43

Wielka Brytania chce blokować dostęp do stron pornograficznych na poziomie dostawców internetu

W stosunku do prostytucji czasami używa się określenia „najstarszy zawód świata”. Jest w tym oczywiście sporo przesady. Podobnie jak w stwierdzeniu, że jeżeli coś istnieje, to Internet zrobi, albo już zrobił z tego porno. Nie można jednak zaprzeczyć stwierdzeniu, że pornografia towarzyszy globalnej sieci od bardzo dawna i stała się jego wielką częścią. Wielu osobom […]

W stosunku do prostytucji czasami używa się określenia „najstarszy zawód świata”. Jest w tym oczywiście sporo przesady. Podobnie jak w stwierdzeniu, że jeżeli coś istnieje, to Internet zrobi, albo już zrobił z tego porno. Nie można jednak zaprzeczyć stwierdzeniu, że pornografia towarzyszy globalnej sieci od bardzo dawna i stała się jego wielką częścią. Wielu osobom nie podoba się jak dużą.

Jeszcze w 2007 roku strony pornograficzne stanowiły 12% wszystkich witryn. 25% wyszukiwań dotyczyło porno, a filmy i obrazki z gołymi paniami i panami stanowiło 35% pobrań. Podejrzewam, że w ciągu ostatnich pięciu lat te statystyki nie uległy znaczącej zmianie. Dostęp do sieci zrewolucjonizował pornografię, dając wszystkim podłączonym do Internetu niemalże bezproblemowy dostęp do filmików czy fotografii dowolnego gatunku i jakości. Co oczywiście nie podoba się bardziej konserwatywnej części społeczeństwa.

Naprzeciw populistycznym żądaniom wychodzi brytyjski premier – David Cameron. Według nowego prawa, które przygotowuje jego rząd, każdy dostawca internetu będzie musiał domyślnie blokować wszelkie strony pornograficzne. Obecnie providerzy oferują opcję filtrowania zawartości, jednak usługobiorca musi wyrazić chęć, aby takie filtry działały. Według nowego prawa, będzie musiał się sprzeciwić ograniczeniom, aby mieć pełen dostęp do sieci.

Na marginesie – nowe prawo ma również absolutnie zakazać filmów które symulują gwałt. Co jest dosyć śmieszne, wziąwszy pod uwagę poczytność takich lektur jak „Pięćdziesiąt Twarzy Grey’a” i wzrost tolerancji dla wszelkiego rodzaju igraszek sado-maso.

Zrozumiałym jest, że obecność pornografii w sieci i łatwy do niej dostęp może mieć zły wpływ na dzieci, może upośledzać najmłodszych w kwestii relacji damsko-męskich. Nawiasem mówiąc, parę tygodni temu z nudów włączyłem na chwilę MTV, na którym trafiłem akurat na maraton Ekipy z Carfiff (angielski odpowiednik Ekipy z New Jersey). Gdybym miał dziesięcioletnie dziecko, to chyba wolałbym puścić mu jakieś soft-porno. Zastanawiam się tylko: kiedy obyczajowość stała się problemem rządu? Rozumiem, że wizja wychowania bandy zboczeńców, robiących w sypialniach rzeczy o których się nie śniło filozofom nie jest zbyt apetyczna, ale politycy wkraczający w sferę moralności, to zawsze zwiastuje kłopoty. Nie mówiąc o tym, że już w tej chwili dostępne są łatwe rozwiązania dla rodziców, którzy chcą utrudnić (bo uniemożliwić dla chcącego dzieciaka, to zadanie karkołomne) swoim pociechom dostęp do pornografii.

Zastanawiam się jeszcze nad jedną rzeczą: czy pornografię kreuje się na nowy temat zastępczy i będzie on obiektem masowej histerii? Kiedy ja dorastałem, powszechnego dostępu do sieci nie było, ale podwędzaliśmy gazetki budowlańcom (Swoją drogą, gratuluję twórcom tekstów w takich gazetkach. Wtedy się przekonałem, że słowa potrafią być bardziej obsceniczne niż tysiąc obrazków). Sto lat temu podglądało się kąpiące panny przez dziury ścianie czy coś w ten deseń. Pornografia była, jest i będzie. Zamiast z nią walczyć nie lepiej jest ją oswoić, a zamiast blokować, tłumaczyć?

Co dalej? Mam propozycję rodem znad Wisły. Postuluję, żeby ustawą znieść ubóstwo?