20

A co, jeżeli na całym świecie nie istnieją wolne wybory?

Stalin to jednak był prostak (historycy się zgadzają) - zarówno w kontaktach z innymi ludźmi jak i w rozumowaniu. Według niego, nie ważne jest to kto głosuje, lecz to, kto te głosy liczy. Siermiężne ograniczanie wolności jednostek jest już jednak bardzo passe: lepiej jest tak majstrować przy społeczeństwach, by zachowywały się tak jak trzeba.

I co najfajniejsze, te społeczeństwa nawet o tym nie wiedzą. Są jak dzieci we mgle, zababrane w swojej ograniczonej, ale wygodnej dla nich rzeczywistości. Popatrzcie na ludzi, których mijacie na ulicy: czy oni wszyscy zastanawiają się na co dzień nad tym, czy są wolni? Żyją w przeświadczeniu, że są, bo istnieje coś takiego jak demokracja i ona z urzędu, dzięki ustawie zasadniczej w Polsce obowiązuje. Człowiek ma prawo głosu, może zagłosować nawet na osła (zazwyczaj tak robi, hehe), jeżeli tylko ten zostanie dopuszczony do przedsionka pokoju z korytem. Może wyjść w demonstracji, a nawet wyrazić swoje zdanie.

A co, jeżeli wolne wybory już nie istnieją?

A gdybym Wam powiedział, że wcale nie trzeba majstrować przy urnach, żeby „sfałszować” wybory? Nie trzeba dorysowywać krzyżyków, nie trzeba używać długopisów ze znikającym atramentem, by zaburzyć wyniki? Wystarczy przeprowadzić sprytne działania dezinformacyjne, porozsiewać fejki, zaktywizować konkretne grupy, wykonać czarny PR i posmarować mediom? Wiecie, że to dzieje się już teraz? Gdyby przyjąć, że wynik wyborów byłby zupełnie inny, można by uznać, że właściwie większość istotnych dla świata plebiscytów zostało sfałszowane.

Nie jest tajemnicą fakt, że Rosjanom wygrana Trumpa była bardzo na rękę i ci wpływali na nastroje społeczne w USA za pomocą fake newsów oraz innych działań dezinformacyjnych. Sprytnie sterując tamtejszymi społeczeństwami, zdecydowanie przyczynili się do tego, że najwyższy urząd w USA objął odrobinę nieobliczalny biznesmen. Powiedzcie mi, czy uważacie więc, że te wybory były absolutnie wolne? A może dokonano fałszerstwa, które teoretycznie fałszerstwem nie jest i dokonano go w białych rękawiczkach?

wybory

Microsoft natomiast kilka dni temu ujawnił, że Irańczycy próbowali przejąć skrzynki e-mail jednej z kandydujących w USA osób. Hakerzy z grupy Phosphorus w ciągu tylko 30 dni dokonali 2700 prób objęcia kontroli nad kontami e-mail należącymi do interesujących ich osób. Tyle dobrego, że nie byli to zbyt lotni cyberprzestepcy:

Chociaż ataki, które dziś ujawniamy, nie były technicznie zaawansowane, próbowały one wykorzystać znaczną ilość danych osobowych zarówno w celu zidentyfikowania kont należących do założonych celów, jak i w kilku przypadkach w celu przeprowadzenia ataków. Wysiłki te sugerują, że grupa Phosphorous jest wysoce zmotywowana i skłonna zainwestować znaczne zasoby angażując się w badania i inne sposoby zbierania informacji.

Tom Burt @ blog.microsoft.com

Czyli jak? Czyli socjotechnika. Irańczycy nie mieli pewnie zbyt dużych zasobów wiedzy, ale próbowali uzyskać dostęp do tych kont czyhając na takie błędy jak np. ustawianie swojej daty urodzin w pytaniu odnoszącym się do awaryjnego odblokowania konta (to tylko przykład). Był cel, którego nie udało się zrealizować, dodatkowo nie udało się (albo i nie było to przewidziane w trakcie planowania ataku) zatrzeć śladów. Eksperci się nie postarali.

Ale wiadomo co chcieli zrobić

Czego można szukać w skrzynkach kandydatów na prezydenta USA? Kompromitujących materiałów. Wystarczy, że taki człowiek popełnił jeden głupi błąd, założył konto na amerykańskim odpowiedniku Roksy i taka informacja wycieknie do sieci. Człowiek zostanie zdyskredytowany i w kampanii mu się nie powiedzie. Znacie ten scenariusz? Coś podobnego wydarzyło się w kontekście Hillary Clinton. Na nią też znaleziono niesłabe haki, które zamknęły jej drogę w wyścigu po prezydenturę. I tak oto wygrał Trump.

Czytaj więcej: Wybory przez internet – dlaczego tak i dlaczego nie?

Wiecie, nie mówię o tym, że takich rzeczy nie warto „wynajdować”. Wychodzę też z założenia, że ludzie nieskazitelni nie istnieją. Wielu z nas trzyma jakiegoś trupa w szafie, z którym nie chcielibyśmy się obnosić. Wiecie, jakieś dziwne fetysze, uzależnienia, historie z młodości, wybryki po pijaku. Jak trzeba psa zbić, to kij się zawsze znajdzie. O tym wiedzą też twórcy tego typu akcji.

A zatem, jeżeli przyjęlibyśmy, że bez wyciągania jakichś brudów, konstruowania „fejków” i robienia potężnych akcji dezinformacyjnych wynik wyborów byłby zupełnie inny, to… czy żyjemy w wolnym świecie? Czy nasze wybory to rzeczywiście „nasze wybory”, czy wypadkowa zręcznych manipulacji? To pytanie do Was – Drodzy Czytelnicy. Bardzo chętnie poznam Wasze zdanie i podyskutuję na ten temat.

Ja uważam, że wolność w tych warunkach już niestety nie istnieje. Przykro mi o tym mówić, ale… tak po prostu czuję.