windows
4

Ach ten niesłowny Microsoft. Miał nie wspierać Windows 7, a i tak go załatał…

I to nie tylko u tych klientów biznesowych, którzy płacą za rozszerzone wsparcie techniczne (ESU), ale u dosłownie wszystkich, którzy mają Windows 7 na swoich komputerach. Ale akurat w tej sytuacji, gigant był zmuszony postąpić w taki sposób - okazuje się, że w ostatnich oficjalnych poprawkach dla "siódemki", łatając jedne błędy stworzył inny - który powoduje bardzo irytujący problem z tapetą systemową.

Użytkownicy, którzy korzystają z tapet wypełniających ekran lub wypośrodkowanych, nie są objęci tym problemem. Ale wystarczy, że spróbujecie „rozciągnąć” obraz, który ma funkcjonować jako tapeta i… zobaczycie dosłownie nic. Zamiast wybranego przez Was obrazu, ujrzycie czarne tło. Nie jest to rzecz, która uniemożliwia korzystanie z Windows 7, ale użytkownicy, którzy jednak zdecydowali się pozostać przy starszej odsłonie „okienek”, woleliby, żeby tego typu błędy nie pojawiały się w tym OS-ie.

Czytaj również: Microsoft się stara, ale nie wybiorę Edge

Microsoft początkowo nie wykazywał chęci łatania tego błędu – stwierdził, że „organizacje, które korzystają z programu ESU wkrótce otrzymają stosowną poprawkę”. Wystarczyła jedna noc, a gigant zmienił zdanie i ostatecznie rozesłał aktualizację do absolutnie wszystkich, którzy korzystają z Windows 7. Chodzi tutaj nie tylko o Windows 7, ale i o Windows Server 2008 R2 SP1. Można więc „umownie” uznać, że Microsoft postanowił przedłużyć o jeszcze jakiś czas wsparcie dla „siódemki”.

Windows 7

Winnym okazała się być aktualizacja oznaczona numerem KB4534310 – po jej wdrożeniu, jedno z ustawień tapety powoduje wyświetlanie się czarnego tła. Microsoft dosyć szybko zidentyfikował istotę problemu i zareagował stosownym uaktualnieniem. Jednak wiele wskazywało przez jakiś czas, że użytkownicy domowi, którzy nie mają dostępu do programu ESU, muszą obejść się smakiem. Tyle, że… Microsoft zachowałby się po prostu bardzo źle, rozgrywając tę sytuację w taki właśnie sposób.

Bo wyobrażacie sobie, że Microsoft na koniec psuje Windows 7, by potem nigdy go nie naprawić? To wcale nie jest dobre pożegnanie z naprawdę dobrym systemem operacyjnym

Gdyby Microsoft pozostał nieugięty i uznał, że „trzeba trzymać się terminów – bez wyjątków”, mogłoby być bardzo „ciekawie” (a raczej nieciekawie dla Microsoftu. Wyobrażam sobie, co działoby się w mediach społecznościowych, gdyby użytkownicy dowiedzieli się o tym, że w Windows 7 stworzono błąd, który nigdy nie zostanie załatany z powodu wygaśnięcia wsparcia technicznego. Wielu użytkowników najpewniej stwierdziłoby, że gigant zrobił to specjalnie, by zmusić rynek do masowego przejścia do Windows 10 (co byłoby bzdurą – czy takie rzeczy jak tło mogą zmusić kogokolwiek do przejścia na nowszą wersję OS-u?!).

Microsoft jednak stwierdził, że nie zamierza ryzykować mini-skandalu w sytuacji, w której wystarczy wydać prostą poprawkę i można uniknąć potencjalnych narzekań tych, którzy jeszcze nie przesiedli się z Windows 7 na Windows 10. Dlatego postanowiono o „rozszerzeniu” wsparcia dla Windows 7.