26

Wczoraj zaktualizowano trzy usługi e-mail. Ale świat mówił tylko o jednej z nich

Premiera Google Inbox była wczoraj chyba największym wydarzeniem dnia. Nowa usługa Google’a prezentuje się niesamowicie, ale, co najważniejsze, jest prawdziwym powiewem świeżości w dość skostniałym świecie poczty elektronicznej. Google zrobił coś, z czym nie radzi sobie konkurencja stawiająca na tym polu kroki w sposób bardzo ostrożny i przemyślany. Premiera Inboksa przyćmiła całkowicie dwie inne informacje […]

Premiera Google Inbox była wczoraj chyba największym wydarzeniem dnia. Nowa usługa Google’a prezentuje się niesamowicie, ale, co najważniejsze, jest prawdziwym powiewem świeżości w dość skostniałym świecie poczty elektronicznej. Google zrobił coś, z czym nie radzi sobie konkurencja stawiająca na tym polu kroki w sposób bardzo ostrożny i przemyślany.

Premiera Inboksa przyćmiła całkowicie dwie inne informacje dotyczące poczty e-mail. Swoje usługi zaktualizowały bowiem zarówno Yahoo jak i Microsoft. Ich skala jednak doskonale oddaje podejście tych obu firm do poczty elektronicznej, które jest bardzo ostrożne. Żadna bowiem, jak dotąd, nie ośmieliła się zaryzykować, wprowadzając coś naprawdę rewolucyjnego.

Bo e-mail działa dobrze… Od początku swojego istnienia filozofia tej usługi nie zmieniła się znacząco. Ciągle mamy skrzynkę odbiorczą, do której trafiają wiadomości, folder spamu, filtry (reguły) i katalogi (etykiety). Tego schematu trzymali się wszyscy z drobnymi zmianami. Czasem pojawiały się pola szybkiej odpowiedzi i inne usprawnienia w interfejsie, ale idea pozostawała ciągle ta sama. A Google ciągle szukał.

inbox2

Zaczęło się od nadawania wiadomościom priorytetu, za co odpowiadać miały uczące się naszych nawyków algorytmy. Następstwem tego miały być inteligentne foldery, do których trafiały wiadomości danego typu. Z czasem zdecydowano się n pójście o krok dalej i w skrzynce odbiorczej pojawiły się zakładki, co przyjęto początkowo z dystansem. Szybko jednak okazało się, że to ma jakiś sens, bo przez to łatwiej oddzielić wiadomości istotne od mniej istotnych.

Inbox to kolejny krok w tym kierunku. Google nie odważył się jednak wywrócić do góry nogami Gmaila, bo to by mogło wiązać się ze zbyt dużymi stratami. Zamiast tego wprowadził równoległą usługę, która jest w pełni z Gmailem kompatybilna i połączona. Wszystko dopięto na ostatni guzik – nawet system zaproszeń, który jest pewną ułudą czyniącą Inbox usługą tak bardzo pożądaną, bo niedostępną (pamiętacie szaleństwo z Gmailem?).

Outlook.com-new-header-infographic

Co jednak z konkurencją? Jak na razie nie wyciągnęła żadnych wniosków. Wczorajsza aktualizacja Outlooka wprowadziła kafelkowy launcher aplikacji, strzałkę cofania ostatniej czynności oraz kilka innych pomniejszych usprawnień dotyczących przełączania profilu, chatu oraz personalizacji interfejsu. Słowem – nic wielkiego. Na trochę więcej wysiliło się Yahoo, które swoją aplikację mobilną rozbudowuje o funkcje asystenta. Odpowiednie algorytmy mają analizować wiadomości i wyświetlać użytkownikowi dodatkowe informacje. Przykładowo, jeśli otrzymamy maile bilet lotniczy, aplikacja powiadomi nas o ewentualnych opóźnieniach, a także poda wskazówki dojazdu na lotnisko. Jeżeli zarezerwujemy stoli w restauracji otrzymamy opinie na jej temat z sieci oraz informacje o lokalizacji. Nie jest to w sumie nic nowego, bo w Gmailu mamy analogiczne funkcje od dawna.

Czy Inbox zrewolucjonizuje sposób, w jaki korzystamy z poczty elektronicznej? Pierwsze wrażenia są nad wyraz pozytywne. Widać, że jest to produkt przemyślany i miesiącami dopracowywany. Widać też, że Google dysponuje ogromnym know-how w tym segmencie i robi z tego odpowiedni użytek. Nie twierdzę, że inne firmy są gorsze, ale chyba wpadły w pułapkę mailowej monotonii, działając w myśl zasady „lepsze jest wrogiem dobrego”. A tymczasem Google udowadnia własnie, że to nieprawda.