12

Wydajność i bateria w Huawei Mate 20 – tego szukają użytkownicy

Szybkie działanie i długi czas pracy na baterii to kluczowe elementy, na które zwraca uwagę każda osoba decydująca się na zakup nowego smartfona. Twórcy Mate 20 najwyraźniej wzięli sobie to mocno do serca, bo smartfon na tym polu ma mnóstwo do zaoferowania.

W segmencie premium nie ma już miejsca na kompromisy. Najmocniejsze smartfony muszą być piekielnie szybkie i oferować możliwie najdłuższy czas pracy na baterii. Tego oczekuje klient, który w tym segmencie jest wymagający i często swojego smartfona traktuje jako najważniejsze narzędzie pracy, zabawy, rozwoju, komunikacji – ba, niemal we wszystkich obszarach życia.

Nie musimy jednak wydawać blisko 5 tys. złotych na smartfona, żeby cieszyć się tym wszystkim. Tutaj bowiem na scenę wchodzi Mate 20, który już na papierze nie pozostawia wątpliwości, że ma wiele do zaoferowania. A jak jest w praktyce?

Szybko, szybciej…

Huawei Mate 20 jest napędzany przez układ Kirin 980. To pierwszy na rynku procesor stworzony w procesie 7 nm, co oznacza świetny stosunek wydajności do zużycia energii i emisji ciepła. W porównaniu do 10-nanometrowego, 7-nanometrowy proces technologiczny pozwolił na zwiększenie wydajności o 20 proc. i podniesienie efektywności energetycznej aż o 40 proc. Na główną jednostkę obliczeniową składa się łącznie osiem rdzeni. Dwa najmocniejsze to Cortex-A76 taktowane z częstotliwością 2,6 GHz. Współpracują one z dwoma kolejnymi Cortex-A76 o taktowaniu 1,92 GHz. Warto od razu dodać, że rdzenie A76 są o 75 proc. wydajniejsze i o 58 proc. bardziej efektywne energetycznie w porównaniu do poprzedniej generacji chipów. Wszystko to dopełniają cztery rdzenie Cortex-A55 z zegarami 1,8 GHz.

Równie istotny jest zastosowany w smartfonie Mali-G76 MP10. Bazuje on na architekturze Bifrost drugiej generacji i posiada 10 rdzeni o taktowaniu 720 MHz. W porównaniu z poprzednią generacją układów graficznych Mali możemy mówić tutaj o wzroście wydajności sięgającym nawet 46 proc. A to wszystko przy mniejszym zużyciu energii i wyższej kulturze pracy.

Taki duet to gwarancja nieskazitelnej wręcz pracy systemu oraz praktycznie każdej nowoczesnej aplikacji, strony www czy usługi. Nie zapominajmy też o grach, z którymi Mate 20 radzi sobie fantastycznie – bez wyjątków.

I tutaj docieramy do nowinek software’owych, które stanowią świetne dopełnienie potężnych podzespołów. Mowa oczywiście o GPU Turbo, a więc niskopoziomowym API, które pozwala grom działać znacznie wydajniej przy jednocześnie niższym zużyciu energii. To rozwiązanie bazujące na takich rozwiązaniach, jak Vulkan, a więc technologia, która dojrzewała na desktopach. Teraz sprawia, że smartfony Huawei dostają dosłownie solidne turbo.

Producent zadbał też o to, żeby użytkownik sam mógł decydować o tym, na które aplikacje system przeznaczy najwięcej zasobów. Tym samym znajdziemy tutaj Asystenta Aplikacji – managera, który pozwala nam akcelerować wybrane gry, a także aktywować tryb, w którym żadne powiadomienia i inne odciągacze nie oderwą nas od zabawy.

A skoro o aplikacjach mowa, nie można też pominąć Menedżera Telefonu, który dba o regularne sprzątanie plików tymczasowych i optymalizację pamięci RAM. I tutaj widać kolejną przewagę smartfonów Huawei nad konkurencją – nie zwalniają w miarę upływu czasu. Z roku na rok, z generacji na generację producent udoskonala sztuczną inteligencję (o której szerzej przy innej okazji) dbającą o to, by zasoby były alokowane w możliwie najbardziej optymalny sposób, a zainstalowane aplikacje nie przyczyniały się do gorszej pracy urządzenia. I to faktycznie daje się odczuć.

Warto też kilka słów napisać o innych modułach, które często są pomijane, a tymczasem szybkość ich działania zdecydowanie wpływa na komfort użytkownika. Mowa m.in. o łączności. W Huawei Mate 20 zainstalowano moduł LTE, który umożliwia transfer danych z zawrotną prędkością do 1,4 Gb/s. Maksymalna przepustowość przy korzystaniu z sieci Wi-Fi wynosi z kolei 1,7 Gb/s.

Długi czas pracy i szybkie ładowanie

Wydajność musi iść w parze z solidnym czasem pracy na baterii. Co nam po szybkim smartfonie, który nie wytrzyma nawet dnia bez ładowarki? Huawei Mate 20 nie cierpi na tego typu problemy. Zastosowane tutaj litowo-polimerowe ogniwo o pojemności 4000 mAh wytrzymuje naprawdę wiele. Czasy screen-on-time na poziomie 5 godzin są tutaj standardem. Wszystko to zasługa inteligentnego i dość rygorystycznego zarządzania działaniem aplikacji w tle. Huawei nie daje sobie „wejść na głowę” i aplikacje, z których na co dzień nie korzystamy, nie dostają zgody na działanie w tle. Im ważniejszy jest dla nas dany program, tym na więcej może sobie pozwolić (i więcej energii zużyć). Oczywiście cały czas możemy tym zarządzać ręcznie, wchodząc w odpowiednie ustawienia.

W końcu jednak nadejdzie moment, że będziemy musieli naszego P20 naładować. I tutaj czeka nas kolejna miła niespodzianka, bo Huawei zaimplementował ładowanie 4.5V/5A.

Mate 20 ładuje się zatem w 58 proc. w zaledwie 30 minut. Koniec z ładowaniem smartfona w nocy – wystarczy podłączyć go do ładowarki rano przed wyjściem do pracy. Te 58 proc. powinno w zupełności wystarczyć na cały dzień poza domem. I mam tutaj na myśli dość intensywne użytkowanie smartfona, kiedy w ruch idzie Bluetooth, GPS, dziesiątki aplikacji i kilka gier. Na tym polu Mate 20 wypada naprawdę świetnie.

Pogodzenie wydajności z długim czasem pracy na baterii to niełatwa sztuka i nie wszystkim się udaje. W Mate 20 udało się wypracować złoty środek między jednym i drugim, co sprawia, że użytkownik może być pewny swojego urządzenia niezależnie od okoliczności i stawianych przed nim wyzwań. A to dziś niezwykle ważne, biorąc pod uwagę, jak ogromną część naszej codzienności zajmują smartfony. A nie zapominajmy, że mówimy o urządzeniu za 3 tys. złotych – znacznie tańszym od pozycjonowanej wyżej konkurencji, a mimo to pod wieloma względami wcale im nie ustępującym.

Artykuł powstał we współpracy z firmą Huawei