Geralt z Rivii powrócił. Trochę się zapuścił, jakby bardziej posiwiał i posępniał, ale ciągle trzyma formę i zręcznie wymachuje mieczem. W trzeciej części produkcji CD Projekt Red rzucamy się w pogoń za Ciri, podziwiamy wdzięki pięknej Yennefer, ubijamy hordy potworów, zwiedzamy ogromne lokacje i polujemy na Dziki Gon. Krótko mówiąc, radujcie się, bo mamy hit! Po […]

Geralt z Rivii powrócił. Trochę się zapuścił, jakby bardziej posiwiał i posępniał, ale ciągle trzyma formę i zręcznie wymachuje mieczem. W trzeciej części produkcji CD Projekt Red rzucamy się w pogoń za Ciri, podziwiamy wdzięki pięknej Yennefer, ubijamy hordy potworów, zwiedzamy ogromne lokacje i polujemy na Dziki Gon. Krótko mówiąc, radujcie się, bo mamy hit!

Po dwóch tygodniach z Wiedźminem 3 w wersji na PlayStation 4 jestem przekonany, że mamy do czynienia z hitem, który wygeneruje krocie i sprawi, że o Polakach z CD Projekt RED znów będzie się mówiło na całym świecie. Jaki jest Wiedźmin 3? Zapraszam do naszej wyczerpującej recenzji.

Pół roku od wydarzeń z Wiedźmina II wystarczyło, abyśmy trafili do zupełnie zmienionego świata. Pogrążone w chaosie Królestwa Północy borykają się z napaścią Cesarstwa Nilfgaardu. Wojna wyniszczyła ich terytoria i stłamsiła ducha w mieszkańcach. Choć nie wszystkich, bo Skellige ciągle walczy, a Novigrad stale pozostaje wolnym miastem. W środek tej politycznej zawieruchy wpada nasz wiedźmin poszukujący czarodziejki Yennefer. Po co? Jakie pobudki stoją za tym wszystkim i co w końcu, gdy już się spotkają? Jaką rolę odgrywają w tym wszystkim Ciri oraz Dziki Gon? Więcej nie zdradzę, bo każdy smaczek z tej złożonej historii jest wart zapamiętania i zapada w pamięć. Nie brakuje patosu, który przeplata się co i rusz z ciężkim, typowym dla Geralta humorem. Do tego dodajmy dynamiczną akcję, szczyptę intrygi oraz epickości, a następnie wymieszajmy z mistycznym, ponurym klimatem rzucającym zupełnie nowe światło na elementy wchodzące w skład słowiańskich wierzeń, baśni i legend. Takiego świata fantasy nie ma żadna inna seria, ale to już chyba wiecie, prawda?

Świat, który potrzebuje zawodowca

Fabuła jest prowadzona po mistrzowsku. Twórcy dobrze podkręcają tempo w odpowiednich momentach i umiejętnie układają wydarzenia na osi czasu i operują retrospekcjami. Choć trzeba zaznaczyć, że ich bieg tak naprawdę zależy od gracza. Trafiamy bowiem do ogromnego, otwartego świata, gdzie tylko od nas zależy, co zwiedzimy oraz które zadania wykonamy w pierwszej kolejności. A trzeba zaznaczyć, że aby posunąć fabułę naprzód będziemy musieli wykonać całkiem sporo przysług oraz zleceń, stawiając przy tym czoła niepojętym mocom i potężnym, odrażającym kreaturom. Warto jednak zaznaczyć, że niezależnie od tego, które jaką drogę do celu wybierzemy, uzyskamy zbliżony efekt i odkryjemy dalszą część historii. Tę uzupełniono o momenty, w trakcie których wcielimy się w Ciri. Wychowanka Geralta może nie ma tyle krzepy, ale jest zwinna i bardzo szybka, co potrafi przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę. Charakter i temperament czynią Ciri niebanalną postacią, do której z pewnością szybko zaczniemy czuć sympatię.

Wiedźmin III nie oddaje w nasze ręce kilkudziesięciu, a zaledwie kilka map. Najpierw trafiamy do Białego Sadu, żeby krótko potem przenieść się na opustoszałą Ziemię Niczyją. Zwiedzimy też Redanię oraz wyspy Skellige. W międzyczasie zaś zaliczymy kilka królewskich dworów wymagających ogłady i etykiety. Każda z map wręcz przytłacza swoimi rozmiarami. Przejechanie jej konno z jednego krańca na drugi zajęłoby jakieś pół godziny (jeśli nie więcej). Tą całą przestrzeń wypełniono na wiele sposobów. Na początku będziemy głównie widzieli znaki zapytania oraz tablice ogłoszeń. W miarę upływu czasu pojawią się tutaj jednak punkty szybkiej podróży, obozy bandytów, ukryte skarby, nawiedzone miejsca, a także wykrzykniki symbolizujące zadania poboczne. Analogia do Dragon Age Inquisition jest nieprzypadkowa, bo obie gry mają podobny rozmach. Wiedźmin wypada jednak lepiej. Dlaczego?














Przede wszystkim ze względu na misje poboczne, które świetnie wkomponowano w realia świata, ubrano w fabularną otoczkę i dopracowano. Nie ma zatem tutaj płytkich schematół typu “idź-zabij-przynieś”. Każdy quest to osobna historia, bohaterowie z własną ścieżką dialogową i nierzadko możliwość wyboru. Zadania są zagnieżdżane w sobie, a więc zgadzając się na wykonanie pierwszego i docierając na miejsce, nagle otrzymujemy możliwość wykonania drugiego, a zaraz po nim następuje trzecie. Powiązano je też z wątkami głównymi. Dowiadujemy się zatem gdzie jest żona barona w zamian za informacje o Ciri. Gdy już jednak mamy wychodzić, ten pyta, czy aby nie pomożemy mu jej odbić. Tego jest tutaj cała masa i nie musimy specjalnie się silić, żeby znaleźć sobie zajęcie.

Autorzy scenariusza powinni otrzymać premię za wspaniale wykonaną pracę. Nie ukrywam, że wiele pobocznych zadań ominąłem, bo musiałbym spędzić przy tej grze ponad 100 godzin. Jest ich naprawdę dużo, a dodajmy do tego jeszcze zlecenia na ubicie potworów, które są osobną kategorią i grę w karcianego Gwint (tak, znów spędzimy przy nim długie godziny). Warto zaznaczyć tutaj, że rozgrywka nie ogranicza się do pacyfikowania przeciwników, zbierania przedmiotów i rozmów z NPC-ami. Do dyspozycji mamy również wiedźmińskie zmysły za pomocą których znajdujemy ślady stóp w lesie, zapachy, poszlaki przybliżające nas do celu oraz ukryte drzwi i przejścia. Momentami czułem się niczym w “CSI: Wiedźmin”, badając pokój baronowej, analizując każdą ze znalezionych wskazówek, dążąc po przysłowiowym sznurku do kłębka. Bugów nie uświadczyłem zbyt wielu, a jeśli już to nie odbierały one przyjemności z zabawy – ot drobiazgi i drobnostki. Twórcy przed weekendem poinformowali, ze te najbardziej rażące, gdzie nie dało się skończyć questów, zostaną przed premierą naprawione. Nie ma zatem tematu.

Oczywiście na tym atrakcji nie koniec. Świat jest pełen smaczków. Przykład? Przejeżdżam obok samotnej chaty, w której widzę na mapie przeciwnika. Z ciekawości zaglądam i widzę prawdziwą jatkę, nadjedzone zwłoki i rzucającego się na mnie kanibala. Misja? Nic z tych rzeczy – ot brutalne realia ziem ogarniętych wojną. Krótko potem mijam cmentarz, gdzie pojawia się upiór. Zabijając go, uzyskuję dostęp do krypty, gdzie znajdę kilka skrzyń z wartościowymi materiałami oraz stado nieumarłych. Twórcy nie szczędzą atrakcji, a mimo to nie udało im się wypełnić po brzegi tak ogromnego obszaru. Podróżowanie między ważnymi punktami na mapie zajmuje sporo czasu i zdarzają się wówczas chwile, gdy jedyne, co możemy robić, to podziwianie widoków. Sytuację ratuje system szybkiej podróży, za pomocą którego przeniesiemy się błyskawicznie to raz już odwiedzonych miejsc.

Co jednak najważniejsze, w Wiedźminie III nie ma ekranów ładowania podczas przemieszczania się po mapie. Możemy wchodzić do dowolnych domków, chat, kramów, kanałów, grobowców, krypt itd. Za każdym razem drzwi się po prostu otworzą, a przed nami pojawi mniej lub bardziej przyjemny widok. Dopiero podczas próby zmiany Skellige na np. Velen swoje odczekamy, co jednak nie stanowi żadnego problemu, bo dzieje się raz na kilka godzin. Pod tym względem Wiedźmin jest ewenementem i zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie.

Brutalny i wulgarny

Walka w nowym Wiedźminie przynosi ogrom satysfakcji. Do dyspozycji mamy szybkie i potężne (wolne) ataki, krótkie i długie uniki oraz blok. Połączenie tego wszystkiego z umiejętnym wykorzystaniem znaków oraz dodatkowych akcesoriów (jak np. kusza) czyni każde starcie niepowtarzalnym. Geralt porusza się z wdziękiem i z gracją odcina głowy oraz inne części ciała nieprzyjaciołom. Krew leje się tutaj litrami równie często jak padają przekleństwa. To nadaje Wiedźminowi 3 niepowtarzalnego, mocnego klimatu.

Siłą systemu ekwipunku jest crafting. W trakcie podróży będziemy zbierali niezliczone ilości materiałów. Większość z nich to zioła, które posłużą do opracowywania mikstur alchemicznych. Geralt potrafi jednak też wytwarzać smarowidła na miecze, napary oraz przedmioty użytkowe, zbroje, oręż itp. W razie potrzeby może też udać się do okolicznego płatnerza. Aby jednak cokolwiek zrobić potrzebuje schematów, a te porozrzucano po całym świecie gry razem z metalami do przetopienia, skórą do obrobienia i innymi materiałami, które przed wykorzystaniem w craftingu trzeba najpierw przetworzyć. To zdecydowanie jeden z fajniejszych i ciekawszych elementów rozgrywki dający spore pole do popisu, a przy tym nie pełniący wyłącznie roli ciekawostki. Stworzone przedmioty nieustannie się nam przydają.

System rozwoju Geralta uległ przeobrażeniu. W dalszym ciągu awansujemy na poziomy i otrzymujemy punkty umiejętności po każdym tysiącu punktów doświadczenia. W ten sposób rozwijamy umiejętności, których łącznie jest kilkadziesiąt. Twórcy podzielili je na kilka kategorii, a także poziomy zaawansowania. Daje to duże możliwości rozwoju, choć warto wydawać punkty rozważnie – liczba miejsc na aktywne umiejętności jest ograniczona i wymaga od nas nieco logicznego myślenia by jak najwięcej wyciągnąć z każdej z nich. Trochę nienaturalnie wypada tutaj możliwość późniejszego modyfikowania raz nabytych bonusów, ale to tylko czyni rozwój bohatera bardziej elastycznym.

Ładna oprawa, lecz bez fajerwerków

Jeżeli spodziewaliście się graficznego majstersztyku, muszę Was rozczarować. Wizualnie gra nie rzuca na kolana. Przy czym zaznaczę, że piszę o wersji na PS4, w którą grałem (jakiś większych przycięć nie ma, choć przy większej zawierusze czasem zdarzały się „chrupnięcia”). Owszem, jest ładna, ale nic ponadto. Efekty świetlne, cienie oraz tekstury prezentują się często zachwycająco. Niestety zdarzają się też potworki i niedoróbki, na które nie da się patrzeć. Szczególnie jest to widoczne w sytuacjach gdy wyostrzana jest scena na dalszym planie – wówczas rozmyte elementy z pierwszego ujawniają swoje słabości. Narzekać można też na niektóre elementy otoczenia, których animacje są takie sobie.

Wrażenie robi ogromna ilość oraz dopracowanie modeli postaci – w szczególności potworów i żołnierzy okutych w lekkie i ciężkie pancerze. Problemem jest niestety mimika twarzy, która czasem kuleje. Chyba tylko w przypadku Geralta wyszła ona w idealnie, ale główny bohater nie emocjonuje się na tyle często, by stanowiło to wyzwanie. Ogółem w trakcie zabawy znalazłem kilka mniejszych i większych wpadek graficznych, ale nie wpłynęły one na przyjemność płynącą z rozgrywki.

Udźwiękowienie zawsze było mocną stroną Wiedźmina. Nie inaczej jest w Dzikim Gonie. Każda, absolutnie każda napotkana przez nas postać ma własny głos. Te ważniejsze, z którymi dobijamy targu lub prowadzimy dialog są unikatowe – nie tylko od strony wizualnej. Dodajcie do tego mocne i klimatyczne odgłosy potworów oraz klimatyczną, utrzymaną w typowym dla Wiedźmina klimacie muzykę. Mnie do szczęścia nie brakowało absolutnie niczego. Wraz z grą do recenzji otrzymałem płytę ze ścieżką dźwiękową, którą katuję od dobrych kilku dni bez przerwy. Powinno to mówić samo za siebie.

Mamy Hit!

Podobno w Polsce o Wiedźminie pisze się dobrze albo wcale. Sęk w tym, że ta gra niezależnie od tego, jaki ma rodowód, z czystym sumieniem, zasługuje na maksymalną notę w naszej dziesięciostopniowej skali. Jestem pod ogromnym wrażeniem jej rozmiarów oraz rozmachu. Ciągle emocjonuję się fabułą i nie mogę oderwać od eksploracji wszystkich zakamarków zaprojektowanego świata. CD Projekt Red pokazał BioWare i innym konkurentom jak powinny wyglądać nowoczesne, rozbudowane gry cRPG oraz jak się robi misje poboczne. A przecież na tym nie koniec, bo twórcy obiecali dalszy rozwój i darmowe DLC, które będą czymś więcej niż tylko skórkami i przedmiotami. Wiedźmin 3 zjada konkurencję przemyślanym i niebanalnym systemem walki oraz fenomenalnym udźwiękowieniem. Jestem pochłonięty w całości.

Wierzę, że mamy kolejną odsłonę polskiego hitu eksportowego, który będzie doskonale sprzedawał się zarówno nad Wisłą jak i całym świecie. Mamy z czego być dumni. Redzi znowu to zrobili!