16

Wielki jest postęp pod względem grafiki w grach. Ale najważniejsze jest i tak co innego

Rzecz jasna, gdybym miał tylko możliwość grać w najwyższych detalach, w najwyższej możliwej rozdzielczości, to zapewne bym tak grał. Ale zapaleńcem nie jestem, ponadto gram naprawdę od święta. W mojej osobistej bibliotece znajduje się kilka gier, do których mam sentyment – nowe części ogrywam może nie najszybciej, ale zawsze z sercem, do końca, zaglądam wszędzie […]

Rzecz jasna, gdybym miał tylko możliwość grać w najwyższych detalach, w najwyższej możliwej rozdzielczości, to zapewne bym tak grał. Ale zapaleńcem nie jestem, ponadto gram naprawdę od święta. W mojej osobistej bibliotece znajduje się kilka gier, do których mam sentyment – nowe części ogrywam może nie najszybciej, ale zawsze z sercem, do końca, zaglądam wszędzie gdzie mogę i robię wszystko, co się da w konkretnym tytule.

Do tego wpisu zainspirował mnie wpis z IGN, gdzie ocenie poddano Gran Turismo 3 w 2001 roku. Recenzja bardzo rzeczowa, w jednym z opisów obrazków z gry autor zapytał, czy to jeszcze jest model samochodu wytworzony przez komputer, czy już rzeczywistość. Pytanie bardzo znamienne w tej kwestii, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Coś, z czego my możemy się obecnie śmiać, kiedyś w ludziach wywoływało uzasadniony zachwyt. A i tak chodziło o coś zupełnie innego. Najważniejsza w grach jest frajda, poczucie wolności w wirtualnym świecie.

ign

Dlatego lubię gry z „przestrzenią”

Paweł Winiarski niedawno dotknął bardzo ciekawego problemu. O ile z Wiedźminem niezbyt ładnie się rozprawiono pod względem grafiki, tak i kulejący pod tym względem Fallout 4 strasznych cięgów nie otrzymał, głównie dlatego, że „to Bethesda”. Ciężko tutaj mówić, by ktoś został ogromne pokrzywdzony – i ci odpowiadający za „Wieśka” i za kolejną odsłonę postapokaliptycznej serii swoje zarobią/zarobili. A ja wychodzę z założenia, że grafika mimo wszystko w grach nie jest najważniejsza.

Z tego względu być może nie jestem w stanie zatracić się w graniu na stałe. Ot, capnie mnie czasem na tydzień jak okazjonalnego pijaczynę, wpadnę w ciąg i potem się ogarniam. I tak do premiery kolejnej gry, która mnie naprawdę interesuje. Do Fallouta 4 właśnie się przymierzam i przyznam się Wam, że zapewne utonę – mimo błędów, które są co i rusz zgłaszane w Internecie, mimo grafiki, która według niektórych nie pasuje do wymagań sprzętowych.

Fallout 4

Podobnie było z całą serią Fallout – ogrom możliwości, ale i wiele do odkrycia – człowiek nie ograniczał się wcale do wykonywania jakichkolwiek misji – robił co żywnie chciał. S.T.A.L.K.E.R nieco pociągał za sznurki, dawał tylko namiastkę wolności graczowi, ale nadrabiał niesamowitym klimatem i „twoju mat” gdzie trzeba. Świetnie bawiłem się przy okazji ostatniego Splinter Cella, miło oczywiście wspominam genialną Mafię.

Mimo postępu, jakiego dokonano w dziedzinie grafiki w grach – nie jestem fanem najszybszych procesorów, najlepszych kart graficznych tylko na potrzeby pogrania sobie w pełnych detalach. Ba, jestem w stanie świetnie bawić się nawet w najniższych, słabych rozdzielczościach – o ile tylko gra jest warta tego, by w nią zagrać. Nie rozumiem zatem wojenek między konsolowcami, a pecetowcami, którzy potrafią wrzucać sobie z powodu naturalnych wad oraz zalet konsol i blaszaków. Przecież wszyscy gramy dla przyjemności, czyż nie?