67

Wizz Air powinien się wstydzić. Tak odrażającej praktyki przy zakupie biletów jeszcze nie widziałem

Zakup biletów na samolot potrafi być prawdziwą przygodą. Strony zarówno linii lotniczych — jak i wszyscy resselerzy — robią co tylko w ich mocy, by jak najwięcej zarobić. Dlatego non-stop oferują nam dodatkowe ubezpieczenia i usługi, które wielu regularnie korzystających z tego środka transportu klientów zręcznie ignoruje i odznacza. Prawdą jednak jest, że to właśnie one są jednymi z najbardziej zawiłych pod względem UI/UX stron — i bez choćby odrobiny wprawy, można przepłacić za rzeczy, na których nam w gruncie rzeczy nie zależy. Mariusz Piotrowski na łamach Fly4Free opublikował kilka dni temu artykuł, w którym ostrzega o zmianach w tamtejszym interfejsie. Postanowiłem na własnej skórze przekonać się, czy naprawdę jest aż tak źle.

Nie, dziękuję, nie potrzebuję — i tak do znudzenia

Wybór trasy — podstawa planowania podróży. Wizz Air, jak wszystkie (a przynajmniej znaczna większość?) niskokosztowych przewoźników nie oferuje biletów przesiadkowych, dlatego decyduję się na podróż na malowniczą Islandię. Daty wybrane, to teraz czas na taryfę: by było jak najtaniej, decyduję się na podróż bez bagażu nadawanego i… najwyraźniej podręcznego również — niech będzie. Jeżeli nie jestem jednak do końca przekonany czy to jest to, za dodatkowych 26 złotych mogę dostać gwarancję ceny na najbliższych 48 godzin. A jeżeli obawiam się, że coś może mi wypaść po drodze — to tylko 88 złotych kosztować mnie będzie nieograniczona ilość zmian w lotach — z zastrzeżeniem jednak, że środki trafią na konto WIZZ. Podziękuję, zaryzykuję.

Mimo że zdecydowałem się na podstawową taryfę, kolejna strona kusi mnie jednak zakupem bagażu rejestrowanego — bo dodanie kolejnych sztuk bagażu jest teraz tańsze! Najwyraźniej mój wcześniejszy wybór z pokazaną ceną miał niewielkie znaczenie, bo dopiero teraz wyraźnie zaznaczam że nie chcę przewozić bagażu rejestrowanego. W kwestii podręcznego — też jeszcze nie wszystko stracone. Muszę bowiem wybrać jedną z dwóch opcji: bezpłatny bagaż podręczny (w cenie), albo Wizz Priority za 93 złote w każdą stronę. Wówczas to poza przedmiotem osobistym będę mógł zabrać na pokład także niewielką walizkę, no i otrzymam pierwszeństwo wejścia na pokład. A jakby tego było mało, kawałek dalej czeka kolejny raz oferta Wizz Plus. Przy kolejnej próbie — jest to Wizz Go. Nie ważne która, ważne że droższa i oferująca więcej. Ale po co mi to, skoro już wcześniej zadeklarowałem jaką opcję wybieram?

Wybór miejsca w Wizz Air to jedna z najbardziej odrażających praktyk jaką widziałem

Próbując przejść dalej wita mnie… okienko logowania. Najwyraźniej bez niego — nie mam szans kupić biletu na oficjalnej stronie przewoźnika. Dziwna praktyka, no ale niech będzie. Czas założyć konto i ruszyć dalej. Po dokonaniu formalności pojawił się problem. Sesja wygasła. No dobrze, zacznijmy więc od początku. Po dokonaniu wszystkich wyborów od początku, doszedłem do wyboru miejsca — czekały tam na mnie dwie opcje. Akceptacja rekomendowanego miejsca lub pominięcie rekomendacji. System automatycznie wybrał najlepsze, ich zdaniem, miejsca dla mnie. Seatguru raczej by się z nimi nie zgodził, ale trudno. No dobrze, to gdzie ta opcja, według której nie chcę wybierać miejsca? Tak, ja wiem, że powinienem kliknąć pomiń rekomendację, bo widziałem w życiu setki interfejsów i nie wszystkie były tak oczywiste, jak powinny. Tutaj jednak czeka na nas kolejne okno, w którym możemy anulować decyzję lub… wybrać odnośnik zmień miejsca. Kolejny ekran to znowu mapa samolotu i… wybór miejsca, który nie ma nic wspólnego z wygodą odmawiania. Najpierw lot docelowy, później powrotny — niczego nie wybieram, a korzystam z polecenia Potwierdź. Kolejne okno, które sugeruje mi… że o czymś zapomniałem. Wciąż brak jasnego komunikatu — jedyną opcją by nie wybrać płatnego miejsca podczas podróży Wizz Air jest opcja „Jeśli nie jesteś pewien, zarezerwuj później”. Odrażająca praktyka.

Dalej zaś czekają na nas kolejne usługi, usługi i… jeszcze raz usługi. Te same którym już odmówiliśmy — i kilka nowych. Na szczęście ich pominięcie jest znacznie łatwiejsze. Nie wiem kto pozwolił na takie przeprojektowanie strony, ale jestem przekonany że wielu klientów da się złapać w rozstawione sidła. Praktyka to, delikatnie mówiąc, mało etyczna. Uważajcie i róbcie zakupy z głową, nie dajcie się naciągnąć.

Zdjęcie w nagłówku: Anna Zvereva