internet rosja
7

Tak wyglądała i działała pierwsza przeglądarka internetowa! Niektórzy mogliby się od niej wiele nauczyć

Z okazji 30. rocznicy powstania WorldWideWeb możecie przekonać się na własnej skórze jak wyglądała i działała pierwsza przeglądarka internetowa.

Przeglądarka internetowa dla wielu użytkowników komputerów dziś pozostaje podstawową aplikacją, po którą tam sięgają. Upstrzone dodatkami programy pozwalają na naprawdę dużo — a doskonałym pokazem ich mocy jest platforma Chrome OS. Początki przeglądarek wyglądały jednak… nieco inaczej. Nie było tam ważących po kilka megabajtów gifów, nie było efektownych animacji i typografii rodem z artystycznego albumu. Było szaro, buro, ale czytelnie. Zobaczcie sami jak wyglądała pierwsza przeglądarka internetowa!

CERN pokazuje jak wyglądała pierwsza przeglądarka internetowa

Jeżeli kiedyś próbowaliście prześledzić temat raczkującego internetu, to prawdopodobnie doskonale znacie historię „narodzin” sieci w laboratoriach CERN (Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych). Tam właśnie Tim Berners-Lee przedstawił swoją wizję tego, w jaki sposób tworzyć bazę danych znaną jako dzisiejsze strony internetowe. HTTP, HTML i spółka powstały dość sprawnie — a w ramach świętowania trzydziestej rocznicy narodzin WorldWideWeb, CERN postanowiło stworzyć replikę aplikacji, aby każdy zainteresowany mógł zobaczyć jak wyglądał kiedyś internet. Wystarczy skorzystać z tego odnośnika!

Zobacz też: Lepszej strony internetowej dziś nie zobaczycie  

Różnice widać już na pierwszy rzut oka. Ale to że wygląda inaczej — to jeszcze nic. Największym problemem w korzystaniu z sieci w tamtej formie pozostaje jednak kwestia tego, jak niewygodny był tamtejszy interfejs. Otwieranie kolejnych kart w nawigacji WorldWideWeb to prawdziwa mordęga. Z pozytywów — czytelność pierwszych podrygów stron internetowych nie pozostawia wiele do życzenia. I myślę że wielu z was zgodzi się z tym, że miejscami współcześni twórcy mogliby się od tych skrajnych minimalistów sporo nauczyć. Mam tu na myśli szczególnie tych, którzy decydują się puścić wodzę fantazji i wcisnąć na tyle dodatków, że sama treść przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie…