Rynek najwydajniejszych i średnio-wydajnych tabletów jest obecnie areną walki największych producentów na świecie. Apple, Samsung czy ASUS konkurują głównie wydajnością i coraz bardziej pomysłowym  marketingiem (vide Oskarowe selfie) zachęcając konsumentów do zakupów. Zupełnie inaczej prezentuje się jednak rynek najtańszych tabletów, gdzie mamy do czynienia z mozaiką mniejszych producentów. Jeden z nich ma w planach tablet […]

Rynek najwydajniejszych i średnio-wydajnych tabletów jest obecnie areną walki największych producentów na świecie. Apple, Samsung czy ASUS konkurują głównie wydajnością i coraz bardziej pomysłowym  marketingiem (vide Oskarowe selfie) zachęcając konsumentów do zakupów. Zupełnie inaczej prezentuje się jednak rynek najtańszych tabletów, gdzie mamy do czynienia z mozaiką mniejszych producentów. Jeden z nich ma w planach tablet za… 60 zł.

20 dolarów – tyle ma kosztować następny model londyńskiej firmy Datawind, specjalizującej się w projektowaniu taniej elektroniki. Jak na razie dziecko tej firmy, UbiSlate 7Ci także dzierży tytuł najtańszego tabletu na świecie, a to głównie dzięki kontraktowi z indyjskim rządem.

Jak wiadomo, Hindusi są prawdziwym programistycznym skarbem dla firm informatycznych. Nie dość, że bardzo dobrze kodują to jeszcze są tani, a Ci którzy na pisaniu kodu się nie znają, idealnie pasują do call center. Indyjski rząd postanowił jednak wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie wyposażyć część studentów w tablety.

Ubislate_03

Rozpisano przetarg, w którym głównym czynnikiem była oczywiście cena. Najkorzystniejszą zaproponowało właśnie Datawind. Ich tablety, pod nazwą Aakash (znaczy „niebo”) trafiły do 25 tysięcy żaków. Lekko mówiąc nie jest to sprzęt, którego specyfikacją można się chwalić. Ma procesor Cortex A8 1 GHz, 512 MB RAM i 4 GB pamięci Flash; ekran o rozdzielczości 800×480 i Androida 4.0.3.

Takie ceny osiągane są przede wszystkim dzięki skali produkcji, a także jej przeniesieniu na Daleki Wschód. Podzespoły wytwarzane są u podwykonawców w Chinach, a następnie trafiają do Indii gdzie całość jest składana, a następnie zaopatrywana w odpowiednie oprogramowanie. Jedyną częścią, jaką Datawind wytwarza samodzielnie jest ekran.

Przed świętami taki tablet trafił także do detalicznej sprzedaży za $37, a firma postanowiła, że będzie czerpać dodatkowe zyski z wyświetlania reklam w przeglądarce. Jak mówi jej CEO, Suneet Singh Tuli, następnym krokiem jest zejście do granicy $20. Choć w tej konkurencji szyki może im pokrzyżować polski GoClever, który sprzedawał już swoje produkty (podobne do Aakasha) za 99 zł.

GoClever tablet Terra

Ja jednak chciałbym zaproponować rozwiązanie podobne do tego zastosowanego przez hindusów. Toczy się u nas przecież cały czas dyskusja o elektronicznych podręcznikach, które do placówek edukacyjnych mają wkroczyć już w 2015 roku. A gdyby ich wydanie połączyć z podpisaniem kontraktu na dostawę takich właśnie tanich tabletów u polskiego GoClevera? Upieklibyśmy wtedy dwie pieczenie na jednym ogniu. Zarazem wzmocnilibyśmy adopcję nowych technologii, która ma fundamentalne znaczenie dla konkurencyjności danego narodu, a także wyposażylibyśmy dzieci w nowe podręczniki. Choć najpierw przydałoby się zrobić testy czy kompletne przerzucenie się na technologie cyfrowe jest krokiem w dobrym kierunku. Bo jak to pokazuje film „Ona”, ludzie przyszłości cały czas będą mieli sentyment do „analoga”…

Foto