62

Sam ukręciłem na siebie bata. Wczorajsza awaria Spotify całkowicie odcięła mnie od muzyki

Wiedziałem, że prędzej czy później pożałuję tak dużej zależności od serwisu muzycznego. I to też sygnał, że potrzebuję planu B, by taka sytuacja się więcej nie powtórzyła.

Wczoraj internet obiegła informacja o tym, że na iPhonach i iPadach nie działa Spotify. W sumie nawet nie musiała, bo akurat byłem poza domem i sam doświadczyłem tego niemiłego wydarzenia na własnej skórze. Jestem jedną z tych osób, która zawsze ma przy sobie słuchawki i kiedy tylko to możliwe słucha muzyki – mam odhaczoną na ten tydzień „kupkę wstydu” albumów do przesłuchania staram się za każdym razem z niej wygrzebywać. Jest tak dużo świetnej muzyki, że aż głupio nie korzystać z taniego i prostego sposobu na zapoznanie się z nowymi wydawnictwami. A później zaznaczyć sobie te najciekawsze i nabyć je na fizycznych płytach.

Wielokrotnie pisałem na łamach Antyweb, że używam Spotify od polskiego startu tej usługi i choć kilka razy planowałem zmianę, to jednak nigdy się na nią nie zdecydowałem. Z przyzwyczajenia, z lenistwa – ale jednak mimo tych wszystkich rzeczy, które wkurzają mnie w Spotify, na razie zostaję nie widząc za bardzo lepszej alternatywy. A na pewno nie na tyle lepszej by zmieniać przyzwyczajenia.

Przeczytaj też: Co mnie wkurza w Spotify?

Najwyraźniej jednak potrzebuję jakiegoś planu B na wypadek awarii

Niefortunnie problemy ze Spotify – za które jak się okazało był winny Facebook uniemożliwiający logowanie – pojawiły się kiedy byłem poza domem. We własnych czterech ścianach alternatyw jest cała masa, choćby kolekcja płyt CD czy YouTube uruchomiony w zakładce na komputerze. Na smartfonie niestety całkowicie skupiłem się na Spotify, po okresie próbnym zrezygnowałem z YT Premium, nie mam już promocyjnego konta na Tidalu, a z korzystania z Bandcampa sobie odpuściłem z uwagi na ograniczenia w ilości odtworzeń płyt czy utworów. No i jestem poza tym domem, mam w uszach słuchawki, chcę posłuchać muzyki – nie mogę. Spotify nie działa. Trochę jakby skończyło się paliwo podczas jazdy autem, a do najbliższej stacji trzeba było swój Batmobil pchać.

Dodam, że problemy z dostępem do biblioteki utworów Spotify czy nawet problemy z dostępem do sieci da się łatwo rozwiązać – choćby tworząc listy odtwarzania z własnymi plikami (u mnie to głównie rippy z CD, ewentualnie kupione na Bandcampie cyfrowe wersje płyt). Ale kiedy przestaje działać aplikacja, do nich też nie mam dostępu.

O ile jednak serwisy vod raczej nie dublują swoich bibliotek, to w przypadku serwisów streamingu audio jest zupełnie inaczej. Owszem – są pewne materiały na wyłączność, jednak gdy któregoś dnia porównywałem biblioteki Spotify i Tidala, w zasadzie wszystko co mnie interesowało, było w obu serwisach. Najkorzystniejszy „plan B” to…YouTube Premium. Choćby dlatego, że pozwala słuchać muzyki, której często w Spotify czy Tidalu nie ma – w tym również utworów choćby youtuberów, którzy nie zdecydowali się na obecność w serwisach streamingowych. I nie ma tu znaczenia czy chodzi o możliwość odtwarzania filmu na YouTube w tle, czy YouTube Music. Ale niesmak jaki wywołują we mnie reklamy oraz ciągłe namawianie do wykupienia subskrypcji YT jest tak ogromny, że chyba nie jestem w stanie zażegnać go słodkim smakiem plusów, jakie ona daje.

Jestem bardzo ciekawy jak Wy rozplanowaliście sobie dostęp do muzyki na mobile. Korzystacie tylko z jednego serwisu? A może macie też jakiś zapas lub w ogóle słuchacie tylko własnych plików w zewnętrznym lub wewnętrznym playerze smartfona?