29

Wojny Google nie wygra bo problem jest o wiele większy niż farmy treści

Google ogłosiło ostatnio kolejną zmianę algorytmu wyszukiwania, która podobno dotknie ponad 11% zapytań kierowanych do wyszukiwarki. Jest to dość sporo zważywszy na to, że cel jest jeden. Ograniczyć skuteczność farm treści, czyli serwisów które produkują specjalnie spreparowaną niskiej jakości treść tylko po to aby znaleźć się wysoko w wynikach wyszukiwania i docelowo nakłonić internautę do […]

Google ogłosiło ostatnio kolejną zmianę algorytmu wyszukiwania, która podobno dotknie ponad 11% zapytań kierowanych do wyszukiwarki. Jest to dość sporo zważywszy na to, że cel jest jeden. Ograniczyć skuteczność farm treści, czyli serwisów które produkują specjalnie spreparowaną niskiej jakości treść tylko po to aby znaleźć się wysoko w wynikach wyszukiwania i docelowo nakłonić internautę do przejścia na stronę i kliknięcia w reklamy.

Zasadnicze pytanie jakie powstaje w tym kontekście to „czym jest dobra treść”? Bez wątpienia nie jest nią informacja kopiowana (kradziona) z innego źródła, czy też taka która jest tworzona tylko po to aby uzyskać dobrą pozycję w Google. To jest raczej jasne i oczywiste dla każdego.

Co to znaczy dobra treść?

Powstaje natomiast pytanie co z serwisami, które przypadkowo podchodzą pod definicje „farmy treści”. Mam tutaj na myśli chociażby serwisy typu Q&A (ask, yahoo answers mahalo itp), których pytania bez żadnej odpowiedzi świetnie indeksowane są przez Google (miliony wpisów) i znajdują się bardzo wysoko w wynikach wyszukiwania (ze względu na formę pytającą).

Gdyby mniej radykalnie potraktować definicję content farm to można by też swobodnie pod nią podciągnąć serwisy typu AOL, które tworzą treść tylko ze względu na ich dobrą monetyzacje. Na początku roku wyciekły oficjalne wytyczne AOL dla edytorów w których właśnie możliwość zarobienia na treści jest jednym z głównych parametrów przy doborze tematów (inne wytyczne to celowanie w konkretne słowa kluczowe itp.) Owszem AOL nie zarabia jedynie na AdSense a treści produkowane przez portal mimo wszystko są dużo lepszej jakości niż na farmach. Jednak cel ujmując go ogólnie jest bardzo podobny.

AOL to jednak przykład potwierdzający regułę. Większość portali internetowych stosuje dokładnie takie same zasady. Cel jest jeden – ograniczenie kosztów tworzenia treści i generowanie większych przychodów. Czy wpływa to na jakość? Oczywiście, że tak. Nie da się bowiem przy systematycznym obniżaniu kosztów tworzyć produkt coraz lepszy jakościowo. Dlatego właśnie gazety przegrywają z internetem – nie chodzi bowiem tylko o źródła przychodów ale też o koszty. Zatrudnienie dobrego dziennikarza to nie to samo co pensja redaktora portalu, który dziennie potrafi wyprodukować ponad 10 informacji.

Problem leży gdzie indziej

Powyższe przykłady podaję po to aby pokazać, że tak naprawdę ciężko będzie Google zdefiniować co znaczy „dobej jakości treść” i nie wydaje mi się aby doraźne akcje i zmian algorytmu w dłuższej perspektywie były skuteczne. AOL, serwisy typu Q&A raczej nie będą dotknięte (nie robią nic co łamie reguły współpracy z wyszukiwarkami), natomiast zawodowcy od „sztucznego tworzenia newsów” na pewno bardzo szybko „rozbiorą” nowy algorytm po to wyeliminować jego negatywny wpływ.

Problem do rozwiązania jaki w tej chwili stoi przed wszystkim wydawcami oraz przed pośrednikami takimi jak Google to jak zarabiać na dobrych treściach? Jeśli uda się wypracować odpowiedni model wtedy zamiast inwestować w „redaktorów” może wreszcie będzie opłacało się zatrudnić dziennikarzy, a celem nie będzie ilość odsłon, słowa kluczowe i pozycja wpisu w Google.

Dlatego nie zgadzam się, z tymi wszystkim którzy zarzucają wydawcom, że są ignorantami w stosunku do nowych mediów. Nikt jeszcze bowiem nie wymyślił skutecznego sposobu na zarabianie pieniędzy w internecie bez znacznego obniżenia jakości i poziomu treści. Ci natomiast którzy decydują się na dostosowanie do panującego modelu mają w internecie bardzo silnych konkurentów w postaci portali internetowych, które produkują setki informacji dziennie.

Dopóki więc sytuacja się nie zmieni nie ma co liczyć na to, że Google zmianami w algorytmie rozwiąże problem jakości informacji w internecie.