32

Rekordy w polskich kinach, winyle wracają do łask. A streaming miał wszystko zniszczyć…

Osoby, które chcą pełnymi garściami czerpać dzisiaj z dóbr kultury, nie muszą wychodzić z domu - wystarczy włączyć komputer czy smartfon podłączony do Sieci. Mogłoby się wydawać, że w takiej sytuacji tracić będą tradycyjne rozwiązania: kina, sklepy z fizycznymi nośnikami muzyki czy teatry. Dzieje się jednak inaczej - winyle przeżywają renesans, ludzie tłumnie chodzą do kin i teatrów. Chwilowa moda, snobizm czy chęć oderwania się od cyfrowego świata?

Winyle coraz bardziej intrygują – jakiś czas temu pisałem, że sam zamierzam się zagłębić w ten temat i za kilka dni wybieram się na giełdę tych przedmiotów, chcę zobaczyć, co w trawie piszczy. Z doniesień medialnych i badań firm analitycznych wynika, że to szersze zjawisko – poprzedni rok był najlepszym, gdy mowa o sprzedaży czarnych krążków, od 25 lat. Co prawda, dotyczy to rynku brytyjskiego, ale tylko na nim sprzedano ponad 3 mln płyt. W tym roku te nośniki mogą przynieść nawet 900 mln dolarów przychodu:

Według prognoz w 2017 roku przemysł muzyczny ma wygenerować 15 mld dolarów, z czego ok. 7 proc. będzie uzyskane dzięki płytom winylowym – prognozuje Deloitte.[źródło]

Nieźle, jak na biznes, który miał przejść do historii. Oczywiście nadal jest to cień wyników, jakie osiągano kilka dekad temu, ale wyraźnie coś się zmienia. Pytanie, na jak długo? Możliwe, że to krótkotrwała moda, w której udział biorą już teraz nawet dyskonty. Warto odnotować, że z badania przeprowadzonego przez BBC wynika, iż 7% nabywców winyli… nie posiada gramofonu. A ponad 40% ma sprzęt, ale go nie używa: kupują winyle i pakują je na półkę. Chodzi o kolekcjonowanie, ale też o chęć wsparcia artysty swoim portfelem. Chyba wszyscy wiemy, jakie pieniądze płyną to nich z serwisów streamingowych…

Tu pojawia się pewna ciekawostka: serwisy streamingowe podobno nakręcają sprzedaż płyt. Ludzie najpierw słuchają płyt w wersji cyfrowej, potem kupują czarny krążek. Żeby artysta zarobił, ale może też po to, by nie stracić kontaktu z rzeczywistością? Po dziadkach i rodzicach zostanie kolekcja płyt/książek/albumów/kaset. Co zostanie po nas? Konta, z których bliscy nie będą mogli korzystać? Klienci pomagają zatem twórcom, ale w jakimś stopniu także sobie – udowadniają, że podjęli wysiłek w czasach, gdy nie jest to konieczne.

Podobnie rzecz ma się z kinami. W ubiegłym roku do Polski wszedł Netflix. Czytałem i słyszałem opinie, że to problem dla telewizji, rodzimych serwisów VoD czy kin. Te ostatnie najwyraźniej nie wiedziały, że są w trudnej sytuacji i kolejny rok z rzędu pobiły rekord: w 2016 sprzedano około 52 mln biletów, przychody sięgnęły prawie miliarda złotych. Aż 1/4 biletów przypadła na filmy polskie. Czy to zaskoczenie? Dla mnie niekoniecznie, jakiś czas temu, gdy przeglądałem wyniki Agory, okazało się, że pozytywne informacje do raportu dostarcza właśnie sieć kin Helios. Gazeta Wyborcza sprzedaje się gorzej, ale bilety i popcorn ratują sytuację.

Ktoś stwierdzi oczywiście, że to był pierwszy rok Netfliksa w Polsce, że początki zawsze są trudne. No i serwis był osamotniony, teraz pojawia się konkurencja. Przyjmijmy, że Amazon się rozkręci ze swoim serwisem, że pojawi się jeszcze jeden mocny gracz i będziemy oglądać prawdziwą wojnę o klienta, Polacy będą mogli przebierać w tych ofertach – czy kina stracą? Śmiem wątpić. Na ich wynik wpływ będzie miał przede wszystkim repertuar. Jeżeli znowu pojawią się polskie hity (niekoniecznie kino wysokich lotów), Hollywood dostarczy kilka mocnych tytułów i nie zabraknie obrazów familijnych, to kolejki przed kasami wciąż będą się ustawiać.

Winyle rosną w siłę, kina przyciągają coraz więcej widzów, do teatrów też ponoć wracamy. I nawet, jeśli jest to snobizm, wypada się cieszyć…


Niedawno uruchomiliśmy serwis z Pracą w IT! Gorąco zachęcamy do przejrzenia najnowszych ofert pracy oraz profili pracodawców