107

Wiecie jak działa rejestrowanie Waszej lokalizacji przez Google? Ja też myślałem, że wiem

A to z prostej przyczyny, od razu jak się dowiedziałem o opcji zapisywania takich danych, powyłączałem wszystkie takie usługi, jak lokalizacja czy nawet zapisywanie historii odwiedzanych stron. Nie znalazłem żadnego powodu, aby to zapisywać ani też żadnej przydatności dla mnie takich opcji. Może są, znacie jakieś? Ja nie dostrzegam takowych. Niemniej jednak, jakimś cudem lokalizowanie […]

A to z prostej przyczyny, od razu jak się dowiedziałem o opcji zapisywania takich danych, powyłączałem wszystkie takie usługi, jak lokalizacja czy nawet zapisywanie historii odwiedzanych stron. Nie znalazłem żadnego powodu, aby to zapisywać ani też żadnej przydatności dla mnie takich opcji. Może są, znacie jakieś? Ja nie dostrzegam takowych.

Niemniej jednak, jakimś cudem lokalizowanie włączyło mi się na smartfonie o 23 w sobotę 15 czerwca. Sprawdzałem wcześniejsze daty i nie znalazłem tam żadnej historii. Nie podejrzewam, aby Google samo to włączyło, bo dowiedziałem się o tym właśnie od niego wczoraj z emaila przypominającego o tym, że to włączyłem. Jak? Do dzisiaj nie wiem.

lokalizacja

W każdym razie przez te kilka dni moje poczynania były rejestrowane, nie omieszkałem więc sprawdzić, jak to działa. Zaskoczyły mnie dwie rzeczy. Wcześniej miałem świadomość, że działa w ten sposób, że taka lokalizacja jest włączana tylko przy okazji korzystania z aplikacji Google, a w szczególności Google Mapy czy też celowego meldowania się w niektórych aplikacjach, wykorzystujących naszą lokalizację. Okazuje się, że przez cały czas nawet w nocy, nasze miejsce pobytu jest rejestrowane. Wystarczy, że smartfon jest włączony (podobno nie musi nawet być włączony, ale nie wiem, nie sprawdzałem tego).

W nocy, kiedy sieć mam wyłączoną, Google korzysta z sąsiadujących z moją lokalizacją stacji bazowych operatora, no chyba, że lunatykowałem w tym czasie. Na mapie widzę (można odtworzyć to po wciśnięciu „play”), że przemieszczam się w tą i z powrotem w promieniu kilometra, może dwóch.

faktiiry

Drugą rzeczą, jaka mnie zaskoczyła był fakt, że Google bardzo dokładnie analizuje naszą lokalizację w oparciu o miejsca, w które się udajemy i czas, w którym dane odległości pokonujemy. Na powyższym zrzucie widzicie drogę do centrum Warszawy, którą pokonałem tramwajem i z powrotem do domu. Z tym, że z powrotem zahaczyłem o sklep Faktory, byłem tam dosłownie chwilkę, co skrzętnie zostało zarejestrowane. Co więcej, wychodząc ze sklepu, postanowiłem ominąć jeden przystanek tramwajowy (zaznaczony na mapie), miałem jeszcze trochę czasu do przyjazdu i do następnego udałem się pieszo, co również dokładnie widać.

Przy odtwarzaniu całego dnia widać wszystkie przebyte odcinki. Jeśli idziemy pieszo, widać że idziemy pieszo, podróż środkiem lokomocji jest relatywnie szybciej odtwarzana. Można powiedzieć, że nic, żaden punkt pobytu, jego czas i miejsce nie zostało pominięte. Podejrzewam, że jak bym zboczył na chwilę, aby załatwić potrzebę, też bym to zobaczył później na mapie.

Co to wszystko oznacza? Ano wydaje mi się, że w tych „dobrodziejstwach”, którymi raczy nas Google, nie ma żadnych kompromisów. Albo decydujemy się na pełną lokalizację albo żadną. Osobiście wolałbym, aby była to tylko opcja przy korzystaniu z map lub właśnie podczas meldowania się w określonych miejscach, by później sobie odtwarzać wybrane wyprawy, wycieczki rowerowe czy inne podróże, które celowo na własny użytek chcemy rejestrować. W ten sposób, w jaki to obecnie działa, musimy każdorazowo włączać lub wyłączać tę opcję, a nawet okresowo sprawdzać, czy jakoś samoczynnie albo przez przypadek nie włączyła się ona na naszym koncie.

Historię swojej lokalizacji możecie sprawdzić, skasować lub wyłączyć na stronie https://maps.google.com/locationhistory/, być może też sami sobie ją nieświadomie włączyliście.