13

Xiaomi MiBand 2 po kilku miesiącach. Za takie pieniądze nie ma co narzekać

Pierwszy MiBand zapewnił Xiaomi czołową pozycję na rynku wearables pod względem ilości sprzedanych urządzeń. Druga generacja była zatem kwestią czasu. Co po kilku tygodniach noszenia mogę napisać o nowej opasce?

O opasce Xiaomi MiBand 2 pisałem już kilka tygodni temu w obszernych pierwszych wrażeniach. Niedługo potem pojawił się dość emocjonalny wpis Jakuba, który zdecydował się na zakup opaski. Teraz chciałbym uzupełnić te informacje o przemyślenia i wnioski po dłuższym użytkowaniu. Jak się okazuje, za cenę MiBanda 2 naprawdę trudno znaleźć cokolwiek lepszego, co dawałoby nam takie możliwości. Serio.

Wygląd, wykonanie i ergonomia

Opaska jaka jest, każdy widzi. Całość składa się z dwóch elementów: silikonowej opaski oraz plastikowej pastylki. Ta druga na spodzie ma pulsometr, na jednym z krótszych boków dwupinowe złącze ładowania, a na wierzchu taflę hartowanego szkła. Nie liczcie, że to uchroni urządzenie przed zarysowaniami – niestety po kilku tygodniach pojawiła się u mnie cała masa mniejszych i większych zadrapań, a nie traktowałem opaski jakoś szczególnie źle. Prosi się tutaj o zastosowanie jakiejś powłoki ochronnej typu Gorilla Glass, ale to bym zdecydowanie podniosło cenę urządzenia.



Pod taflą szkła ukryto maleńki wyświetlacz o przekątnej 0,42″. Jest to monochromatyczny panel OLED, który bardzo słabo sprawdza się w słoneczne dni – wówczas praktycznie nie widać na opasce niczego. W cieniu, w pomieszczeniach i w nocy jest ok. Szkoda, że zabrakło jakiejkolwiek możliwości regulowania jasności. Możemy za to na szczęście dezaktywować automatyczne włączanie się wyświetlacza po podniesieniu nadgarstka, co natychmiast zrobiłem. O czujniku światła nie wspominam, bo w opasce za takie pieniądze nie ma co liczyć na takie udogodnienia. Pod ekranem mamy pojedynczy przycisk dotykowy, który można aktywować palcem lub wodą – jak kto woli. Delikatne stuknięcia nie są rozpoznawane w ogóle – potrzeba tutaj nieco siły. Ogólnie jednak guziczek działa względnie nieźle, więc nie ma powodów do większych narzekań.

Sama opaska jest stosunkowo wygodna, o ile tak można określić silikon. Nie miałem z nią jakiś większych problemów, nie wywoływała u mnie reakcji alergicznych, nie uwierała. Zapięcie wymaga nieco cierpliwości, ale to akurat dobrze – mniejsze ryzyko, ze w trakcie noszenia opaska się nam sama odepnie (tak zgubiłem smartbanda Sony).

Całość jest wodoszczelna i zgodna z normą IP67. Można zatem opaskę zabrać pod prysznic, wystawić pod bieżącą wodę z kranu czy zanurzyć się z nią w wannie. Nie poleca się jednak pływania z nią. Mimo wszystko zaryzykowałem – po 30 minutach w jeziorze gadżet ciągle działał.

Możliwości i pomiary

Co to potrafi? Całkiem sporo. Na ekranie opaski możemy wyświetlać: godzinę, liczbę kroków i dystans, spalone kalorie, puls, stan baterii oraz powiadomienia aplikacji (w postaci ikonki – liczba wspieranych programów regularnie rośnie). Między poszczególnymi informacjami przełączamy się za pomocą przycisku pod wyświetlaczem. Wybrane z nich możemy całkowicie wyłączyć z poziomu aplikacji.

A skoro o niej mowa, nie jest to jakoś szczególnie dopracowany produkt. Spolszczenie jest niepełne i zawiera masę błędów. Sam program też miejscami miewa kaprysy. Znajdziemy tutaj jednak najpotrzebniejsze funkcje. Przede wszystkim oczywiście aplikacja gromadzi nasze informacje o aktywności fizycznej. Może je synchronizować z usługą Google Fit, co jest dużym plusem. Ponadto MiBand 2 potrafi monitorować nas sen i rozpoznawać jego poszczególne fazy. Do dyspozycji mamy też funkcję budzenia wibracjami (wcześniej był też inteligentny budzik, ale z niewyjaśnionych przyczyn zniknął), a także tryb treningu, w którym opaska stale mierzy puls. Fajnymi dodatkami są też funkcje powiadamiania o braku aktywności przez określony czas, a także godzin ciszy, w których opaska nie będzie nam przeszkadzała.

Tutaj od razu warto wspomnieć, że posiadacze Androidów w Google Play znajdą o wiele ciekawsze, nieoficjalne aplikacje dla MiBanda 2. Mam tutaj na myśli  Mi Band Tools oraz Mi Band Notify & Fitness. Obie są płatne (druga posiada wersję demo), ale cena zamyka się w 10 zł. W zamian otrzymamy znacznie szersze możliwości kontroli nad naszą opaską, w tym m.in. możliwość aktywowania stałego mierzenia pulsu, więcej opcji związanych z powiadomieniami (w MiFit możemy ustawić tylko pięć aplikacji) itp. Jeżeli oficjalny klient Was nie będzie satysfakcjonował, zdecydowanie warto skusić się na którąś z alternatyw.

Co z pomiarami? MiBand 2 jest całkiem precyzyjny. Zestawiałem go z dwoma smartwatchami: Samsungiem Gear S2 oraz Huawei Watchem. W najgorszym przypadku odchylenia sięgały tutaj 10 proc. Jak dla mnie to zdecydowanie akceptowalny wynik. Opaska nie zliczała mi kroków, kiedy pisałem na klawiaturze (a to zdarza się często w przypadku tanich wearables, bo mam nawyk trzymania nadgarstków w powietrzu), a więc zdała podstawowy test efektywności. Potem było już tylko lepiej.

Jeśli chodzi o pulsometr, nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że nie należy się za bardzo sugerować jego pomiarami. Nawet kilkukrotnie droższe smartwatche są pod tym względem ułomne i dają raczej poglądowe wyniki, aniżeli precyzyjne pomiary. z MiBandem 2 jest podobnie – raz pokazuje 70 uderzeń na minutę, a pół minuty później – 140. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że będzie inaczej.

Ogromnym plusem opaski jest bateria. Oczywiście wiele tutaj będzie zależało od tego, jak intensywnie z niej korzystacie, oraz które funkcje macie aktywne. Ja postawiłem na plan minimum i wyłączyłem m.in. automatyczne podświetlanie ekranu, a przy tym nie korzystałem prawie w ogóle z pulsometru. Efekt? Trzy tygodnie pracy bez ładowania. Jak na urządzenie wyposażone w wyświetlacz jest to naprawdę fajny wynik, którego MiBandowi 2 mogą pozazdrościć znacznie wyżej wyceniani konkurenci.

Podsumowanie

MiBanda 2 możemy mieć już za ok. 150-180 złotych. Na chińskich serwisach co i rusz są organizowane promocje, więc wystarczy po prostu być czujnym. To naprawdę niewiele, jak za sprzęt o takich możliwościach. Nie liczcie, że będzie on precyzyjnym pulsometrem i zastąpi kilkukrotnie droższe odpowiedniki. Jestem jednak przekonane, ze zdecydowanej większości z Was wystarczy. To doskonały wybór, jeśli szukacie po prostu pierwszego wearable dla siebie i nie chcecie wydawać majątku. Po kilku miesiącach, gdy już Wam się znudzi mierzenie kroków, nie będziecie mieli wyrzutów sumienia, że 1,5 tys. złotych wyrzuciliście w błoto. A kto wie, może MiBand 2 zostanie Waszym największym przyjacielem w walce ze zbędnymi kilogramami. Założę się, że opaska Xiaomi ma już na sumieniu niejedną fałdkę tłuszczu.

Kup Xiaomi MiBand 2 w Avans.pl za 100 PLN. Kliknij!