84

Windows Phone to margines, a jednak nas interesuje

Szum wokół platformy Windows Phone oraz zainteresowanie nią są duże. Gdyby rynkowe udziały systemów mobilnych były uzależnione wyłącznie od tego, ile mówi się o danym OS, to produkt Microsoftu miałby naprawdę silną pozycję w sektorze IT. Sęk w tym, że o WP dużo mówimy i piszemy, ale stanowi on margines branży i mimo wielu starań […]

Szum wokół platformy Windows Phone oraz zainteresowanie nią są duże. Gdyby rynkowe udziały systemów mobilnych były uzależnione wyłącznie od tego, ile mówi się o danym OS, to produkt Microsoftu miałby naprawdę silną pozycję w sektorze IT. Sęk w tym, że o WP dużo mówimy i piszemy, ale stanowi on margines branży i mimo wielu starań Microsoftu nic nie wskazuje na to, by wkrótce miał nastąpić przełom.

Wczoraj pisałem o zjawisku, polegającym na tym, iż internetowa popularność produktów, marek czy firm nie przekłada się na ich wyniki w realu. Dla przykładu: w Sieci doceniane są smartfony LG i HTC, w świecie rzeczywistym z półek znika sprzęt Samsunga. Nie wiem, czy ta właściwość odnosi się także do innych sfer naszego życia, ale w segmencie mobilnym jest dość widoczna. Różnie można to tłumaczyć, pewnie w każdej wersji będzie przynajmniej ziarno prawdy.

Innym ciekawym zagadnieniem tego typu jest internetowa (szerzej: medialna) popularność systemu Windows Phone. Na pierwszy rzut oka nie powinno nas to dziwić: mówimy o systemie operacyjnym korporacji z Redmond, giganta, który jeszcze dekadę temu rozdawał karty z sektorze IT. To trzeci największy system mobilny, stanowiący część potężnego ekosystemu. Przedstawiając sprawę w ten sposób, osoba niezorientowana w temacie mogłaby odnieść wrażenie, że mówimy o produkcie niewiele mniej popularnym od Androida oraz iOS: co prawda WP jest trzeci, ale do lidera traci pewnie niewiele.

Ostatecznie dochodzi jednak do wyłożenia wszystkich kart na stół i okazuje się, że konkurent platform tworzonych przez Google i Apple nie znajduje się tuż za nimi pod względem popularności i rynkowych udziałów. Mimo swego trzeciego miejsca zajmuje on marginalną pozycję w sektorze. Jasne, że w niektórych krajach sprawy mają się lepiej i WP konkuruje tam z iOS, ale w skali globalnej mówimy o kilkuprocentowym udziale w rynku. I na dobrą sprawę trudno przewidzieć, czy i ewentualnie kiedy zacznie się to zmieniać na korzyść Microsoftu.

Piszę o tym nie dlatego, że chcę zadrwić z Microsoftu czy jego produktu. Ten system jest potrzebny branży, by nie zdominował jej jeden gracz. To zadanie może oczywiście zrealizować inna firma, ale trudno stwierdzić, kto miałby się tego podjąć. Windows Phone walczy i walczyć musi, bo to będzie nakręcać rynek i ostatecznie powinni na tym skorzystać klienci. Obecnie widać jednak, że mimo pompowania w projekt miliardów dolarów, mimo olbrzymiej machiny marketingowej i starań Microsoftu, projekt nie chce „zaskoczyć” i wystrzelić. A jednak…

A jednak poświęca się mu bardzo dużo uwagi. Wystarczy, że gdzieś w Sieci pojawi się informacja o nowym smartfonie z WP, by za chwilę wiadomość powielały kolejne serwisy. I nie jest ważne, czy mowa o tańszym modelu, czy topowej słuchawce – na swoje pięć minut zasługuje każdy sprzęt. Czy coś podobnego ma miejsce w przypadku Androida? Nie. Różnica polega na tym, że słuchawek z zielonym robotem trafia na rynek mnóstwo i przestała to być atrakcja. Do szerszego grona odbiorców przebijają się doniesienia dotyczące naprawdę ciekawych (z różnych względów) produktów. A na Windowsowym podwórku każdy smartfon to małe święto.

Nie dziwi zatem, że zainteresowały nas wiadomości o urządzeniach tworzonych przez LG, ZTE czy któregoś z indyjskich producentów. Można wytłumaczyć nawet to, że windowsowy smartfon Prestigio na przestrzeni kilku tygodni dwa razy pojawił się w branżowych doniesieniach jako nowość. Wyłapywana jest każda plotka i wzmianka na temat smartfonów współpracujących z platformą giganta z Redmond. Szeroko pojęta branża drąży temat. I warto zadać sobie pytanie, czy wyglądałoby to podobnie, gdyby nie chodziło o system Microsoftu? Czy rynek interesowałby się tak bardzo systemem o marginalnym znaczeniu (cały czas powołuję się na wyniki sprzedaży), gdyby nie był to produkt legendarnej amerykańskiej korporacji? Śmiem wątpić.

Fakt, że Windows Phone jest „dzieckiem” Microsoftu to jednocześnie jego najmocniejszy atut i przekleństwo: interesujemy się nim, system będzie rozwijany, bo nie zabraknie na to środków, może liczyć na wsparcie twórców na wielu płaszczyznach i stanowi część wielkiego ekosystemu. System zbiera jednak żniwo niekorzystnych działań i decyzji Microsoftu z przeszłości i minie trochę czasu, nim ten problem zniknie. Decydenci Microsoftu nie muszą się jednak bać, że do tego czasu świat zapomni o ich systemie. Jestem przekonany, że WP nadal będzie brylował w doniesieniach z rynku…

Źródło grafiki: YouTube