30

Wozniak krytykuje obecne Apple – a może jednak ma rację?

Kiedykolwiek dotykam się tematyki Apple, mam wrażenie, że trudno oceniać jakkolwiek działania tego giganta, kiedy ten raz po raz pokazuje reszcie stawki miejsce w szeregu. Dla mnie ta firma to nie tylko korporacja, produkty, usługi, misja. To również zjawisko – nie widziałem jeszcze tak rozpędzonego molocha, wokół którego zbudowała się technologiczna religia. O CEO tej […]

Kiedykolwiek dotykam się tematyki Apple, mam wrażenie, że trudno oceniać jakkolwiek działania tego giganta, kiedy ten raz po raz pokazuje reszcie stawki miejsce w szeregu. Dla mnie ta firma to nie tylko korporacja, produkty, usługi, misja. To również zjawisko – nie widziałem jeszcze tak rozpędzonego molocha, wokół którego zbudowała się technologiczna religia.

O CEO tej firmy robi się filmy, pisze się książki, a firma ma swoich wyznawców, którzy bez zająknięcia powiedzą, że to jedyna słuszna opcja, reszta jest zła i niegodna uwagi. Nie, nie, nie. Odbiegam od tematu i nie na tym chciałem oprzeć oś tego tekstu. Apple jako zjawisko to temat na zupełnie inny wpis. Wróćmy do Wozniaka, bo to on jest głównym bohaterem pewnej sprawy.

Otóż, współzałożyciel Apple pozwolił sobie na skrytykowania Apple przy okazji tego, jak zaprzeczył, by kiedykolwiek jak Jobs uraczył się kwasem. Co ciekawe – rozważał korzystanie z dobrodziejstw marihuany z powodu okropnych bóli biodra – tak na marginesie, ponoć na to pomaga – nie miałem szansy przetestować w takiej konfiguracji. W każdym razie przy okazji wywiadu bardzo krytycznie wypowiedział się chociażby o ekosystemie Apple, który jak sam zasugerował – ogranicza. A sam Steve, jak zapewnił – bardzo lubi niezależność, przyjmować różne punkty widzenia. Charakterystyka ekosystemu Apple mu na to rzekomo nie pozwala. Niestety, nie sprecyzował dokładnie, dlaczego obrał takie, a nie inne zdanie w tej kwestii.

apple-606761_1280

Jeśli był to ukłon w stronę otwartego Androida, to Steve nabawił się nie tylko dysplazji biodra, ale także i krótkowzroczności. Otwartość ma swoje ogromne minusy, o których wspomina się raz po raz przy okazji kolejnych luk w oprogramowaniu mobilnym Google. Jak sam kiedyś wspomniałem – w obecnym kształcie ekosystemy są na tyle dojrzałe, że trudno powiedzieć o jednym, że jest dobry, a o innym, że jest zły. Różnice są wyraźne, ale już wartościowanie ich jest bezzasadne. Natomiast jeśli Steve postanowił skrytykować tak głębokie zamknięcie Apple, iż stanowi ono swoistą ideową enklawę – to w tym coś już może być. Jednak Steve niech nie zapomina, że Apple przed nikim płaszczyć się nie musi – na przykład taki Microsoft już tak – jednym ze sposobów na dalsze uczestnictwo w trudnym obecnie rynku mobilnym jest eksternalizacja absolutna i tutaj mamy do czynienia z uzasadnionym przypadkiem włażenia w obce rozwiązania niemal z buciorami.

Uwaga, uwaga. Dostało się również iPadowi. Ale to już trzeba Steve’owi wybaczyć. Spójrzcie, to człowiek, który bawił się w komputery osobiste. To od nich zaczęto wielką, piękną przygodę Apple. Każdy (dobry) rodzic swoje dzieci kocha, Steve nie jest w tym wypadku wyjątkiem. Nacisk kładziony przez Apple na tablety według Steve’a nie jest absolutnie odpowiedni – on tych urządzeń po prostu nie czuje. Cóż, ze względu na przywiązanie do blaszaków i to, że nie jest Jobsem… można mu to wybaczyć.

macbook-606763_1280

Oznajmił on również, że nieco pomagał Apple w stworzeniu bardzo ważnego obecnie w portfolio Apple urządzenia – Watcha. I rzecz jasna o tym projekcie ma jak najlepsze zdanie. Nic dziwnego. Zresztą ja sam od dawna wiedziałem, że historia zegarka z Cupertino rozwinie się tak samo ciekawie, jak w przypadku iPhone’a, który wyznaczył trendy i firma zbiera teraz tego owoce. I choć Watch już tych trendów nie tworzy, to rozmachu mu odmówić nie można.

Grafika: 1, 2, 3