. A jeżeli tak się stanie, pewne zmiany mogą również czekać typowe serwisy streamingowe, które oprócz standardowych subskrypcji, zaczną wyświetlać obok tego nieinwazyjne reklamy.

O czymś podobnym myśli Netflix – okazuje się, że ten usługodawca zamierza wyświetlać reklamy pomimo uiszczania przez klientów comiesięcznych opłat. W mojej ocenie, mimo niezadowolenia użytkowników, odpływ klienteli będzie niewielki, a nawet jeżeli do niego dojdzie, zostanie zamortyzowany przez wpływy z reklam.