71

„Wojna” Anonimowych z ISIS to kompletna farsa

Kiedy tylko okazało się, że Anonymous wypowiedzieli wojnę Państwu Islamskiemu, ludzie w Internecie zaczęli bić głośno brawo uznając, że internetowa rebelia na coś się przydaje i mimo kontrowersyjnych praktyk jest zjawiskiem dobrym. I o ile organizacja sama w sobie zła nie jest, tak należy wziąć w poprawkę to, że twarze znajdujący się za maskami nic […]

Kiedy tylko okazało się, że Anonymous wypowiedzieli wojnę Państwu Islamskiemu, ludzie w Internecie zaczęli bić głośno brawo uznając, że internetowa rebelia na coś się przydaje i mimo kontrowersyjnych praktyk jest zjawiskiem dobrym. I o ile organizacja sama w sobie zła nie jest, tak należy wziąć w poprawkę to, że twarze znajdujący się za maskami nic pożytecznego – mimo wypowiedzenia wojny nie zrobią. Nie da się.

Po atakach w Paryżu, Anonimowi mocno się wkurzyli i zagrozili islamistom pewnymi działaniami skierowanymi przeciwko zbrojnej formacji. No, właśnie. Anonimowi nie chwycą za broń, nie przejmą bombowców, nie zmiotą z ziemi strategicznych celów Państwa Islamskiego. Nie zabiorą tym ludziom broni, nie zlikwidują przywódców – nie zmienią nic w tym konflikcie. Jedynym polem działań Anonimowych może być cyberprzestrzeń, a siła rażenia akurat tam będzie dla Państwa Islamskiego niewielka.

Jedyne, co mogą zrobić Anonymous w kwestii Państwa Islamskiego, to publikować nazwiska osób powiązanych z tą formacją. Ok, można. Ale bierzmy w poprawkę również to, że przezorni członkowie zbrodniczej organizacji raczej nie posługują się prawdziwymi nazwiskami. To raz. Dwa – opublikowane ostatnio informacje o tym, jakoby Anonymous doprowadzili do zablokowania około 900 kont na Twitterze związanych z islamistami z ISIS. Okazało się, że te informacje są nieprawdziwe i jak to ostatnio bywa – Anonimowi bardzo dużo mówią, a robią… cóż. Krowa, która dużo ryczy nie da dużo mleka. A jak na razie to głównie ryczy. I chyba tak już zostanie.

anonymous-657195_1280

Bo z ISIS w Internecie trudno będzie walczyć. Nawet poza światem wirtualnym jest to organizacja kompletnie zdecentralizowana, nie ma jednej siedziby, jasnego ciała kierowniczego. Podobnie w Internecie – nie ma jednej, centralnej infrastruktury informatycznej, nie ma potencjalnych celów strategicznych – trudno zaatakować rozproszonego wroga. Co w takiej sytuacji mogą zrobić Anonimowi? Naprawdę, bardzo niewiele.

Jak dobrze zauważono na „Zaufanej Trzeciej Stronie„, Anonimowi lecą ostatnio na fali zainteresowania dziennikarzy oraz blogerów, którzy chętnie uczepią się tematu ISIS dla zainteresowania. Jednak takie rzeczy warto weryfikować, odrobinę chociaż się nad nimi zastanowić. Z informacji podanych wcześniej wynikało, jakoby osiągnęli oni ogromny sukces w krótkim czasie od wypowiedzenia wojny. To zaś okazało się być wierutną bzdurą.

Ja też mogę sobie wypowiedzieć wojnę ISIS

I wyjdzie niemal na to samo. Bądźcie świadomi tego, że takie stanowisko Anonimowych nie jest wcale dowodem na to, że rzeczywiście ta organizacja zbierze się do działania i utrze nosa islamistom. Na moje oko jest to przede wszystkim chwyt wizerunkowy – dobrze jest przecież opowiedzieć się za słuszną stroną konfliktu, który będzie mocno ważyć na naszej dalszej historii. Cokolwiek za tym stoi – polityka, biznes, być może idee (choć wątpię), ktokolwiek za to odpowiada, jakie są cele Anonimowych – ja tego nie jestem w stanie zweryfikować. Wiem jedno – w tym wypadku Anonymous nam nie pomogą.

Grafika: 1, 2