13

Wystarczyły trzy tygodnie bym polubił się z elektryczną hulajnogą. Jak sprawdziła się Xiaomi MiJia M365 Pro?

Boom na elektryczne hulajnogi trwa w najlepsze, a ja mam ich dość. Mówię oczywiście o tych miejskich - Warszawa wygląda ostatnio jak pobojowisko. Widziałem hulajnogi do wypożyczenia w krzakach, na środku chodnika, czasem pięć obok siebie. Istny "sajgon". Dodajcie do tego, że nie rozumiałem fenomenu elektrycznych hulajnóg jako produktu. A po trzech tygodniach z Hulajnoga Xiaomi MiJia M365 Pro zastanawiam się, czy nie kupić własnego egzemplarza. To były bardzo fajne testy.

Podoba mi się wizualnie ta hulajnoga i nie mam zamiaru tego ukrywać. Połączenie kolorów jakie tu zastosowano wygląda jednocześnie dość elegancko, ale i zadziornie – szczególnie ze względu na czerwone elementy. Hulajnoga wykonana jest ze stopu aluminium. Na kierownicy znajdziemy „rączki” czy raczej silikonowe nakładki, które i pewnie leżą w dłoni, hamulec ręczny, dzwonek, manetkę gazu oraz wyświetlacz. Raczej mały, ale ładny i czytelny – zobaczycie na nim aktualną prędkość, tryb jazdy, informację o światłach, połączeniu bluetooth oraz stopień naładowania baterii wyrażony w 5 kreskach. Tam też pojawią się ewentualne informacje o błędach lub przegrzaniu hulajnogi.

Platformę, na której stajemy pokryto gumą, co oczywiście sprawia, że raczej nie ma szans na poślizg butów. Pod spodem umieszczono baterię, port ładowania oraz nóżkę. Silnik o mocy 300 W umieszczono w przednim kole, w tylnym natomiast hamulec tarczowy z fikuśnie poprowadzonym czerwonym przewodem.

Hulajnogę da się złożyć, co wielokrotnie bardzo przydawało mi się kiedy zamierzałem gdzieś ją wnieść. Dwukrotnie zostawiałem sprzęt w recepcji w przychodni lekarskiej, więc i kwestia mniejszego rozmiaru po złożeniu miała znaczenie (przynajmniej dla miłych pań w recepcji). Mechanizm jest banalnie prosty – wystarczy odblokować zaczep, złożyć kierownicę, a następnie zaczepić dzwonek o tylny błotnik. Kierownica staje się też wtedy rączką, dzięki czemu dużo łatwiej transportować ten sprzęt. O ile słowo „łatwo” ma jakiekolwiek przełożenie na ważącą 14 kilogramów konstrukcję.

Skoro najnudniejsze mamy już za sobą, przejdźmy do tego ciekawszego aspektu, czyli samej jazdy.

Xiaomi MiJia M365 Pro posiada trzy tryby jazdy z oznaczeniami ECO, D oraz S. Jak możecie się domyślić czymś się różnią i nie jest to jedynie zasięg jaki na nich osiągniemy. Tryb ECO ustawia ograniczenie prędkości do 15 km/h, D do 20 km/h, trzeci pozwala rozpędzić hulajnogę do maksymalnej prędkości ogranicznika producenta,czyli 25 km/h. Nie byłem w stanie tego zmierzyć, ale czuć też różnice w samym przyspieszaniu.

Z komfortem jazdy…no cóż, bywa różnie. Wszystko zależy od nawierzchni, po jakiej będziemy podróżować. Jazda po jednolitym ulicznym asfalcie (najlepiej bez domieszki żwiru) jest mega przyjemna, hulajnoga fajnie amortyzuje delikatne nierówności lub wzniesienia, polecam jednak uważać na konkretniejsze dziury żeby czas gdzieś nie zaczepić i nie szukać potem zębów po drugiej stronie ulicy. Niestety zdecydowanie gorzej jest na kostce (choć tu też wszystko zależy od kostki). Im większa prędkość, tym większe drgania, które ja akurat czułem przede wszystkim w nadgarstkach, choć wibracje dawały się też czasami mocno odczuć na stopach. Tu oczywiście sporo zależy też od butów, ale myślę że dobierzecie je sobie tak by czuć się na hulajnodze jak najlepiej. Mierzące 8,5 cala koła nie są przecież duże, podobnie jak opony – ciężko po takiej konstrukcji oczekiwać świetnej amortyzacji.

Skoro o kołach i oponach mowa, to muszę przyznać, że przy całej tej frajdzie z zabawy hulajnogą, miałem też okropnego pecha. Sesja zdjęciowa do testu przypadła chwilę przed oddaniem sprzętu kurierowi i niestety podczas podróży w zaplanowane miejsce…złapałem gumę na tylnym kole. Wydaje mi się, że nie wjechałem w nic ostrego i co ciekawe dosłownie dzień czy dwa dni wcześniej Dawid Kosiński ze Spidersweb wspominał o podobnym problemie w jego prywatnej Xiaomi MiJia M365. Z tego co rozumiem obręcz koła gdzieś zawadza i tego typu problemy pojawiają się u wielu użytkowników. Nie potwierdzam, nie zaprzeczam, ale flaka jednak złapałem, co na pewno zauważycie na zdjęciach. Co w sumie zabawne stało się to chwilę przed oddaniem sprzętu – przez trzy tygodnie nie było problemów, a z tego co widziałem poprzednie redakcje na pewno nie oszczędzały tej hulajnogi.

Producent deklaruje zasięg 45 kilometrów na jednym ładowaniu i mówiąc szczerze, niespecjalnie wiem jak się do tego odnieść. Trochę żałuję, że nie starałem się zapuścić na tak długą wyprawę i raczej doładowywałem hulajnogę po powrocie do domu. Jednocześnie deklarowany zasięg w trybie ECO to zapewne spokojna jazda po prostej, równej drodze – a nie piłowanie sprzętu do prędkości 25 km/h i podjeżdżanie pod wzniesienia. Trzeba bowiem pamiętać, że to wszystko ma duży wpływ na ostateczny zasięg – myślę jednak, że przy mojej wadze (aktualnie 88 kg), patrząc na to jak schodziła bateria, 30 kilometrów byłoby w zasięgu. Sprzęt przewidziano na użytkownika o maksymalnej wadze do 100 kg, oczywiście pojedzie i z cięższą osobą, ale znów – odbije się to na zasięgu i dynamice jazdy. Dodam, że naładowanie hulajnogi od zera do 100% zajmie około 8 godzin – to jednak sporo i wymusza pełne ładowanie w nocy.




Co fajne, ale nie dla wszystkich przydatne, Xiaomi MiJia M365 Pro można podpiąć pod aplikację Mi Home prze bluetooth. Zobaczycie tam stan naładowania akumulatora, aktualną prędkość, informację o wybranym trybie jazdy oraz przejechanym dystansie.

Xiaomi MiJia M365 Pro czy Xiaomi MiJia M365?

Główna różnica między obiema wersjami hulajnogi to oczywiście cena. W przypadku Xiaomi MiJia M365 Pro i aktualnie w oficjalnym sklepie mi-home.pl znalazłem ofertę za 2199 złotych. Jednocześnie wciąż dostępne są w sieci oferty za ponad 3 tysiące złotych, rozstrzał jest więc duży i dość dziwny. Sam zaczynając testy widziałem właśnie 3 tysiąće, więc trochę inaczej podchodziłem do sprzętu wtedy, trochę inaczej widzę go miesiąc po oddaniu hulajnogi kurierowi. Tak, cena ma tu duże znaczenie i trochę ponad 2000 złotych za to urządzenie to kwota rozsądna, w przeciwieństwie do tych wspomnianych 3 tysięcy. Ale ok, różnice:

Zamiast 12,5kg hulajnoga waży 14,2 kg
Zamiast 30 km zasięgu dostajemy 45 km
Moc silnika: starszy model – 250 W, nowszy 300 W
Pojemność baterii: starszy model – 280 Wh, nowszy 474 Wh (ale też czas ładowania wydłużył się z 5h do 8 godzin)
Xiaomi MiJia M365 Pro dostała wyświetlacz

No i różnica w cenie – około 1800 złotych konta około 2200 złotych. Czy warto dopłacić? Moim zdaniem tak, choćby do delikatnie większej mocy silnika, co też przekłada się na komfort wjeżdżania pod małe wzniesienia oraz wyświetlacz, dzięki któremu mamy pełny większy wgląd w sprzęt.




Nie jest to oczywiście sprzęt idealny. Problemy z dętką zgłasza wiele osób, więc nie jest to raczej jednostkowy przypadek. O delikatnych luzach w kierownicy też niektórzy wspominają – były obecne i u mnie, ale nie wiem jak korzystano ze sprzętu przede mną – biorąc pod uwagę lekkie obcierki na lakierze, raczej go nie oszczędzano. Jeśli jednak nie macie dużo większego budżetu i nie chcecie korzystać z publicznych hulajnóg, Xiaomi MiJia M365 Pro jest pojazdem, którego zakup warto rozważyć. Dla mnie największym zaskoczeniem jest to, że będąc jeszcze rok temu dość sceptycznie nastawiony do elektrycznych hulajnóg, zacząłem poważnie rozważać zakup własnego pojazdu. I jeśli ostatecznie się zdecyduję, na pewno będę patrzył w stronę Xiaomi MiJia M365 Pro. Jeździło mi się po prostu na niej bardzo przyjemnie.