9

Nie wszystko złoto, co jest serialem Netflix. Czy jednak warto obejrzeć Wu Assassins?

Macie ochotę na świetny dynamiczny serial akcji, który łączy elementy fantasy z kinem "kung-fu"? W takim razie...nie dajcie się podejść banerowi promocyjnemu Wu Assassins w serwisie Netflix. Jest masa lepszych seriali, którym powinniście poświęcić swój czas.

Tytułowy Zabójca Wu to wybrany przez tajemną, magiczną siłę wojownik, który zyskuje moc 1000 mnichów. Zamknięta w ciele człowieka maszyna do zabijania, której celem jest zlikwidowanie posiadaczy czterech żywiołów. Każdemu z nich przypięto plakietkę złego, misja polega więc na uratowaniu świata. Brzmi naiwnie, ale nawet ciekawie, prawda?

Grany prze Iko Uwaisa Kai Jin to młody chłopak, szef kuchni – taki poczciwy, dobrze ułożony człowiek. Wraz ze swoimi przyjaciółmi jest jednak częścią rodziny kierowanej przez Wujka Szóstkę – szefa lokalnej Triady. Żadne z nich nie należy jednak do organizacji przestępczej, każde jednak zawdzięcza mu start w życiu. I fabularnie ten aspekt z miejsca staje się o wiele ciekawszy niż główny wątek skupiający się na misji ratowania świata. Dostajemy bowiem grupę młodych osób, która stara się żyć według własnych zasad i nie korzystać z pomocy lokalnego prominenta, który mógłby zapewnić im dostatnie życie. To również ten wątek, w którym zobaczymy emocje, tytułowy motyw jest z nich całkowicie obdarty i przez to bardzo często schodzi na dalszy plan.

Z kompletnie niejasnego powodu wspomniany Kai Jin zyskuje moc Zabójcy Wu, co oczywiście przewraca jest ułożone, ale niezbyt przyjemne życie, do góry nogami. Czy chłopak będzie w stanie poradzić sobie z ogromną odpowiedzialnością, o którą nigdy się nie prosił?

Iko Uwais to na pewno jeden z niewielu jasnych punktów Wu Assassins. Aktora poznałem przy okazji świetnego The Raid i choć gra – no, powiedzmy, trochę drewnem – to jednak nadrabia charyzmą, specyficzną naiwnością i szczerością. Myślę, że jeszcze kilka większych ról i przestaniemy traktować go jedynie jako aktora kina akcji – ze scen walk wywiązuje się bowiem wzorowo, a jest ich w serialu naprawdę sporo. No właśnie – drugim świetnym elementem jest choreografia bijatyk. Przypomina duże, skupiające się na tym aspekcie filmy, a nie serial w serwisie streamingowym. I tu nie ma znaczenia, czy walczy Iko, Byron Mann czyt znana z Wikingów Katheryn Winnick. Sceny, w których bohaterowie rozwiązują swoje problemy pięściami i kopniakami, prezentują się rewelacyjnie.

Niestety na tym kończą się pozytywy serialu. Bolą i irytują zarówno głupotki scenariusza, który jest momentami bardzo niekonsekwentny i zaprzecza zasadom, które sam wcześniej nakreślił. Wkurzają przedłużające się „rozkminy” kompletnie nieistotnych dla opowieści bohaterów, ale najgorsze jest to, że sens misji Zabójcy Wu rozmywa się przez źle rozrysowane negatywne postacie opowieści. Lubię filmy i seriale gdzie nie można jednoznacznie określić czerni i bieli – dobra i zła, tu jednak ewidentnie coś poszło nie tak i twórcy polegli na etapie charakterystyki bohaterów. Zupełnie jak osoby odpowiedzialne za efekty specjalne, których przerosły oczekiwania producentów. Albo zabrakło budżetu lub mocy przerobowej komputerów przy postprodukcji. Zabawne jest też częste wykorzystanie efektu sztucznej flary, co pasowałoby do serialu science-fiction, tu zwyczajnie bawi. To wszystko boli mocniej, bo przy tytule widnieje znaczek Netfliksa, który w przypadku seriali na ogół świadczy o ich jakości. Tym razem jednak nie znaczy nic.Na dobrą sprawę Wu Assassins na Netflix mogę polecić tylko jednej grupie osób. Miłośnikom kina akcji, w którym piąchy i kopniaki sypią się jak z rękawa. Serial ma bardzo dobrze rozpisane bijatyki, a praca kamery nadaje im odpowiedniej dynamiki. Serio – ktoś mógłby zebrać wszystkie starcia z Wu Assassins i przedstawić je w formie jednego długiego klipu – chętnie obejrzałbym to w takiej formie. Jest też na swój sposób sympatyczny Iko Uwais, którego ogląda się zupełnie inaczej niż pozostałych aktorów – nie sądzę, by w najbliższym czasie dostał jakąś znaczącą nagrodę za swoją grę aktorską, ale trudno odmówić mu oryginalnej, specyficznej charyzmy.

Zobacz też: Najlepsze seriale na Netflix

Wu Assassins skupia uwagę i intryguje w pierwszym kwadransie (kapitalna scena akcji na korytarzu), ma też swoje momenty przez wszystkie 10 odcinków. Niestety, wiele scen jest rozwleczonych, nudnych, niepotrzebnych. No i sam scenariusz pachnie bardzo mocno kinem klasy B. A za kiepsko napisane historie poszczególnych bohaterów ktoś powinien pożegnać się z pracą. Moim zdaniem Wu Assassins to zmarnowany potencjał, nad czym trochę ubolewam, bo liczyłem na fajny serial akcji z toną świetnych walk. A znajomy ostrzegał, mówił żeby sobie odpuścić – Mateusz, następnym razem Ci zaufam.