Prywatność w Internecie – trudno dzisiaj dojść do jednoznacznego stanowiska w tym temacie – na fali różnych doniesień na temat coraz bardziej śmiałych poczynań gigantów technologicznych względem udostępnianych im naszych danych z jednej strony można uznać, że takie pojęcie praktycznie nie istnieje. A jeżeli tak, to niemalże tylko w teorii. Francuski Qwant z całego peletonu […]

Prywatność w Internecie – trudno dzisiaj dojść do jednoznacznego stanowiska w tym temacie – na fali różnych doniesień na temat coraz bardziej śmiałych poczynań gigantów technologicznych względem udostępnianych im naszych danych z jednej strony można uznać, że takie pojęcie praktycznie nie istnieje. A jeżeli tak, to niemalże tylko w teorii. Francuski Qwant z całego peletonu dostawców wyszukiwania chce wyróżnić się dbałością o prywatność użytkownika, natomiast wygląda na to, że nie jest to jego jedyny atut.

Jak wiele dziś znaczy prywatność?

Żadnym odkryciem nie będzie stwierdzenie, że dzisiaj najdroższa w biznesie jest informacja. I mam na to swoją osobistą teorię – dopóty dana firma nie dysponuje odpowiednio dużą ilością tejże, nie będzie z niej korzystać w celach biznesowych. Kiedy ich ilość osiągnie już „masę krytyczną”, zaczyna się modyfikowanie polityki prywatności i zabawa z danymi użytkowników tak, aby wygenerowały one odpowiednią ilość przychodów – reklamodawcy chętnie zapłacą za jak największą ilość informacji o potencjalnych klientach.

qzrzut1

Qwant natomiast szczyci się tym, że posiada bardzo przejrzystą i jednoznaczną politykę prywatności. Przeglądając informacje na temat tego jak są przechowywane zbierane przez usługodawcę dane, występuje jednoznaczny zapis – gromadzimy, nie udostępniamy, nie sprzedajemy. Dla użytkowników, których irytuje personalizowanie wyników wyszukiwania w Google, czy Bingu, sprzedawanie pewnych informacji reklamodawcą… mogą się zwrócić ku Qwant, chociaż w mojej skromnej ocenie nie jest to wyszukiwarka, która spełnia wszystkie moje potrzeby. Jak pisałem w swoich wcześniejszych tekstach odnośnie prywatności – choć nie zgadzam się z wieloma działaniami gigantów, traktuję to jako walutę, którą płacę za możliwość korzystania z pewnych usług w Internecie. Nie mam wyjścia, zresztą raczej nie mam nic do ukrycia. Jeszcze nikt nie zapukał do mnie o poranku i nie wywlókł mnie w pidżamie na komendę.

Dlaczego gromadzimy dane?

Przechowujemy dane użytkowników dla następujących celów:
Zarządzanie wieloma kontami i funkcjonalnościami dostępnymi na stronie
Zarządzanie zapytaniami o informacje oraz rejestrowaniem aplikacji na stronie;
Zarządzanie wnioskami o usunięcie konta oraz wnioskami związanymi z egzekwowaniem praw do dostępu, modyfikacji czy usunięcia danych osobowych;

~https://www.qwant.com/privacy

Cóż, nie ma powodów, żeby Qwant nie wierzyć. Skoro prywatność mamy już omówioną – co oferuje ta usługa wyszukiwania? Czym może się pochwalić?

qzrzut2

Jest… ładna?

Tak, wiem – kwestia gustu. Jeden powie, że boczny pasek z filtrem wyszukiwania niekoniecznie dobrze wygląda – dla mnie natomiast jest całkiem w porządku. O, właśnie. Qwant wyświetla również wyniki z serwisów społecznościowych związanych z danym zapytaniem i to jest akurat jedna z takich funkcji, które mogą okazać się całkiem przydatne. Zaś same wyniki wyszukiwania poszeregowane są według zdefiniowanych już kategorii – od razu otrzymujemy wyniki z Internetu, aktualności związane z daną frazą oraz wzmianki w mediach społecznościowych. Wygląda to całkiem ciekawie, jest bardzo przyjemnie i to mi się podoba.

Qwant jednak pod względem obszerności wyników nie jest jednak w stanie przebić Google, czy nawet Bing (szczególnie w rodzimej wersji), na pierwszy rzut oka widać, że wyniki są mniej interesujące i rzecz jasna uboższe. Z jednej strony jest to spowodowane tym, że… Qwant nie personalizuje wyników wyszukiwania (tak jak wspomniałem wyżej), zatem akurat ta funkcja Google oprócz tego, że opiera się na wydzieraniu wręcz z nas danych, to jednak do czegoś się przydaje. Z drugiej strony jednak widać, że algorytm wyszukiwania jest dużo słabszy, choć Qwant stara się gonić gigantów prezentując dane kontekstowe na temat pewnych fraz. Wpisanie „trybunał konstytucyjny” w wyszukiwarce spowoduje wyświetlenie tabelki z danymi z Wikipedii, wyniki z Internetu i co ciekawe – brak aktualności. Serio? Temat na tapecie od ponad tygodnia i nic się nie pojawia? Dziwne.

Qwant oferuje (niby) wyniki wyszukiwań związane z zakupami i jak mówi sam usługodawca – każdy taki stanowi reklamę, jednak tych jest tam… jak na lekarstwo. W sumie, to nie natrafiłem jeszcze na żadną reklamę i najpewniej jest to związane z bardzo małą popularnością tego serwisu w polskim Internecie. Oprócz tego znalazłem tam również minifunkcję społecznościową, dzięki której można dzielić się „ciekawymi materiałami z Internetu”. Podobnie jak w przypadku zakupów, posucha tam panuje równie nieprzeciętna jak w Zakupach.

qzrzut3

Nawet strona główna, którą oferuję mi Qwant raczej nie zachęca mnie do dalszego zapoznawania się z prezentowanymi tam treściami. Ot, Youtuber „gra w CS-a z Jerzym Janowiczem”, zjeżdżam scrollem w dół. O matko, Popek. Nie, nie. To ja już wolę, jak mi Google miesza w wynikach wyszukiwania i mniej więcej wie, że nie interesują mnie amatorzy cięcia się po twarzy. No, nie zachęcili mnie – tak po prostu.

Komuś się na pewno spodoba. Ja jestem sceptyczny

Nie dlatego, że obraziłem się na Qwant za Popka. W swojej aktywności w Internecie, w swojej pracy operuję na narzędziach bogatych w funkcje i co ważne – niezawodnych w praktycznie każdej sytuacji. Stąd nie widzę na przykład żadnych profitów z tego, że w tym momencie porzucę Google i zajmę się Qwantem. To raz. Dwa – wyszukiwarka dla mnie to również element systemu – Google ma świetnego Androida, z którym wyszukiwarka rozumie się po prostu dobrze.