2

Wojna o rekrutację US Army na Twitchu i Discordzie

Nowe czasy zmuszają wszystkich do szukania nowych dróg docierania do klientów, podwykonawców czy potencjalnych pracowników. Nie inaczej jest z wojskiem i dość dobrze rozumie to amerykańska armia, choć trzeba przyznać, że nie wszystkie jej pomysły są trafione. Warto przypomnieć tu, wypuszczoną pierwszy raz ponad 10 lat temu serię America's Army, której zadaniem była pomoc w rekrutacji chętnych do wojska. Dziś, do tego samego zadania wojsko próbuje wykorzystać Twitcha. Jak na razie nie można jednak powiedzieć, żeby wygrywało tę batalię.

Dlaczego wśród graczy?

Część z Was zapewne złapie się za głowę, pytając o co chodzi… Armia zamiast szukać wśród zasiedziałych w gamingowych fotelach graczy, powinna celować raczej w osoby wybierające fizycznie aktywniejsze rozrywki. Cóż, czasy, a wraz z nim pole walki i narzędzia na nim wykorzystywane się zmieniają. Armia potrzebuje dziś technicznie wyrobionych ludzi, potrafiących bez problemu korzystać z przeróżnych elektronicznych urządzeń elektronicznego wspomagania.

Poza tym część cech, którymi dysponują dobrzy gracze, jest też bardzo przydatna w armii. Umiejętność współpracy w zespole, zdolność błyskawicznej oceny sytuacji, zrozumienie ważności długofalowych celów czy wreszcie niepękanie pod presją, to wszystko w pewnym stopniu da się zweryfikować w czasie wspólnego grania. Szczególnie że dziś jest naprawdę sporo tytułów stawiających na taktyczny realizm.

Ostatnim powodem jest zaś… desperacja. Amerykańska armia od kilku lat ma problemy z osiągnięciem minimalnego rocznego poziomu nowych rekrutów i poszerza zakres miejsc, w których aktywnie szuka ochotników. Wśród zafascynowanych grami wojennymi graczy z pewnością łatwiej wyłuskać takich, którzy chcieliby zasmakować munduru nie tylko w ekranie komputera.

Wojna w socjalach

Te nowoczesne metody wzbudzają oczywiście szereg kontrowersji, które podnieśli antywojskowi aktywiści w czasie ostatniej potyczki na Twitchu, a wojsko zareagowało… po wojskowemu. Gdy różne formacje wojskowe zaczęły zakładać w tym serwisie konta dla swoich teamów e-sportowych, na powiązanych z nimi chat roomach sporo grupa graczy zaczęła pisać o okrucieństwach armii. Armia odpowiedziała banującym kontratakiem, co szybko doprowadziło do zarzutów o łamanie wolności słowa.

W awanturę włączyła się też skrajne lewicowa członkini Izby Reprezentantów Alexandria Ocasio-Cortez, która bezskutecznie chciała przepchnąć prawo zakazujące rekrutacji w takich miejscach. Niektórzy członkowie drużyn wojskowych też nie błysnęli inteligencją, w rozmowach i pseudonimach używając rasistowskich pojęć. Koniec końców, część zespołów zawiesiła działalność, zapowiadając jednak, że to tylko taktyczna przerwa.

Kontrowersje

Na czym polega kontrowersyjność tej metody rekrutacji? Przeciwnicy zarzucają jej, że jest to rodzaj psychomanipulacji, zahaczającej wręcz o sekciarstwo. Prowadząc rozmowę na czacie z podziwianą osobą, dołączając do wymarzonej drużyny, osoby niedojrzałe stają się podatne na różne sugestie i urabiane w konkretnym celu.

Wojskowi rekruterzy kontrują, że nikt nie wstępuje do wojska ponieważ zagrał w grę, czy obejrzał film z rozgrywki. Podnoszą, że to sami gracze są zafascynowani tym światem i dlatego wybierają takie gry, a oni pokazują im tylko, że w prawdziwym życiu też da się pójść w taką stronę. Podkreślili, że owszem, trafiają się w tym zawodzie czarne owce, ale większość z nich to dobrzy ludzie. Są też przekonani, że wojsko Twitcha nie odpuści.

Moim zdaniem prawda leży gdzieś pośrodku. Wśród graczy są z pewnością osoby podatne na taką, stosowaną nawet niechcący socjotechnikę, są też osoby marzące o wojsku, którym warto dać taką alternatywę. Z pewność powinno być ograniczenie zakazujące rekrutacji osób niepełnoletnich, natomiast w przypadku osób dorosłych armia nie powinna być ograniczana, ostatecznie to formacja ochotnicza i zawodowa.