12

Co dla innych jest sufitem, dla Apple stanowi podłogę – firma znowu pokazała, kto jest mistrzem biznesu

Czekając na wyniki Apple nie zastanawiam się już czy korporacja zarobiła w poprzednich miesiącach dużo pieniędzy - przyzwyczaiłem się do tego, że w kwartale są w stanie wykręcić fenomenalne liczby i przebić roczne zyski innych wielkich firm technologicznych. Wciąż zastanawiam się jednak, czy firma z Cupertino jest w stanie pobić własne rekordy, pokazać, że w wyścigu ze swoją legendą potrafi coś poprawić. Jak było w trzecim kwartale 2016 roku - korporacja znowu zaczarowała?

Wyniki Apple u osób niezorientowanych w temacie mogą wywołać zdziwienie, ludzie będą pewnie sprawdzać, czy ktoś się tu nie pomyli podając te liczby. Bo mamy do czynienia z firmą sprzedającą telefony, tablety i aplikacje, a w raportach kwartalnych liczby porażają. Dla osób zainteresowanych tematem nie jest to jednak zaskoczenie: firma od lat notuje taką sprzedaż.

W ostatnich trzech miesiącach przychody Apple wyniosły 46,9 mld dolarów, a zysk 9 mld dolarów. Fenomenalnie, ale… gorzej niż w analogicznym okresie roku 2015, kiedy przychody wyniosły 51,5 mld dolarów, a zysk 11,1 mld dolarów. Jest gorzej, lecz rynek się tego spodziewał. Rok temu sprzedano 48 mln smartfonów, w tym roku trzeci kwartał przyniósł 45,5 mln sprzedanych iPhone’ów i tu należy się doszukiwać głównych różnic. Dlaczego tym razem było gorzej? Ponieważ część klientów postanowiła poczekać na modele z numerem 7, słuchawki, w których dokonano większych zmian względem poprzednich. Stąd spadki w trzecim kwartale. Jednocześnie jednak nowe modele powinny nakręcić sprzedaż w czwartym kwartale – prognozowane wyniki Apple na ostatnie trzy miesiące to 76-78 mld dolarów przychodu. Człowiek patrzy na te liczby i jednak kręci głową z niedowierzaniem…

Problemem (ale jednocześnie też błogosławieństwem) Apple nadal jest iPhone, jego rola i siła w przychodach oraz zyskach korporacji. Sprzedaż iPada ponownie spadła i wyniosła 9,2 mln sztuk, Maki sprzedały się w liczbie 4,8 mln sztuk – mniej niż przed rokiem i mniej niż prognozowano, chociaż i w tym przypadku swoje robi oczekiwanie na nowe produkty z tej linii (więcej na ten temat niebawem napisze Konrad). Motorem napędowym nie jest Apple Watch – Jakub pisał dzisiaj, że Apple ma silną pozycję na tym rynku, lecz smartwatche okazały się słabym segmentem. iPhone na razie pozostanie hegemonem.

Pozytywną informacją z pewnością jest to, że ciągle rośnie dział Services z usługami Apple – w ciągu roku jego sprzedaż wzrosła o blisko 1/4 i dobiła pułapu 6,3 mld dolarów. Niejednokrotnie zwracałem już uwagę na ten biznes i zrobię to ponownie: Apple będzie zarabiać kokosy nie tylko na sprzęcie, ale też sofcie i to w różnych formach. Zarabianie na sprzedanym iPhonie czy iPadzie nie skończy się, gdy klient wyjdzie ze sklepu – przy pomyślnych wiatrach skarbonka dopiero wtedy zacznie się solidnie napełniać. Za dekadę dział Services, jego wyniki, mogą wywoływać zachwyty równie duże, co dzisiaj ogólne wyniki Apple.

Kiepską informacją jet z pewnością gorsza passa w Chinach. Gdy rok temu Tomasz pisał o raporcie Apple wyglądało to tak:

Szczególnie interesująco wyglądają wyniki Apple’a na rynku chińskim, który jest przecież szczególnie ważny dla firmy. Obecnie jest tam już 25 salonów firmy z Cupertino, ale, jak zapewniał podczas konferencji poświęconej wynikom, do połowy przyszłego roku liczba ta ma wynieść 70. W ostatnim kwartale 2014 roku fiskalnego rynek chiński przyniósł Apple’owi 6,29 mld dol. przychodu. W tym kwartale było to już 12,51 mld dolarów, a więc firma niemal podwoiła swój wynik (wzrost o 99 proc.). Rośnie też chińska społeczność deweloperów tworzących na iOS – aktualnie, jak wynika z danych Apple’a, liczy ona już milion programistów. Komentarze dość jednoznacznie wskazują, że wysoka i stale rosnąca sprzedaż na rynku chińskim gwarantuje Apple oraz iPhone’om stabilny wzrost w nadchodzących latach. Jest to szczególnie ważne wobec malejącego popytu w innych regionach.[źródło]

Potwierdzały się słowa Tima Cooka, który po przejęciu sterów w firmie przekonywał, że trzeba się przebić w Państwie Środka, bo to przyniesie fortunę (sprzedaż zagraniczna to dzisiaj blisko 2/3 przychodów Apple). Teraz można jednak mówić o kryzysie, a przynajmniej zadyszce Apple w Chinach: w ciągu roku sprzedaż korporacji spadła tam o 30%. I nie było to spowodowane nasyceniem rynku, bo ten ciągle rośnie – Apple po prostu przegrało z konkurencją. Ale trudno się temu dziwić, gdy Huawei radzi sobie coraz lepiej, a Xiaomi nie daje za wygraną i prezentuje sprzęt, który robi wrażenie na całym świecie.

Na koniec pewna ciekawostka: ostatnim raportem finansowym Apple zamknęło rok fiskalny i pierwszy raz od 2001 roku zanotowano sezon gorszy od poprzedniego: przychody wyniosły 215,6 mld dolarów wobec 233,7 mld dolarów rok wcześniej (sic!). Niektórzy dostrzegą w tym oznaki kryzysu (akcje firmy taniały po opublikowaniu raportu), ale ja spytam: czy tak wygląda kryzys? Wyniki Apple nadal są piorunujące i to długo się nie zmieni.