99

Wybory w USA – do siedziby Huawei szampana dowożą w cysternach

Wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych to ratunek dla Huawei. Jest duża szansa, że już niedługo ban na usługi Google zostanie wycofany.

Jak duża część osób na planecie, ostatni tydzień zaczynałem i kończyłem zerknięciem na wyniki wyborów w Stanach Zjednoczonych oraz na to, czy Nevada w końcu zdecydowała się nieco przyspieszyć z liczeniem swoich głosów. Jak się okazało wczoraj – uprzedziła ją Pensylwania, dzięki której liczba głosów elektorskich przekroczyła zakładane 270 i (według wszelkich rachunków prawdopodobieństwa) Joe Biden może rozpocząć przeprowadzkę do Białego Domu. Niby zmiana z Republikańskiego prezydenta na kandydata Demokratów nie jest w historii Stanów niczym wyjątkowym, ba, myślę, że wiele wcześniejszych zmian kursu polityki USA było dla historii świata ważniejszych. Jednak ta zmiana może mieć dosyć kluczową rolę w kontekście rozwoju technologii, przynajmniej w kolejnych 4 latach.

Dla Huawei zwycięstwo Bidena to manna z nieba

Zanim zaczniemy, chciałbym zaznaczyć, że wszystko to, co napiszę za chwilę, to moje przewidywania. Nie musi się tak stać, choć myślę, że jest to najbardziej prawdopodobny ze wszystkich scenariuszy. O co chodzi? Otóż wielokrotnie na łamach Antywebu poruszałem obecną sytuację geopolityczną Huawei, spowodowaną amerykańskim rozporządzeniem o zakazie współpracy chińskiej marki z tamtejszymi podmiotami. Wciąż urzędujący prezydent Trump lubił takimi rozporządzeniami uderzać w biznesy, które z jakichś względów mu wadziły. Huawei, Facebook, Tik-tok. W przypadku firmy z Shenzhen oficjalnym powodem było oczywiście „bezpieczeństwo Amerykanów”. Ciężko mi jednak w to uwierzyć, ponieważ wielokrotnie ban był kładziony na szali negocjacji z Chinami i sygnalizowano gotowość jego zdjęcia, jeżeli Chiny wycofają się ze swoich obostrzeń. Ba – Huawei może współpracować z Microsoftem i wypuszczać laptopy z Windowsem, co w przypadku wiary w prawdziwość zarzutów o szpiegowanie nigdy nie miałoby miejsca. Dla mnie jest to wyraźny sygnał, że zablokowanie jednej z najsławniejszych chińskich firm było pokazem siły i elementem geopolitycznej gry. Huawei stał się zakładnikiem amerykańskiej polityki. Polityki, której nowy prezydent może nie chcieć prowadzić.

Huawei wziął Trumpa na przeczekanie

Pamiętajmy, że zakaz współpracy został wydany jako dekret. Dekret który w każdej chwili można znieść albo zmienić. Jestem przekonany, że Huawei, będąc niejako „na świeczniku” w kwestii relacji gospodarczych USA-Chiny jest jedną z pierwszych firm, które będą beneficjentami zakończenia trwającej wojny handlowej. Bo to, że nowy prezydent będzie chciał się zająć uregulowaniem stosunków tym supermocarstwem możemy być pewni. I jestem zdania, że gdzieś w siedzibie Huawei liczono na taki właśnie obrót wydarzeń. Zauważcie, że w Europie firma nie wycofała ze sprzedaży żadnego modelu, regularnie dostarczając nowe serie Mate i P. Ba, nawet bez usług Google były one wyceniane jak pełnoprawne flagowce. Moim zdaniem chodziło tu o to, by w tych trudnych czasach utrzymać to, co Huawei mozolnie zbudował przez lata – status marki. Dziś Huawei Mate jest wymieniamy jednym tchem obok Galaxy S, iPhonów czy Sony 10 jako pełnoprawny flagowiec. Jeżeli firma obniżyłaby ceny, przyznając, że jest to „niepełny” telefon, cały ten wizerunek ległby w gruzach. Widząc, jaką jakość dostarcza firma, jej powrotu chcą dziś wszyscy – sama firma, konsumenci i nawet Google. Zmiana kursu politycznego jest więc działaniem bardzo bezpiecznym dla Bidena. I tak, Trump rzutem na taśmę chciał zaszkodzić Huawei’owi, wydając restrykcję odnośnie TSCM, ale wątpię, by była to rzecz niemożliwa do odkręcenia.

Huawei przegrał starcie, ale wygrał wojnę

Pomimo tego, że ban trwa od relatywnie niedawna, był on bardzo potężnym impulsem dla firmy do rozwoju własnych technologii, aby dostarczać klientom pełnowartościowe smartfony bez oparcia o Google. Co przez ten czas udało się osiągnąć? Wyśmiewany sklep AppGalery niesamowicie się rozbudował, powstały nowe usługi jak wideo czy gry, a nawet (podobno) system operacyjny, który, jeżeli wierzyć zapewnieniom, jest już gotowy do wysyłki na istniejące już na rynku urządzenia. Oczywiście, finansowo firma raczej wyszła na tym „na minus”, musząc utrzymywać swoje filie na całym świecie, sprzedając smartfony tylko w rodzimych Chinach. Jeżeli jednak ban się zakończy, co, jak widać, jest dla mnie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, to właśnie te elementy pozwolą Huawei’owi „odpalić” ze zdwojoną mocą. Jakie są prawdopodobne scenariusze? Ot chociażby sam system operacyjny, jeżeli zostanie wypuszczony tylko w samych Chinach zapewni tak dużą liczbę konsumentów, że deweloperom będzie się opłacało przepisywać na niego swoje aplikacje. A wraz z rosnącą bazą aplikacji coraz więcej osób poza Chinami może skusić się na spróbowanie Harmony OS. Taki scenariusz nigdy nie byłby możliwy, gdyby nie ban. Dlatego też uważam, że chociaż był to trudny czas dla firmy, to finalnie przyjęta strategia „przeczekania” i skupienie się na tworzeniu technologii a nie na doraźnym ratowaniu spadającej sprzedaży była dla Huawei najlepszym wyjściem.

A co jeżeli ban nie zostanie zdjęty?

Oczywiście, jak to z przewidywaniami bywa – mogą się nie ziścić. Może być tak, że nowy prezydent nie będzie zainteresowany wpuszczeniem Huawei z powrotem do kraju. Taki scenariusz może być prawdopodobny z wielu powodów, a najmocniejszym z nich może być silne lobby na rzecz innych producentów, szczególnie tych zainteresowanych kontraktami na rozbudowę sieci 5G na terenie Stanów. Wątpię jednak, żeby Biden chciał narażać się swoim wyborcom podtrzymując decyzję swojego poprzednika.

A co wy o tym sądzicie. Telefony Huawei z usługami Google już za rogiem?