44

Wyniki Nokii to porażka

Kamil pisał kilka godzin temu o wynikach sprzedaży smartfonów z linii Lumia. To dzisiaj dość głośny temat, w wielu miejscach można było przeczytać o wzrostach, rekordach, pozytywnych zmianach… Osobiście nie podzielam tego optymizmu, a rezultat fińskiej firmy uznaję za słaby. Zwłaszcza, że Nokia jest hegemonem na rynku smartfonów z platformą Windows Phone. Decyzja dotyczące sprzedaży […]

Kamil pisał kilka godzin temu o wynikach sprzedaży smartfonów z linii Lumia. To dzisiaj dość głośny temat, w wielu miejscach można było przeczytać o wzrostach, rekordach, pozytywnych zmianach… Osobiście nie podzielam tego optymizmu, a rezultat fińskiej firmy uznaję za słaby. Zwłaszcza, że Nokia jest hegemonem na rynku smartfonów z platformą Windows Phone. Decyzja dotyczące sprzedaży biznesu mobilnego Microsoftowi z każdym tygodniem wydaje się coraz bardziej sensowna.

Branżowa plotka głosi, że Nokii udało się sprzedać w ubiegłym kwartale minimum 8 mln smartfonów z serii Lumia. Należy oczywiście zwracać uwagę na użyte w tym wypadku słowo „minimum”, bo może to oznaczać, że sprzedano nie 8, ale np. 15 mln smartfonów. Ten scenariusz jest jednak mało prawdopodobny, więc będę bazował na wyniku z pogłosek. Czytałem dzisiaj niejednokrotnie, że nie jest to oczywiście rezultat oszałamiający i wypada blado, gdy zestawi się go z wynikami sprzedaży słuchawek Apple czy Samsunga, ale z drugiej strony, Nokia i tak robi spore postępy i trzeba to docenić. Na pewno?

Przywołuje się np. wynik z analogicznego okresu roku poprzedniego. Wówczas Finowie sprzedali mniej niż 3 mln smartfonów z Windows Phone. Porównując te dwa wyniki można stwierdzić, że dokonano sporego skoku – przecież to kilkusetprocentowy wzrost. Pojawia się jednak pytanie: czy naprawdę trudno było poprawić ten wynik na tak dynamicznie rozwijającym się rynku? Trzy miliony nie są bardzo wyśrubowanym osiągnięciem, które przebiłby jedynie magik albo geniusz sprzedaży. To był bardzo mizerny wynik. Ten ostatni należy nazwać po prostu mizernym.

Warto mieć na uwadze, że w analogicznym okresie roku 2012 nie sprzedawano smartfonów z platformą Windows Phone 8. Wielu klientów wstrzymywało się pewnie z zakupem sprzętu Nokii, bo czekało na modele z nowym systemem. Gdyby nie to, rok temu korporacja mogła osiągnąć lepszą sprzedaż. I dzisiaj wzrost byłby już kilkudziesięcioprocentowy. Nie można również zapominać, że Finowie praktycznie nie mieli na tym rynku konkurencji. Firmy HTC, Samsung oraz Huawei trudno posądzić o wielkie zainteresowanie mobilną platformą Microsoftu. Nokia nie była zatem naciskana i atakowana przez innych, mogła w spokoju poszerzać ofertę i ją promować. Spore pole do popisu i 8 mln sprzedanych smartfonów?

Jeżeli przyjmiemy, że Nokia z każdym kwartałem poprawiałaby swoją sprzedaż o milion sztuk smartfonów, to dogonienie liderów rynku mogłoby im zająć naprawdę sporo czasu. Nie należy oczywiście wykluczać, że sprzedaż zostałaby poważnie podkręcona po premierze świetnych produktów z różnych półek cenowych (jutro prawdopodobnie zobaczymy kilka ciekawych modeli z WP na pokładzie), ale taki scenariusz był już wieszczony od dobrych kilku kwartałów: kolejne prezentacje miały totalnie odmieniać sytuację. Problem polega na tym, że nie następował przełom. Poprawiano wyniki, ale to zdecydowanie zbyt wolno. Skoro sytuacji nie były w stanie odmienić takie modele, jak Lumia 925 czy Lumia 1020, to co musiałaby wypuścić Nokia, by w końcu przyciągnąć do siebie rzesze klientów?

Rozruszanie sprzedaży smartfonów mogłoby zająć Nokii jeszcze wiele kwartałów, a może nawet lat. W biznesie tym zrobiono porządek i jest to dobry materiał do pracy/rozwoju, ale zdecydowanie nie można się zgodzić z opinią, że Microsoft przejmuje świetnie funkcjonujący oddział europejskiej korporacji. Amerykanów i tak czeka sporo pracy i prawdopodobnie miliardy dolarów koniecznych inwestycji (w badania, tworzenie sprzętu, marketing). Czy Nokia byłaby w stanie unieść ten ciężar finansowy? Śmiem wątpić.

Źródło grafiki: Nokia