22

Pop-up selfie cameras: gdzie się podział ten hit?

Niektóre trendy w świecie smartfonów zostają z nami na długo, inne szybko odchodzą w zapomnienie stając się po prostu jednym z punktów na drodze rozwoju technologii.

Wysuwane kamery do selfie były po prostu modą

Od kilku lat producenci smartfonów gonią za bezramkowością. Umowną, bo większość smartfonów wciąż te ramki posiada, ale na tyle smukłe, by po chwili o nich zapomnieć. Jednym ze sposobów na zwiększenie tak zwanego screen-to-body-ratio, a co za tym idzie optycznego upodobnienia frontu smartfonu do jednej tafli wyświetlacza były wysuwane aparaty do selfie. Pomysł w założeniu dość prosty, bardziej zaawansowany w wykonaniu. No bo skoro nie da się ukryć aparatu pod ekranem tak, by nie trzeba go było dziurawić lub tworzyć wcięcia – to przecież można go ukryć w obudowie. Nawet kosztem grubości smartfona. Aparat jest ukryty, dzięki czemu można całkowicie zagospodarować front wyświetlaczem.

Wychodziło to różnie, ale wszyscy się tym ekscytowaliśmy. Nie tyle jednak samą technologią, efektem – ale trwałością. Ileż to pojawiało się w sieci obaw – jeśli ktoś się w nie zagłębił, to pewnie w ogóle rezygnował z zakupu smartfona z wysuwanym przednim ekranem. Mechanizm na pewno się uszkodzi, przestanie działać po roku, pewnie się złamie – a podczas upadku na sto procent rozbije. Producenci zapewniali, że to trwałe rozwiązanie, kurz i zabrudzenia nie dostają się do mechanizmu, a system samodzielnego chowania aparatu gdy smartfon wyczuje upadek na pewno zadziałają bezawaryjnie.

Zaczęło się od Vivo Nex, o którym mało kto w Polsce słyszał. Pomysł jednak spodobał się również innym producentom, którzy ochoczo kopiowali go u siebie. Trafil choćby do siódmego OnePlusa, wysuwał się w modelach Xiaomi Mi 9, Oppo Reno czy Honora 9X. Ale jednak ciekawiej pomysł zmodyfikował Samsung Galaxy A80, i Asus Zenfone 6, gdzie specjalny mechanizm odwracania zamieniał tylne, lepsze aparaty w aparaty przednie. No bo trzeba powiedzieć sobie szczerze – te klasyczne pop-up selfie cameras nie były jakościowo jakieś rewelacyjne i poza chowaniem się do obudowy nie wniosły niczego nowego do świata smartfonów.

Trend, jak zapewne sami widzicie, odchodzi do lamusa. Nie zaimplementowało go u siebie Apple, nie zdecydował się na niego Samsung. OnePlus 8 będzie miał dziurkę w ekranie zamiast wysuwanego aparatu do selfie. To samo Xiaomi ze swoim Mi 10, które również posiada po prostu klasyczną łezkę na środku. Oba urządzenia praktycznie taką samą, z której śmiali się przeciwnicy Samsungów gdy ten zapowiedział różne kroje tego rozwiązania.

Czy wysuwane aparaty selfie wrócą?

Z trendami w branży smartfonów jest tak, że niezależnie od tego, czy moda na coś mija szybko, czy trwa długo – trafiają do tańszych urządzeń. Tak było z notchem, tak było z łezką – więc może się okazać, że wysuwane aparaty do selfie ostatecznie trafią na bardzo niską półkę i do dużo tańszych, mniej popularnych producentów. Tylko, czy da się w bardzo tanim smartfonie zrobić niezawodny mechanizm, który nie rozleci się po kilku miesiącach albo po prostu któregoś dnia odmówi posłuszeństwa ucinając dostęp do przedniego aparatu? Raczej nie i trzymałbym jednak kciuki by w tym segmencie ograniczono się do wcięcia w wyświetlaczu i nie ryzykowano z takim mechanizmem. Sami na pewno widzieliście kilka tańszych urządzeń z czytnikiem linii papilarnych pod ekranem – działa to zwyczajnie źle i bardziej denerwuje niż pozwala odblokować ekran.

Czy będę tęsknił za wysuwanymi ekranami? Testowałem kilka takich urządzeń i bajer był fajny przez kilkanaście pierwszych minut. Później zacząłem zwracać uwagę na dłuższy czas, którego potrzebuję by zrobić zdjęcie selfie. A jeszcze później na to, że taki system w zasadzie niczego mi nie daje. Nie wszystkie ekrany w takich smartfonach wydawały się bezramkowe, za to dużo bardziej czuć było ciężar i grubość telefonu. Tę jestem w stanie zaakceptować tylko, jeśli jest wynikiem dużo większej baterii – bo to ma faktyczny wpływ na użytkowanie. A wysuwana kamerka do selfie? No wysuwa się, fajna zabawka i tyle.