15

Kilka lat temu wyłączyłem powiadomienia i… świat się nie zawalił

Korzystanie ze współczesnych technologii, wbrew pozorom, nie jest łatwe. I to nie dlatego, że oferowane przez nie obsługi są wyjątkowo trudne w zarządzaniu — nic z tych rzeczy. Chodzi tu raczej o trudność skupienia się na bieżących sprawach, kiedy w tle regularnie bombardują nas powiadomienia. Nikt nas nie nauczył jak mądrze i świadomie podchodzić do cyfrowego świata — ale rozmawiając ze znajomymi, rodziną i przyjaciółmi wydaje mi się, że nie ma jednej słusznej recepty na sukces w tej kwestii. Moją okazało się ograniczenie powiadomień do minimum: zgodnie z zasadą że elektronika jest dla mnie, a nie ja dla elektroniki.

Wyciszyłem lwią część powiadomień i… dobrze mi z tym

Początki stałego dostępu do internetu i pierwszy smartfon otworzyły przede mną możliwości, których wcześniej nie było. Oto nareszcie mogłem być w internecie non-stop. Wtedy atrakcyjnym wydawało mi się reagowanie na każdego maila w mgnieniu oka, czy możliwość odpisania na wiadomości z Gadu-Gadu natychmiast. O każdej, dosłownie, porze dnia i nocy. Z perspektywy czasu uważam że byłem młody i głupi — ale to był dopiero początek. Za nimi przywędrowały serwisy społecznościowe i wszelkiej maści aplikacje, które sprowadziły na nas lawinę kolejnych piknięć w smartfonach.

Próbowałem się od nich uwolnić różnymi sposobami. Sięgałem po Pomodoro, posiłkowałem się rozmaitymi aplikacjami mającymi na celu wyciągnięcie ręki przy dłuższym skupieniu uwagi. Efekt był mizerny. Niespecjalnie pomogła też zmiana nastawienia, skoro non-stop byłem bombardowany informacjami na ekranie komputera i smartfona. Pewnego dnia postanowiłem sprawdzić co by było gdyby i wyłączyłem powiadomienia z aplikacji, a także kompletnie wyciszyłem dźwięki i wibracje w smartfonie. To było dobrych osiem lat temu i… wiecie co? Świat się nie zawalił.

To dla mnie najskuteczniejszy sposób, na oswojenie współczesnych technologii

Byłem rozdrażniony ciągłym rozpraszaniem. Nie potrafiłem w spokoju przeczytać książki, bo ciągle coś się działo. A skoro już ten telefon zawibrował i był oddalony ode mnie raptem kilka centymetrów, to mimowolnie brałem go w dłoń i sprawdzałem o co to zamieszanie. Dlatego postanowiłem pewnego dnia zrezygnować z nich wszystkich i… to był strzał w dziesiątkę. Owszem, rodzina i przyjaciele byli wściekli że znowu nie odbieram telefonu, bo prawdą jest że tak długo jak nie rzucił mi się w oczy rozświetlony ekran, nie miałem pojęcia że ktoś do mnie telefonuje. Pokornie jednak oddzwaniałem, gdy widziałem, że próbowano się ze mną skontaktować.

Wcześniej żyłem w dziwnym przeświadczeniu, że nieodczytane w mgnieniu oka wiadomości się nie godzą, a czekające na mnie kilkadziesiąt minut maile to brak szacunku dla nadawcy. Bardzo się cieszę, że postanowiłem wyluzować. Bo okazało się, że kiedy odpowiedź na maila nadejdzie kilka godzin później — świat się nie zawali. A jeżeli komuś zależy na dużo szybszej komunikacji, to próbuje do mnie dotrzeć kilkoma ścieżkami — i przez tych kilka lat obyło się bez ofiar. Ani w ludziach, ani w zleceniach ;).

Nieoczekiwana pomoc

Do zeszłych wakacji jednymi z niewielu powiadomień na ekranie mojego smartfona, poza komunikatorami, były maile. Po urlopie ich jednak nie aktywowałem — okazuje się, że zaglądanie do skrzynki 3-4 razy dziennie jest dużo bardziej efektywne dla mojej pracy, a w gruncie rzeczy… wychodzi na to samo. Nie mam też żadnych wtyczek, które na bieżąco informowałyby mnie o wiadomościach na komputerze.

Bardzo fajną pomocą okazał się jednak smartwatch. I, w przeciwieństwie do wielu użytkowników, nie mam tam komunikatów na temat wszelkich możliwych zdarzeń, a jedynie na… połączenia telefoniczne. Korzystam z niej od półtora roku i przyjaciele wciąż nie mogą się nadziwić, że odbieram — i to czasem już po kilku sekundach.

Poszukiwanie równowagi

Wiele lat próbowałem znaleźć ścieżkę, która w tym rozpędzonym cyfrowym świecie pozwoli mi funkcjonować na moich zasadach. I mimo tego, że początkowo byłem pełen obaw: wyłączenie powiadomień okazało się strzałem w dziesiątkę. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie wszyscy mogą sobie na takie kroki pozwolić: z różnych powodów. Dla jednych to nie wchodzi w grę ze względu na służbowe obowiązki, dla innych — sytuację rodzinną. Warto jednak pamiętać, że można filtrować, pozostawiać kontakty które jako jedyne mają prawo budzić nas nawet w środku nocy. Warto próbować i wypracować swój własny system. Tak, by służył wam — a nie wy jemu.