11

Po wielu porażkach, w końcu mogę powiedzieć, że zakochałem się w World of Warcraft

Serwery World of WarCraft Classic wystartowały już na dobre. Wszystkie fazy testów zostały zakończone i teraz każdy może rozpocząć swoją przygodę z tym tytułem. Oczywiście, jeśli jesteście gotowi na rozwiązania z okolic 2004-2006. To w sumie najlepszy moment, aby poznać MMO od Blizzarda w jej pierwotnej formie. Sam nigdy nie mogłem przekonać się do tej produkcji, ale pod wpływem ogólnego zainteresowania grą postanowiłem jeszcze raz spróbować. Ku mojemu zaskoczeniu, złapałem bakcyla i teraz wieczory spędzam na wykonywaniu questów jako Night Elf Druid.

Witaj World of Warcraft

Zawsze byłem fanem serii Warcraft. O ile sporo czasu poświęciłem drugiej odsłonie, tak numerem jeden zawsze będzie trójka i jej dodatek. Nadal wyczekuję odświeżonej wersji od Blizzarda, ale ta będzie jedynie przypomnieniem tego, co już tak naprawdę znam. Jeśli jednak chce wkroczyć na wyższy poziom, to jedyną opcją jest granie w WoW-a. Pamiętam, jak będąc w liceum, mocno dziwiłem się, że kolega nie tylko kupił tę produkcję, ale opłaca też abonament. Podstawka nie była wcale tania, a żeby móc się bawić, należało ciągle do tego dopłacać.

Nie ukrywam, że miałem ogromną ochotę samemu sprawdzić, o co z nią chodzi, ale szkoda mi było pieniędzy. Dowiedziałem się, że istnieją jakieś prywatne serwery i te są całkowicie darmowe — niestety z legalnością nie miały wiele wspólnego. Mimo to zdecydowałem się pobrać klienta z jakiś dziwnych stron i zainstalować go. Było z tym sporo kłopotów, bo raz pliki były złe, innym razem wersja się nie zgadzała i kto wie co jeszcze. Walczyłem z tym kilka dni, ale jakoś się udało. Po włączeniu gry przeniosłem się na jakieś odludzie, gdzie praktycznie nikt nie grał. Czat był martwy, serwer się resetował, a opóźnienia powodowały jedynie irytację. Odpuściłem na jakiś czas WoW-a, aby wrócić do niego po kilku latach.

Bezsensowna pogoń za levelem

Pojawiły się pierwsze dodatki, ja natomiast zarabiałem już jakieś pieniądze, a znajomi zachęcali do wspólnej gry. Kupiłem to, co trzeba, opłaciłem abonament i rozpocząłem swoją przygodę. Ta z początku monotonna nie odepchnęła mnie jak przy pierwszym kontakcie. Problemem okazali się ludzie, z którymi miałem grać. Mówili mi wszystko: gdzie iść, jakie przedmioty zbierać, czego nie robić i tym podobne. Do tego ciągle dopytywali, kiedy wejdę na wyższy poziom, bo oni potrzebują u siebie takiej, a nie innej postaci. Zamiast się bawić i odkrywać to, co Warcraft ma do zaoferowania robiłem wszystko na siłę, bez jakiegokolwiek zaangażowania.

Nie tak to powinno wyglądać. Presja była dość spora, a ja nie chciałem ich zawieść. Starałem się jeszcze przez jakiś czas, ale w końcu miałem dość, gdyż nie czerpałem żadnej przyjemności z czegoś takiego. Ponownie odpuściłem i to na dłuższy czas. Dopiero w zeszłym roku naszła mnie ochota, aby wrócić, ale i ta próba okazała się niewypałem. Tym razem byłem w miejscu, gdzie wszystko mnie przytłaczało. Tak jakbym dołączył pod koniec imprezy, gdzie w sumie już nic ciekawego się nie dzieje. To, co najlepsze już się wydarzyło, a nie sposób wrócić do samego początku. Lubię poznać podstawy, historię, od której wszystko się zaczęło i robić to w swoim tempie. Umożliwił mi to dopiero World of Warcraft Classic.

Czuję się jak gracz na emeryturze

Doskonale zdaję sobie sprawę, że Classic ma kilka mniejszych lub większych usprawnień względem pierwszej wersji WoW-a. Mimo to jest to jedyna oficjalna wersja, która pozwala mi wrócić do początku największego MMO w dziejach. Wszystkie czynności zajmują tu wieki. Bieganie od miasta do miasta, walki z potworami, zbieranie składników i wiele więcej. Pewnie tym, którzy od lat grają w ten tytuł taki surowy stan, może w ogóle nie przypaść do gustu. Ciężko mi jednak wypowiadać się za nich. Ja natomiast czuję się jak gracz na emeryturze. Te wszystkie powolne elementy dają mi masę radości.

Nigdzie się nie spieszę, czytam treść wszystkich zadań, szukam danych miejsc, odkrywam mapę i popełniam błędy. Świat Warcrafta w końcu wydał mi się szalenie ciekawy i do tego bardzo odprężający. Nie patrzę tutaj na oprawę, bo ta, choć miła dla oka pamięta czasy sprzed dekady. Ekscytuje mnie dosłownie wszystko, od najmniejszych rzeczy, jak zbieranie przedmiotów, poprzez naukę profesji i zdolności, na poznawaniu fabuły oraz wykonywaniu zadań kończąc. Każdy skrawek mapy jest dla mnie nowy, podobnie jak przeciwnicy, różne jaskinie i tym podobne miejsca. Staram się nie korzystać z żadnych poradników, aby w pełni móc odwzorować realia z czasów premiery gry. Nie zawsze się udaje, szczególnie gdy opis mówi, że przeciwnik jest na wschodzie, a w rzeczywistości jest na zachodzie. Bycie takim małym wewnętrznym odkrywcą okazało się czymś szalenie przyjemnym.

Czy tym razem uda mi się wytrwać?

Bardzo bym chciał, aby moja przygoda z WoW-em nie miała ponownie złego zakończenia. Dziś czuję, że tytuł ten jest wart mojego czasu. Wraz z dwójką znajomych planujemy wspólnie grać i o ile jeden z nich to weteran, tak drugi zaczyna z podobnej pozycji, co ja. Żadnemu z nas się nie śpieszy, nie mamy parcia, aby szybko levelować i uczymy się panujących zasad świata gry. Narzekamy na wysokie ceny u sprzedawców, ścigamy się z innymi o mobki związane z questami i przeżywamy małe, ale wspaniałe historie. Zresztą wielu ludzi na serwerze — w tym przypadku Hydraxian Waterlords (RP) — wydaje się robić dokładnie to samo.

Nie ma problemu z uzyskaniem odpowiedzi na ogólnym czasie, co chwila ktoś zaprasza do gildii, a jeśli błąkamy się w miejscu, gdzie znajduje się potwór posiadający wymagany przedmiot, to otrzymujemy propozycję dołączenia do party. Zdarza nam się przegrać i potem pod postacią ducha gnamy ile sił do zwłok naszych postaci. Nikt nas do niczego nie zmusza, a głównym celem jest dobra zabawa. Jednocześnie w pewien sposób poznajemy ten tytuł tak, jak ludzie z czasów 2004-2006. Tak mi się przynajmniej wydaje. Osoby, które miały tą przyjemność mogą mnie poprawić, jeśli się mylę. Nie ukrywam, że staram się unikać gier MMORPG, głównie z uwagi na brak czasu. W tym przypadku jednak wiem, że godzinka dziennie, a w weekendy trochę więcej w zupełności mi wystarczą.

Historia przede wszystkim

Teraz skupiam się na fabule, poznaniu świata i wszystkich reguł. Potem jednak chciałbym spróbować swoich sił na innym serwerze, a w końcu i PvP. Ludzie chwalą i zachęcają do współzawodnictwa, ale nie czuję się gotowy. Świat World of Warcraft ma przede mną jeszcze tyle tajemnic, że szkoda by mi było je pomijać. Jak uda się zrobić wszystko, to wtedy przejdę na kolejny poziom i zobaczę, czy najnowsza wersja gry to coś, czemu mogę dać szansę? Na razie jednak wracam do mojej druidki i ruszam w kierunku nowej krainy. W obecnym miejscu questów na razie brak, a ja chce nowych wyzwań i historii.