3

Koszmar Yahoo trwa: firma zmienia nazwę na „przekleństwo”

Marissa Mayer, szefowa Yahoo, która, doprowadziła do kupienia biznesu przez Verizon, prawdopodobnie rozstanie się z tą firmą. To jedna z informacji, jakie płyną z przejmowanej legendy. Wiadomość ciekawa, ale blednie, gdy widzi się nazwę podmiotu, w skład którego mają wejść Yahoo oraz AOL: Oath. Pomysłodawcom chodziło pewnie o znaczenie "przysięga", ale drugim znaczeniem jest "przekleństwo". Dobry powód do żartów.

Oath – ta nazwa nie zdążyła jeszcze przebić się do świadomości odbiorców, a już wywołuje żarty w niektórych mediach branżowych. Twórcom chodziło pewnie o znaczenie „przysięga”i niewykluczone, że ma to związek z wielkim wyciekiem danych (właściwie z wyciekami danych), które uderzyły w Yahoo. A pisząc wprost: wyciekami, które firma zafundowała swoim użytkwonikom. Po przejęciu i przebudowie, totalnym resecie, nowi decydenci chcą zapewnić rzeszę ludzi, że stare błędy się nie powtórzą. Przysięgają. Ale trudno zapomnieć o tym drugim znaczeniu, bo nad Yahoo chyba faktycznie wisi jakieś przekleństwo…

Część z Was pewnie nie do końca wie, co dzieje się dzisiaj z Yahoo, więc szybko przypomnę wydarzenia z ostatnich kwartałów. Pod koniec lipca ubiegłego roku okazało się, że niegdysiejszego giganta Internetu przejmie Verizon:

Co stanie się z przejmowanym biznesem? Należy się spodziewać zmiany szefa – Mayer zastąpi prawdopodobnie inny „wychowanek” Google, Tim Armstrong. To obecnie szef AOL, innej legendy rynku nowych technologii. W ubiegłym roku biznes został przejęty przez Verizon za ponad 4 mld dolarów. Wszystko wskazuje na to, że oba interesy zostaną połączone, AOL otrzyma wzmocnienie w postaci rozwiązań reklamowych, narzędzi wyszukiwania czy usług mailowych Yahoo i w ten sposób powstać ma gracz, który będzie w stanie rywalizować na rynku reklamy online z gigantami: Google i Facebook.

Potem była afera, ponieważ wyszło na jaw, że Yahoo padło ofiarą potężnych ataków hackerskich i umowa kupna była renegocjowana, Verizon zbił ją o kilkaset milionów dolarów. Jednocześnie głośno zrobiło się o biznesie Altaba:

Altaba to dzisiaj chyba najpopularniejsze słowo w mediach, przynajmniej za Oceanem. Czy taką nazwę będzie nosić Yahoo po przejęciu? Odpowiem przewrotnie: tak i nie. Zacznijmy od tego, że umowa przejęcia Yahoo przez korporację Verizon nie obejmuje całej internetowej legendy. Kupowane są wyszukiwarka, narzędzia związane z biznesem reklamowym, poczta elektroniczna, aplikacje czy strony internetowe. Po prostu to, czym w przeszłości zajmowało się Yahoo. I czym nadal będzie się zajmować. Co zostaje? Udziały wyceniane na dziesiątki miliardów dolarów: Yahoo posiada m.in. pakiet akcji (15%) Alibaby, jest też właścicielem ponad 1/3 Yahoo Japan.

Część dawnego biznesu będzie zatem funkcjonować pod nazwą Altaba (akcje), a część utworzy z AOL oddział Verizon. Ów oddział ma nosić nazwę Oath. Tak to wszystko wygląda w skrócie. Za jakiś czas ma ponoć ruszyć kampania marketingowa poświęcona nowemu biznesowi, wówczas powinniśmy się dowiedzieć, jakie plany wobec tego ciała ma Verizon. Póki co trwają ponoć czystki kadrowe, z obu starych firm będą usuwani ludzie, którzy nie pasują do wizji decydentów albo po prostu zajmują stanowiska, które się dublują. Z medialnych doniesień wynika, że na pokładzie nie znajdzie się miejsce dla szefowej Yahoo – Marissa Mayer będzie musiała poszukać nowego pracodawcy. Ale możliwe, że nie będzie jej się spieszyć, na odchodne powinna zainkasować kilkadziesiąt milionów dolarów. Jej nie dotknie przekleństwo Yahoo.