71

Wszystkie grzechy Windows Phone – czyli za co Microsoft będzie pokutować

Umarł Phone, niech żyje Mobile. Fani mobilnej platformy Microsoftu po ostatniej konferencji ochoczo podskakują z pieśnią na ustach i marzy im się sytuacja, w której Android leci na łeb na szyję, Sklep ugina się od aplikacji i w zestawieniach sprzedaży słuchawek, Microsoft nie ma się czego wstydzić. Rynek mobilny jest według jednych nieprzewidywalny, a dla […]

Umarł Phone, niech żyje Mobile. Fani mobilnej platformy Microsoftu po ostatniej konferencji ochoczo podskakują z pieśnią na ustach i marzy im się sytuacja, w której Android leci na łeb na szyję, Sklep ugina się od aplikacji i w zestawieniach sprzedaży słuchawek, Microsoft nie ma się czego wstydzić. Rynek mobilny jest według jednych nieprzewidywalny, a dla drugich – tu kompletnie nie ma prawa nic się zmienić. Warto odnotować to, co Microsoft koncertowo w tym systemie… zepsuł.

A było co psuć

Pierwszy i podstawowy grzech Microsoftu zasadza się na tym, iż w rynek mobilny wkroczono niemrawo, za późno i bez konkretnego planu. Co więcej, Windows Phone 7 już za życia okazał się być martwy. Słuchawki z tym systemem początkowo były po pierwsze drogie, po drugie mało konkurencyjne, a po trzecie – nazbyt egzotyczne. Pierwsza wersja oprogramowania z mobilnymi okienkami była swoistym beta-testem, w którym nikt nie za bardzo chciał uczestniczyć, skoro na rynku były już ciekawsze alternatywy w postaci smartfonów z Androidem i iOS. Komentatorzy wtedy już wskazywali na fakt, iż Microsoft na tym polu może nic nie zmienić, o ile szybko nie zweryfikuje swojego podejścia do rynku mobilnego. Czy się pomylili? Ależ skąd. Wyznacznikiem pozycji Microsoftu byli rzecz jasna deweloperzy, którzy owszem – początkowo zainteresowali się platformą, jednak nie na tyle, by można było obserwować wysyp aplikacji, które pomogłyby w migracji z konkurencyjnych ekosystemów.

hd7

I choć jednym z pierwszych smartfonów z pierwszą wersją Windows Phone był HTC HD7 (następca świetnego HD2) – telefon zbierający całkiem pozytywne recenzje, to największą bolączką cały czas pozostawało oprogramowanie, które rzecz jasna równano do Windows Mobile 6.5. A Windows Phone 7 w pierwszej wersji był aż nadto surowy i wykastrowany z funkcji, które znano z poprzedniej wersji systemu. Zmienił się design systemu, zmieniła się idea, ale i zmienił się plan, a ten według Microsoftu wymagał zupełnie innego podejścia. Dla osób, które mocno fascynowały się Windowsem Mobile 6.5, „siódemka” była gwałtownym krokiem do tyłu. Z drugiej strony, 6.5 miał nierzadko problemy ze stabilnym działaniem, zwłaszcza, gdy za system brali się miłośnicy szeroko pojętych modyfikacji. Jedno, czego nie można było Windows Phone 7 odmówić, to szybkości działania.

Gdzie do cholery podziały się tanie słuchawki?

Sukces Lumii 520 odpowiedział na pytanie „dlaczego prognoza pogody na dzisiaj nie sprawdziła się wczoraj”. Jak wspomniałem wyżej, pierwsze urządzenia z Windows Phone były raczej drogie i nie oferowały niczego więcej, niż reszta słuchawek z Androidem, czy iOS. O sukcesie nie było mowy, mawiało się, że Microsoft jest na rynku mobilnym z czystej przyzwoitości, a nie z konkretnych planów na przyszłość.

Nokia-Lumia-800-Marketplace

Na rynek weszły w 2011 roku dwa smartfony Nokii – Lumia 800 oraz Lumia 900. Z czego pierwszy z nich był jednocześnie moim pierwszym smartfonem z Windows Phone na pokładzie. Oczywiście wielki szał, niedowierzanie i głosy wieszczące rychły upadek Nokii (czy aby dużo się pomylili?). Zahaczmy jeszcze o Nokię – tam sprawa była trochę inna, niż się wydawało. Nokia zabrała się za tworzenie słuchawek z Windows Phone z czystego rozsądku. Wejście w Androida nie gwarantowało załatania dziury w sypiącym się dziale mobilnym, kurczowe trzymanie się Symbiana i kombinowanie z własnymi projektami systemów operacyjnych pochłonęło mnóstwo cennego na tym rynku czasy oraz – pieniędzy. Słabnąca sprzedaż, wyniki pod kreską – nad Nokią naprawdę zebrały się ciemne chmury i pojawił się ktoś, kto do tego interesu mógł bez mrugnięcia okiem dopłacić. Microsoft sypnął groszem i zapewne już przed premierą Lumii, przyklepał przyszłe przejęcie działu mobilnego Finów. A tym było „w to mi graj” – to akurat najlepsze, co mogło się przydarzyć Nokii po okresie władania Elopa. Pozbyć się ostatecznie niedochodowego, trudnego działu i wziąć się za dochodowe biznesy? Czemu nie.

Dwie pierwsze Lumie złe nie były, ba. Były nawet świetnie. Pięknie wykonane, z masą aplikacji będących ich wartością dodaną w odróżnieniu od innych telefonów z tym systemem i z dobrą specyfikacją. Już pracujące na znacznie ulepszonym Windows Phone 7.5 Mango. Potem pojawił się Windows Phone 7 Refresh, który… obniżył wymagania sprzętowe dla kolejnych słuchawek z tym systemem. Najbardziej znamiennym efektem tego posunięcia była Lumia 510 – telefon z jednej strony w miarę tani, a z drugiej… kompletnie niezrozumiały. Spójrzmy – ten telefon posiadał tak niewiele pamięci wewnętrznej, że przechowywanie na nim czegokolwiek było raczej mordęgą, a slotu na karty pamięci microSD nikt tam nie przewidział. Po raz kolejny to urządzenie mimo jak wspomniałem – niskiej ceny, nie był w stanie zagwarantować wiele tego, co dawał Android (pomijamy tutaj iOS z wiadomych względów). Marna specyfikacja mimo niskiej ceny i szerokiej kampanii reklamowej na niewiele się zdały.

7.8 i „takiego wała”

Cios w tej kwestii przyszedł nieco niespodziewanie i rozsierdził tzw. „early-adopterów”. Okazało się, że urządzenia z Windows Phone pierwszej generacji nie otrzymają aktualizacji do Windows Phone 8, który już wtedy został zapowiedziany jako bardzo ważna i duża zmiana w mobilnym systemie Microsoftu. Na otarcie łez użytkownicy otrzymali Windows Phone 7.8, który między innymi dodawał do urządzeń tryb mobilnego hotspotu, a także kilka usprawnień w ekranie startowym. Łatwo było jednak się domyśleć, że to użytkownikom nie wystarczało. Oliwy do ognia dodał fakt, że podobnie jak w HTC HD2 udało się uruchomić Windows Phone 7, tak w HD7 ruszyła „ósemka” (i nie tylko). Wielu zatem zaczęło mówić, że pozbawienie urządzeń pierwszej generacji obiecanej aktualizacji było niczym innym jak brzydkim chwytem marketingowym i nie było konkretnych przesłanek ku temu, by te sprzęty nie otrzymały aktualizacji do Windows Phone 8. Oczywiście tłumaczono potem, że danie możliwości aktualizacji byłoby nieco krótkowzroczne, bowiem trudno byłoby utrzymać wydajność systemu na odpowiednim poziomie przez cały czas.

Nokia-Lumia-820

Windows Phone 8

Obsługa wielu rdzeni przyniosła nie tylko zmiany wydajnościowe, bo te warto odnotować. Kto posiadał Lumię 800, 900, ten wie, że po pewnym czasie niektóre aplikacje lubiły straszyć ekranem ładowania. Te same propozycje na Windows Phone 8, na urządzeniach z procesorami wielordzeniowymi potrafiły odpalić się błyskawicznie i w tym momencie mamy mocną kwestię dyskusyjną – czy rzeczywiście Microsoft „zrobił w konia” użytkowników starszych urządzeń. Cały czas priorytetem była odczuwalna szybkość systemu, a ta dzięki między innymi sprytnym animacjom stała na wysokim poziomie. Zmiana jądra na Windows NT zaowocowała poszerzonymi możliwościami samego systemu i możliwością jego szczątkowej unifikacji z większymi jego odpowiednikami. Microsoft uważał ponadto, że połączenie obsługi WinRT API będzie wartością dodaną dla całej platformy, gdzie dzięki kilku tylko zmianom można przenieść aplikacje na telefon/komputer (nie mówimy tu o Win32).

Ogółem rzecz biorąc, Windows Phone 8 wraz z późniejszymi aktualizacjami okazał się być dowodem na to, że Microsoft mobilnie dojrzał i jest gotowy na konkurowanie z dużymi Androidem oraz iOS. Jednak korzyści z korzystania z API WinRT nie zauważyli deweloperzy, dla których liczą się głównie pieniądze. Dotowanie mało stabilnych platform aplikacjami nie wszystkich interesuje i Microsoft obecnie ma całkiem przyjazny system opakowany w świetną ideę kafelków wyświetlających skrócone stany w zależności od przydanego im „priorytetu” na ekranie startowym. Tyle, że jest to platforma dużo uboższa od konkurencji, jeśli chodzi o repozytorium.

Phablet-flagowiec i „nieflagowiec”

Premiera Lumii 1520 i 1320 była jedną z tych, podczas których nieco się cieszyłem i nieco smuciłem. Pokazano dwa ciekawe, bardzo różniące się od siebie urządzenia. 1320 to budżetowy phablet, w dodatku wielki – atakujący niszę wielkich ekranów niską ceną. 1520 była wtedy już bezkompromisowym flagowcem ze świetnym aparatem, dobrym procesorem, odpowiednią ilością pamięci i… oczywiście z ogromnym ekranem. 6 cali przekątnej to naprawdę niemało – przekonałem się o tym podczas osobistego romansu z „biedniejszym” phabletem Microsoftu.

Wniosek? Phablety i Windows Phone to niesamowicie słabe połączenie. Jak wielokrotnie podkreślałem, phablet to nie tylko urządzenie charakteryzujące się odpowiednią przekątną ekranu. Za tym powinny iść konkretne zmiany w oprogramowaniu, w takim urządzeniu powinna być zaimplementowana natywna obsługa rysika. Bez tego ani rusz. Cały czas zazdrośnie spoglądałem wtedy na Samsunga, który dobrze bawił się tworząc kolejne urządzenia z serii Note. Kilka takich miałem w rękach i przyznam szczerze, że mało brakowało, a taki sprzęt byłby dzisiaj moim „pierwszym”. Jako, że już wtedy mocno siedziałem w ekosystemie Microsoftu, odmówiłem sobie możliwości migracji. Wtedy jeszcze nie mówiliśmy o tak bardzo postępującej eksternalizacji Microsoftu do innych ekosystemów.

Nokia-Lumia-930-goes-official-3

Natomiast Lumia 930 była premierą… dziwną. To świetny smartfon – ładny, wydajny, z dobrym ekranem i genialnym aparatem fotograficznym. Co z tego, skoro to urządzenie jest kalką dużo wcześniej pokazanego phabletu 1520? Wielu wtedy orzekło, że to urządzenie nie jest pełnoprawnym flagowcem i takiego na próżno szukać na rynku. Microsoftowi nie pomagały także „wewnętrzne burdy”, które rozpoczęły się wraz z tym, jak gigant zaczął zapełniać konkurencyjne repozytoria swoimi aplikacjami… a własną platformę jakby olewał. Dodatkowo, z Windows Phone uciekło parę usług, Snapchat wyeliminował nieoficjalną propozycję Rudy’ego Huyna. Nastąpił szybki spadek zaufania do platformy Microsoftu i okres „stabilnego wzrostu” w statystykach Windows Phone ujawnił, że w Redmond wcale nie udało się wyjść poza margines niskiego zainteresowania.

Windows 10 Mobile

Ta karta w historii Microsoftu jest otwarta. Wiadomo, że na pewne rzeczy jest już stanowczo za późno, że Microsoft prawdopodobnie nigdy nie zbliży się do Androida czy iOS, jednak obecność na tym rynku to także inwestycja na przyszłe lata. Rynek mobilny nie będzie jedynym, który będzie się liczyć w technologiach – kiełkują już nowe, a coś mi się wydaje, że do VR będzie należeć najbliższa dekada. A jak wiadomo, tam Microsoft pokazał już naprawdę wiele.

Patrząc na ostatnią konferencję Microsoftu widać, że ktoś tam bardzo nie chce popełnić tych samym błędów, co wcześniej. To dobrze rokuje na przyszłość i być może – wbrew niektórym, wcale nie podjąłem takiej „złej” decyzji co do wyboru mobilnego systemu, ekosystemu urządzeń i usług. Czy można jeszcze coś zepsuć? Zawsze można, ale nie w przypadku Microsoftu. Tutaj miejsca na błędy już nie ma. Te poważniejsze już były.