18

„Wprost” i „Fakt” poblokowały komentowanie. Walki z wiatrakami ciąg dalszy

Sikorski pozwał Axel Springer za antysemickie i obraźliwe wpisy na swój temat w wyniku czego „Fakt” zablokował możliwość komentowania na swojej stronie. Teraz w ślad za nim, podobną decyzję podjęło „Wprost”. Abstrahując od tego, że działania Sikorskiego to walka z wiatrakami, ponieważ frustraci zawsze znajdą sobie miejsce, aby wylewać żółć i jad, to wszelkie próby […]

Sikorski pozwał Axel Springer za antysemickie i obraźliwe wpisy na swój temat w wyniku czego „Fakt” zablokował możliwość komentowania na swojej stronie. Teraz w ślad za nim, podobną decyzję podjęło „Wprost”. Abstrahując od tego, że działania Sikorskiego to walka z wiatrakami, ponieważ frustraci zawsze znajdą sobie miejsce, aby wylewać żółć i jad, to wszelkie próby jakie podejmą teraz „Fakt” i „Wprost”, aby nadać komentarzom pozory sensownej dyskusji są skazane na niepowodzenie.

Sensownie skomentował problem chamskich komentarzy prezes AWR WPROST, Michał M. Lisiecki:

Jeżeli nadal będziemy przymykać na to oko, liczba negatywnych komentarzy będzie rosła, a powszechne przyzwolenie na chamstwo będzie powodowało, że niektórzy internauci nie będą mieli poczucia istnienia jakichkolwiek granic.

Jednak jest już trochę za późno, ponieważ problem ma swoje korzenie u początków ery Web 2.0, kiedy dano anonimowym internautom możliwość swobodnego dyskutowania. Bez zastanowienia, ponieważ portale internetowe postanowiły się odciąć od odpowiedzialności za treści zamieszczane w komentarzach – czekając na powiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, albo decydowały się na kalekie mechanizmy moderacji – oparte o znudzonego moderatora, który przebijał się całymi dniami listy mniej (najczęściej) lub bardziej sensownych komentarzy w poszukiwaniu kwiatków – z gatunku śmierdzących.

Niestety, taki model zaowocował nisko postawioną poprzeczką dla komentatorów. Zadziałała krzywa Gaussa. Ton dyskusji nadawali najgłośniejsi, niekoniecznie najmądrzejsi, ustalając w ten sposób normy i definiując w ten sposób całą społeczność.

Z mojego punktu widzenia, powód dla którego sekcja komentarzy na największych polskich portalach informacyjnych najczęściej przypomina rynsztok, to nie problem z tradycyjnymi mechanizmami moderacji (blacklisty, moderatorzy, zgłaszanie komentarzy), tylko brak społeczności komentujących, która tak jak społeczności Quory, czy nawet Wykopu, wypracowały sobie pewien zestaw norm egzekwowanych bez udziału administracji serwisu.

Jeśli właściciel serwisu, umożliwiającego zamieszczenia takich czy innych treści internautom, nie animuje społeczności od samego początku, kierując ją w pożądanym kierunku, otrzymuje lokalną mutację 4Chana. I nie jest to wina internautów jako grupy, zwłaszcza, że trolle to mały procent niewielkiego procentu komentujących. To wina właścicieli, którzy zgodzili się na taką sytuację uciekając przed odpowiedzialnością za zamieszczane przez użytkowników treści.