29

Yahoo odbił Google’owi Marissę Mayer

Autorem poniższego tekstu jest Marcin Przasnyski. Transfer roku. Co ja gadam – stulecia. Marissa Mayer, jedna z twarzy Google, mistrzyni drugiego planu i pracowita mrówka napędzająca trybiki firmy, Kobieta Roku 2009 magazynu Glamour… przechodzi do Yahoo. Uświadomiło mi, jak strasznie brakuje liderów w polskich firmach internetowych, które praktycznie pozbawione są medialnych twarzy, a ich ewentualnych […]

Autorem poniższego tekstu jest Marcin Przasnyski.

Transfer roku. Co ja gadam – stulecia. Marissa Mayer, jedna z twarzy Google, mistrzyni drugiego planu i pracowita mrówka napędzająca trybiki firmy, Kobieta Roku 2009 magazynu Glamour… przechodzi do Yahoo. Uświadomiło mi, jak strasznie brakuje liderów w polskich firmach internetowych, które praktycznie pozbawione są medialnych twarzy, a ich ewentualnych roszad nie zauważyłby nikt poza ścisłą grupką krewnych i znajomych królika.

Ale teraz przez moment pozwólcie pozachwycać się Marissą Meyer. Jeszcze w kwietniu w wywiadzie na BusinessWeek’a opowiadała jak uniknąć wypalenia zawodowego… Nomen omen! Wychodzi że najlepiej chwytać czas i sięgać wysoko, po stanowisko prezesa konkurencyjnej firmy, będącej w dużych opałach. Zaczynam być spokojny o losy Yahoo, mimo że inwestorzy nie zareagowali na ten transfer. Ja wiem i czuję przez skórę, że babka jest niesamowita: łączy talenty inżynierskie z kobiecą ręką do interfejsów, a oprócz tego świetnie wypada w mediach. Dziewczęco świeża i naturalna. W Google siedziała od zawsze, była bodaj dwudziestym pracownikiem. Człowiek-orkiestra o silnej finansowej podbudowie, bo wcześniej pracowała w banku inwestycyjnym. Dwa fakultety… specjalizacja: sztuczna inteligencja. Damn, Google, co za strata!

W polskim internecie nie tylko brakuje kobiecej dłoni, niestety brakuje przede wszystkim wyrazistych liderów. Zajrzyjmy do Megapanelu, czy ktoś potrafi wymienić nazwiska prezesów polskich firm z pierwszej dwudziestki, albo chociaż kojarzy ich twarze? Ja kojarzę, bo spotykam tychże dżentelmenów na branżowych konferencjach, jednak z nielicznymi wyjątkami – nie obraźcie się Panowie – jesteście urzędnikami, a nie wizjonerami. Paradoksalnie najbardziej wyraziści i najlepiej znani są panowie z O2. Czy ktoś wie bez zająknięcia, kto stoi teraz na czele Onetu? Czy umie podać, kto rządzi Interią? Najbardziej medialny okazuje się twórca zajmującego dziewiętnaste miejsce Kwejka… i paradoksalnie to właśnie on zmienia życie i nawyki polskich internautów. Nie robią tego portale, które idą za użytkownikiem, zamiast go prowadzić.

Oczywiście lans, parcie na szkło i opowiadanie bajek nie ma nic wspólnego z pracowitością, skutecznością i wyrabianiem budżetów, ale mi i tak strasznie brakuje internetowej twarzy w mainstreamie. Kimś takim przez moment był założyciel Naszej-Klasy, niestety bez sięgnięcia do wyszukiwarki nie napiszę poprawnie z pamięci jego nazwiska. Jakiś czas temu nieźle lansował się Rafał Agnieszczak i miło go było słuchać. Świetne gadane i rentgenowskie spojrzenie ma Tomasz Jażdżyński, niestety ostatnio coś bez dobrej passy. Ale gdy dzieje się coś ważnego w internecie – a dzieje się prawie codziennie – praktycznie nie ma kogo spytać o znaczenie, wizję, osobistą opinię, taki cyfrowy kaganek oświaty, który oświetliłby drogę w nieznane.

Kombinuję gdzie jest problem. Dla mediów masowych nie jest oczywiste, że internet to przyszłość. I to nie taka, że będziemy latać w kosmos albo siedzieć w Matriksie, tylko przyszłość biznesu, aktywności zawodowej, codziennego funkcjonowania. Trzeba się go uczyć, bo gros aktywności ludzkości stopniowo przenosi się do sieci i kto dzisiaj olewa ten temat, pojutrze będzie na własne życzenie autentycznie wykluczony ze społeczeństwa. Niestety, media bardziej niż kiedykolwiek szukają sensacji, a internet jest tutaj świetną pożywką: bo golizna, bo włamania, skradzione numery kart, a gry (też internetowe) to samo zło i można ujeżdżać temat.

Ale czy to naprawdę problem? Media masowe z dnia na dzień są przecież coraz mniej masowe. Sama obecność na czołówkach oczywiście nic nie daje, natomiast jej brak przypomniał mi, że nie mamy polskiej Marissy Mayer, w której ręce można by się oddać bez pamięci. Chociaż zaraz – ostatnie mocne wystąpienie Chomika przeciwko biadolącym wydawcom było jednak iskierką nadziei. Ktoś dostrzegł iż świat się zmienia, rozumie w którą stronę skręca cyfrowa kultura, konsumpcja treści i zainteresowanie userów. I głośno o tym mówi, że potrzeba nowych rozwiązań.

Przepraszam wszystkich, których nie wymieniłem, oraz tych których wymieniłem. Starajcie się bardziej zaistnieć, nie tylko na konferencjach!