politician
5

Dziwne House of Cards dla nastolatków. Wybory Paytona Hobarta – recenzja

Czy najnowszy hit platformy Netflix jest wart uwagi? Wybory Paytona Hobarta to serial zdecydowanie nie dla każdego.

Ryan Murphy – mówi wam to coś? Nie? Okej. Glee, American Crime Story i American Horror Story. Lepiej? Świetnie! Murphy jest twórcą tychże produkcji oraz, jak łatwo się domyślić, Wyborów Paytona Hobarta. Jeżeli mieliście wcześniej do czynienia z tym twórcą, jesteście w stanie dość łatwo zdecydować, czy warto w ogóle sięgać po nowy serial Netfliksa. Jeśli wymienione przeze mnie produkcje wzbudzały w was pozytywne odczucia, a ich charakterystyczny styl był dla was wielkim plusem – śmiało oglądajcie Wybory. Jeśli było inaczej – lepiej poszukajcie czegoś ciekawszego.

Przerysowany, dziwny, nietypowy

Pierwszy sezon, który jest dostępny na Netfliksie, opowiada o wyborach na przewodniczącego szkoły. Głównym bohaterem serialu jest tytułowy Payton Hobart, który oczywiście kandyduje. Zostanie przewodniczącym w liceum ma być pierwszym krokiem do wielkiej kariery, która zakończy się pewnego pięknego dnia objęciem urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Payton i jego przyjaciele (będący jednocześnie jego doradcami) mają zaplanowane wszystko w drobnych szczegółach. Oczywiście po drodze dzieją się jednak rzeczy, których nie przewidzieli i wszystko zaczyna się koncertowo sypać. Powiedzenie, że to takie House of Cards dla nastolatków to może dość odważna teza, ale w pewien sposób pasująca. Kojarzycie wybory samorządów szkolnych w amerykańskich serialach i filmach? Jeśli to, co się w nich zazwyczaj dzieje, było dla was sporą przesadą, to od tego serialu zrobi wam się słabo. Bardziej hucznie, groteskowo i przerysowanie już się chyba nie da.

Nietypowa polityka wkrótce na Netflix – oto przezabawny zwiastun Wyborów Paytona Hobarta

Jak wspomniałam, to nie jest serial dla każdego. Ale to nie jest jego wadą. Wybory Paytona Hobarta są przerysowane. Widać to w każdym aspekcie. Piękne kadry są bardzo kolorowe, szerokie i robione na bogato. Trudno żeby było inaczej – większość bohaterów pochodzi z obrzydliwie wręcz bogatych rodzin. Nawet ich majętność jest przesadzona. Decyzje, które podejmują postacie w trakcie fabuły również bywają absurdalne. Na największe brawa zasługuje odtwórca głównej roli – Ben Platt – ponieważ świetnie wyczuł klimat serialu, wpasował się w niego i wszystko to wyraził w swojej grze aktorskiej. Większość ekipy absolutnie od niego nie odstawała. Drażniła mnie wyłącznie Zoey Deutch w roli Infinity Jackson. Niespecjalnie wierzyłam aktorce, a pech chciał, że dostała jej się rola wyjątkowo irytującej postaci.




Co ciekawe – za najlepszy odcinek uważam jedyny, który nie skupia się na Paytonie. Wyborca, czyli odcinek 5., przedstawia perspektywę zwyczajnego dzieciaka z liceum, który ma te wszystkie wyborcze afery w głębokim poważaniu. Cały serial stara się być społeczną polityczną metaforą, ale zazwyczaj przesadza, staje się niepotrzebnie karykaturalny. Wyborca pokazuje smutną prawdę na temat ludzi niezaangażowanych w politykę, którzy skupiają się głównie na beznadziei swojego losu, będąc przy tym świecie przekonani, że ich głos i tak niczego nie zmieni. Śledząc komentarze na temat Wyborów Paytona Hobarta zauważyłam również wiele pochlebnych opinii na temat ostatniego epizodu. Zgadzam się z nimi. Odcinek jest interesującym wstępem do kolejnego sezonu, który powstanie, jeśli tylko serial osiągnie zadowalającą Netfliksa oglądalność.

To obiecujący początek czegoś naprawdę niezłego

Pierwszy sezon jest bardzo nierówny. Ma zarówno świetne jak i beznadziejne momenty. Potrafi wciągnąć i zainteresować, ale też i znudzić. Niesie za sobą istotne przesłanie, o którym niestety czasem zapomina i daje je rozmyć w ogólnie panującym absurdzie. Dużą nadzieję daje ostatni odcinek, po którym możemy wnioskować, że drugi sezon będzie dużo ciekawszy. Bohaterowie będą w nim starsi, odejmie im to trochę tej licealnej głupoty. Wątek i intryga już teraz wydają się dużo ciekawsze. Jeśli tylko twórcy delikatnie powściągną konie tego całego szaleństwa, nie odbierając przy tym serialowi charakterystycznego sznytu, dostaniemy całkiem ciekawy produkt finalny. A na razie? Dla konkretnej grupy odbiorców będzie okej. Reszta niech poczeka na następny sezon i wtedy zdecyduje.