6

Właściciele Kindle w UK kupują 4 razy więcej książek niż przed zakupem czytnika. E-booki górą?

Stało się, Amazon w Wielkiej Brytanii sprzedaje więcej e-booków niż papierowych książek. Co prawda już wcześniej, bo na początku 2011 roku, takie osiągnięcie udało się na znacznie większym rynku Amerykańskim. Jednak w USA potrzeba było 4 lat od wprowadzenia Kindle, żeby to osiągnąć, a w Wielkiej Brytanii starczyły ledwie dwa lata. Jakby tego było mało, […]

Stało się, Amazon w Wielkiej Brytanii sprzedaje więcej e-booków niż papierowych książek. Co prawda już wcześniej, bo na początku 2011 roku, takie osiągnięcie udało się na znacznie większym rynku Amerykańskim. Jednak w USA potrzeba było 4 lat od wprowadzenia Kindle, żeby to osiągnąć, a w Wielkiej Brytanii starczyły ledwie dwa lata. Jakby tego było mało, szacuje się, że właściciele Kindle kupują obecnie cztery razy więcej książek, niż przed zakupem czytnika. Czyżbyśmy mieli do czynienia z renesansem czytelnictwa?

Czterokrotne zwiększenie liczby kupowanych książek w ogóle mnie nie dziwi. Ja chwilę po zakupie czytnika od razu zdałem sobie sprawę, że będę kupował więcej e-booków niż papierowych książek. Prostota zakupów i dostarczenie książki prosto na czytnik, bez względu na to gdzie się znajdujemy, nowe pozycje, które nie zajmują miejsca na półkach i mamy je zawsze przy sobie. Te i inne powody wymieniłem w artykule na łamach Antyweb.

Natomiast fakt, że Kindle wystarczyły dwa lata, żeby wydania elektroniczne przebiły swoją sprzedażą wydania papierowe, wskazuje na naprawdę szybką adopcję nowego rozwiązania na, wydawałoby się, dość konserwatywnym rynku. Czyżby miłośników dźwięku szeleszczących kartek i zapachu druku nie było aż tak wielu? Co szczególnie istotne, przy porównaniu sprzedaży e-booków z papierowym książkami, nie wzięto pod uwagę darmowych wydań elektronicznych z jednej strony, które zapewne bardzo zawyżyłby statystykę, ale z drugiej strony w skład papierowych książek wliczono wszystkie, z miękką i twardą oprawą, ale również te, które nie posiadają w ogóle wersji elektronicznej. Mimo to, jak podaje Guardian, na 100 sprzedanych drukowanych książek przypada 114 e-booków.

Sam Kindle zaraz po wprowadzeniu do sklepu Amazonu w Wielkiej Brytanii stał się najlepiej sprzedającym produktem. Dlatego, mimo, że sama sprzedaż książek wciąż rośnie, udało sie osiągnąć tak dobre wyniki, po prostu rynek e-booków rośnie jeszcze szybciej i to znacznie.

Czy mamy zatem do czynienia z renesansem czytelnictwa? Tutaj trzeba być ostrożnym bo liczba zakupionych książek nie równa się przecież liczbie przeczytanych pozycji. Każdy z nas ma zapewne jakieś książki na swoim koncie, które kupił wiele miesięcy, a może nawet lat temu, a mimo to nie przeczytał ich jeszcze. Agresywne promocje i łatwość zakupu sprzyjają do zakupów impulsywnych, dlatego spodziewam się, że procent nieprzeczytanych pozycji wzrośnie znacznie wśród e-booków w stosunku do tradycyjnych książek papierowych.

Nie znaczy to jednak również, że czytelnictwo nie wzrosło i nie wzrośnie jeszcze bardziej. Im więcej barier zostało zniesionych, im więcej tytułów nosimy zawsze przy sobie, wbudowane w czytnik słowniki, jego mniejsza w stosunku do nawet średniej wielkości książki waga, powodują, że czytać można łatwiej i częściej, na wakacjach, w środkach komunikacji miejskiej i w podróży. Niebagatelną rolę może odgrywać również fakt, że pokazanie się z czytnikiem jest modne i pozytywnie wpływa na nas wizerunek, w sposób o który książki mogłoby tylko pomarzyć. Niedawno jeden z kolegów stwierdził, pisząc do mnie z pociągu powrotnego z wakacji, że woli pokazać się w miejscu publicznym z czytnikiem, niż z iPadem. Jeśli to pozytywnie wpływa na oczytanie, to chyba powód do radości? Czasami moda ma również może mieć pozytywne skutki uboczne ;)