18

xHamster zorganizował zbiórkę na… gadżet dla widzów porno. Słabo

Kto zna taką stronę jak xHamster? Dobra, nie oszukujcie, wiem, że dobrze ją znacie. I kilka innych jeszcze też. Nie będę jednak rozliczał Was, bo nie od tego tutaj jestem - przyjrzałem się jednak pomysłowi owej platformy na wspomożenie grupy inżynierów, którzy chcą nieść pomoc widzom pornografii obawiających się o prywatność w trakcie seansu. Co mogę powiedzieć na wstępie? Słaby produkt. Niesamowicie.

Warto jednoznacznie powiedzieć, że xHamster nie jest twórcą owego sprzętu. Minimeyes to bardzo prosty czujnik ruchu, którego zadaniem jest (Kapitanie Oczywisty – wkraczaj!)… wykrycie ruchu w polu widzenia. Magia natomiast rozpoczyna się wraz z tym, gdy za tym idą odpowiednie akcje wykonywane na urządzeniu sparowanym z Minimeyes. Załóżmy, że zrobiliśmy sobie już furę popcornu, w topowym ślizgaczu piękna aktorka dąży do rozsupłania wora emocji. Czerwieniejemy oczekując na finał. Aż tu nagle otwierają się drzwi. Krztusimy się ostatnią garścią popcornu zieleniejąc już potem – tylko ze wstydu. Ktoś właśnie przeszkodził nam w trakcie zażywania wysokogatunkowej kinematografii.

A teraz na poważnie – Minimeyes to po prostu czujnik, który po wykryciu ruchu w polu widzenia wywoła zadaną akcję na komputerze. Nigdy więcej ziaren popcornu w płucach!

Uch, miało być na poważnie. Ale trudno mi ową powagę zachować w sytuacji, gdy widzę sprzęt, który innowacyjnością dorównuje najwyżej cepowi. Minimeyes ukryje wszystkie okna na ekranie, kiedy wykryje ruch w polu widzenia. Będzie w stanie również całkowicie wyciszyć dźwięk. Co więcej, gadżet potrafi zarządzać również kilkoma urządzeniami na raz. Świetne, po prostu świetne.

Jestem absolutnie pewien, że ludzkość świetnie radziła sobie bez takiego gadżetu odkąd tylko internetowa pornografia trafiła pod strzechy. Oczywiście – zdarzały się wpadki, udokumentowane nawet na kultowych nierzadko „śmiesznych filmikach”. Niemniej, nie potrzebowaliśmy i… nie będziemy potrzebować gadżetu, który pozwoli nam na bezproblemowe oglądanie filmów porno. Co więcej, urządzenie nie odpowiada na wszystkie problemy, z którymi winien się rozprawić. Po pierwsze – sam akt oglądania pornografii często „słychać” już za zamkniętymi drzwiami. Po drugie, o ile sensor zadziała błyskawicznie, my już nie bardzo. Widok obnażonego człowieka gapiącego się w rozświetlone logo Windows będzie jeszcze dziwniejszy, niż przyłapanie kogoś na oglądaniu ślizgacza. Serio.

Jeszcze ciekawsza jest „wesoła argumentacja” twórców sprzętu. Dlaczego potrzebujecie właśnie Minimeyes?

Use minimeyes wherever you are and whenever you don’t want your partner, your kids, your parents, your brother or sister, your teacher, your boss, your colleagues, your roommate or a perfect stranger to see or hear what you are doing on your computer or mobile device. Use it at home, in the office, in your favorite coffee place or in your dorm room. Simply aim the infrared lens in the direction you want to monitor for movement, press ‚arm’ in the minimeyes application and your privacy is protected.

minimeyes

Przytaczam oryginalny tekst ze strony kampanii Minimeyes na Indiegogo. W skrócie: ukryj ślizgacza przed rodziną, przyjaciółmi, szefem, nauczycielem, korzystaj z niego w domu, w biurze, gdziekolwiek. Ok, dobra, nie mam więcej pytań. Argumentacja wprost genialna.

A przecież można było sprzedać Minimeyes zupełnie inaczej, w formie sprzętu zdolnego do sparowania z inteligentnym domem. Fotokomórka, czujnik na drzwi pozwalający na aktywowanie alarmu, gdy zostanie wykryty ruch. Niestety, zdecydowano się na użycie argumentacji zakrawającej na śmieszność. Twórcy mogli liczyć, że wykorzystanie znanej w świecie pornografii marki przyniesie im splendor, pieniądze i powszechne uznanie. Wyszedł natomiast smutny kabaret.