5

YotaPhone 2 – pierwsze wrażenia. Dwa wyświetlacze to masa nowych możliwości!

Podczas dzisiejszej konferencji w Warszawie oficjalnie zaprezentowano smartfona YotaPhone 2, który praktycznie równolegle z premierą na zachodzie wchodzi również do Polski. Dla jednych to tak długo oczekiwany powiew świeżości w segmencie mobilnym, dla innych zaledwie ciekawostka. Jak jest w istocie? Spędziłem kilkadziesiąt minut z tym urządzeniem i muszę przyznać, że jest szalenie interesujące. YotaPhone 2 […]

Podczas dzisiejszej konferencji w Warszawie oficjalnie zaprezentowano smartfona YotaPhone 2, który praktycznie równolegle z premierą na zachodzie wchodzi również do Polski. Dla jednych to tak długo oczekiwany powiew świeżości w segmencie mobilnym, dla innych zaledwie ciekawostka. Jak jest w istocie? Spędziłem kilkadziesiąt minut z tym urządzeniem i muszę przyznać, że jest szalenie interesujące.

YotaPhone 2 to, jak wskazuje sama nazwa, już druga generacja smartfona z podwójnym wyświetlaczem. Poza klasycznym LCD (5″ AMOLED o rozdzielczości Full HD) producent wyposażył urządzenie w dodatkowy 4,7-calowy E Ink o rozdzielczości 960 x 540 px, który jest stale aktywny, łaskawy dla baterii i widoczny w pełnym słońcu. Po obu stronach zastosowano też powłokę ochronną Gorilla Glass 3. Szerzej pisałem o tym już kilka dni temu, tuż po premierze w Londynie. Wówczas znana już była też cena urządzenia – 2899 złotych. To bardzo drogo, prawda? Czy YotaPhone 2 jest wart takiej sumki?

YotaPhone 2 zaskakuje już od samego początku. W myśl idei, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, twórcy zastosowali tutaj nietuzinkowe pudełko, w którym wszystkie elementy (ładowarka, kabelek USB, słuchawki dokanałowe z zestawem wymiennych końcówek oraz kluczyk do SIM) zostały umieszczone w oddzielnych tekturowych kartonikach. Efekt jest niesamowity i zdecydowanie pozytywny.

Konstrukcja jest bardzo solidna i smukła. Nie zauważyłem na tym polu żadnych braków. YotaPhone 2 nie ustępuje pod względem jakości wykonania innym urządzeniom z tej kategorii cenowej, choć żadnych metalowych elementów tutaj nie uświadczymy. Front to naturalnie jednolita tafla szkła pod którą ukryto wyświetlacz. Nad nim ulokowano głośnik rozmów oraz obiektyw przedniej kamerki. Na przeciwległej stornie nie ma nic (przyciski są wyświetlane w postaci czarnego paska na ekranie). Twórcy chwalą się tym, że nie jest to słuchawka złożona z „chińskich” klocków. Nie pojechali zatem do Shenzhen, i wzorem B-brandów nie zamówili gotowych produktów, do których wystarczyło przykleić naklejkę z logo. To ich autorski, stworzony od podstaw projekt. To po części tłumaczy wysoką cenę.

Obudowa mierzy 8,95 mm, ale same krawędzie są cieńsze, bo tylny panel został dość mocno zaokrąglony. Producent zastosował tutaj ciekawy trik, bo klawisz regulacji głośności jest jednocześnie szufladką na kartę SIM. Wygląda to rewelacyjnie. Mam nadzieję, że w miarę użytkowania nie przełoży się to na żadne negatywne zjawiska (poluzowania, samoczynne wysuwanie się szufladki itp.). Klasycznie złącze słuchawkowe minijack mamy na górnej krawędzi. na dole pomiędzy głośniczkiem multimedialnym i mikrofonem rozmów umieszczono port Micro USB.












O ile o przednim wyświetlaczu nie mogę napisać złego słowa to e-papier z tyłu mnie trochę rozczarował bardzo niskim współczynnikiem kontrastu. Kindle zjada go niestety na śniadanie. Niemniej całość jest całkiem responsywna jak na tę technologię i sprawnie reaguje na wydawane polecenia. Zaprezentowano nam nawet, jak działa na nim wideo. Cóż 8 kl/s nie pozwala na zbyt komfortowe oglądanie, ale jest doskonałym dowodem na wszechstronność tego rozwiązania.

Urządzenie pracuje pod kontrolą Androida 4.4.3, ale już w pierwszym kwartale przyszłego roku, jak obiecywano na konferencji, otrzyma aktualizację do wersji 5.0 Lollipop. Dużo pracy nie ma, bo system jest pozbawiony jakichkolwiek nakładek graficznych. Zamiast tego skupiono się na dodatkowych aplikacjach i modułach do zarządzania drugim wyświetlaczem. Są one widoczne jako dwie dodatkowe pozycje na ekranie ustawień oraz kilka nowych ikon w launcherze.

Drugi ekran może spełniać wiele ról, w zależności od tego, jak go skonfigurujemy. Do naszej dyspozycji oddano bowiem specjalny panel, na którym dodajemy i usuwamy ekranu. Każdy ekran może wyglądać inaczej i składać się z maksymalnie czerech widżetów. Tych przygotowano tutaj całą masę – część odpowiada za wyświetlanie prognozy pogody, inne dostarczają informacji ze świata, jeszcze inne służą do szybkiego uruchamiania aplikacji, a nawet wykonywania połączeń i pisania SMS-ów. Dowolność jest w tym aspekcie bardzo duża. Oczywiście nie zabrakło również pełnoekranowych rozwiązań jak np. czytnika ebooków czy przeglądarki zdjęć.

Moją uwagę przykuły dwie funkcje. Pierwsza to możliwość uruchomienia w pełni funkcjonalnego Androida (lustrzanego odbicia tego, co widzimy na ekranie LCD z przodu), który może nie jest tak responsywny i płynny, ale działa i to prawdopodobnie bardzo długo bez ładowania. Doskwiera tutaj też trochę ghosting, ale nie powinno to stanowić dla nikogo zaskoczenia. Druga to natomiast funkcja selfie – za pomocą tylnego ekranu aktywujemy podgląd z tylnej kamery 8 Mpix i strzelamy fotografię, której każdy nam pozazdrości. Możemy też z poziomu panelu E Ink odbierać połączenia, ale wymaga to obrócenia telefonu, bo głośnik znajduje się jedynie na froncie. Szkoda.

Całość działa bardzo płynnie – przynajmniej po stronie ekranu LCD. Ale trudno się temu dziwić, bo zastosowano tutaj Snapdragona 800 2,2 GHz z 2 GB RAM-u. Nie zabrakło też innych, będących standardem na tej półce cenowej rozwiązań, a zatem WiFi 802.11 ac, Bluetooth 4.0, GPS z GLONASS oraz NFC.

Czy YotaPhone 2 będzie godnym rywalem dla gigantów rynku? Może być ciężko, szczególnie w tej cenie. Przedstawiciele firmy są zresztą tego świadomi i zakładają optymistyczny wariant, że do końca roku sprzeda się w Polsce 500 egzemplarzy. Może być ciężko, zważywszy na fakt, że w tej kategorii cenowej możemy mieć m.in. Galaxy Note’a 4, który jest sprzętem fenomenalnym. Ale Note nie ma dwóch ekranów, a tu YotaPhone pozostaje bezkonkurencyjny, mimo swoich drobnych wad i niedociągnięć.

Smartfon trafi do nas niebawem na testy, więc przyjrzę się mu bliżej i dokładnie sprawdzę, czy warto się nim zainteresować. Po dzisiejszej konferencji jestem pełen obaw, czy YotaPhone 2 da sobie radę w naszych realiach, gdzie dominuje sprzedaż u operatorów, a poza nią jedną z podstawowych granic jest 1 tys. złotych. Ale też nie jest to sprzęt adresowany do masowego odbiorcy, więc jakby te argumenty stają się trochę nieaktualne. Wszystko zweryfikuje zatem czas (i recenzja).