3

Grałem w Watch Dogs Legion. GTA V może spać spokojnie

Watch Dogs Legion
Watch Dogs powoli wyrasta nam na serię pokroju Assassin's Creed czy Far Cry - czyli taką, którą Ubisoft będzie się starał mocno eksplorować i karmić nas kolejnymi odsłonami. Czy to dobrze? Z jednej strony tak, z drugiej wydaje się, że to właśnie WD wprowadza najwięcej zmian, tylko nie jestem do końca przekonany czy aby na dobre.

Lubię serię Watch Dogs od Ubisfotu, ale mam z nią pewien problem. Swoje PlayStation 4 kupiłem w zestawie właśnie z Watch Dogs i niejako z przymusu skończyłem tę produkcję – a to dlatego, że na debiutującej wtedy generacji nie bardzo było w co grać. Najbardziej podobał mi się nieco tajemniczy klimat, ale czułem, że firma obiecała zdecydowanie więcej niż dostaliśmy. Dwójka bardzo podobała mi się na przedpremierowym pokazie, ale podczas właściwej gry już tak bardzo nie kupił mnie humorystyczny „cool” klimat i w pewnym momencie zaczął mi „uwierać” – ale Watch Dogs 2 było zdecydowanie lepsze od jedynki, wciąż jednak dużo gorszą i nudniejszą niż Grand Theft Auto V. Po Watch Dogs Legion nie spodziewałem się niczego rewelacyjnego, trudno więc mówić o jakimś zawodzie czy pozytywnym zaskoczeniu. Brałem udział w kilkugodzinnej sesji z grą i mniej więcej wiem już czego spodziewać się po pełnej produkcji.

Watch Dogs Legion zabrał mnie do Londynu, jednak nie takiego jaki znam z realnych odwiedzin. Ekstremistyczna grupa zniszczyła bombami najważniejsze budynki w mieście i niejako przejęła władzę, tworząc paramilitarną organizację Albion. A, że Londyn właśnie jest bardzo mocno najeżony kamerami, wykorzystuje technologię do inwigilacji mieszkańców. Tu kilka słów do powiedzenia ma znana już organizacja DeadSec, która nie zamierza przejść obok tej zmiany obojętnie. Rekrutuje nowych członków i walczy o lepsze jutro.

Opowieść raczej standardowa, ale podoba mi się wirtualny Londyn. Z jednej strony wydaje się znajomy, z drugiej nieco futurystyczny – momentami aż za bardzo, bo trochę trudno mi uwierzyć, że niedługo na każdym kroku będą latały drony, a całe miasto obrośnie w elektronikę. Bo watchdogsowy Londyn to taki trochę pre-cyberpunk, momentami ciekawy, momentami tandetny, ale wciągający. Ciekawe połączenie, które minimalnie ociera się o kicz, ale jako całość na pewno się broni.

Bez jednego bohatera

Ciekawie Ubisoft podszedł do tematu postaci którymi grami. Piszę w liczbie mnogiej, bo tym razem jesteśmy DeadSec, a nie kimś konkretnym. Oznacza to, że będziemy rekrutować kolejnych członków organizacji, wykorzystywać ich umiejętności, radzić sobie ze słabościami – to na pewno urozmaica zabawę, ale momentami niepotrzebnie wprowadza chaos. Kiedy bowiem przyzwyczaiłem się już do jakiejś postaci, konieczna była zmiana – a i same misje werbunkowe są słabo napisane i nudne. Może to tylko ja, ale zawsze wolę od początku do końca grać jednym (albo jak w GTA V – trzema) bohaterami, buduję wtedy z nimi więź, ciekawią mnie ich charaktery – tu czegoś takiego w ogóle nie ma. Kolejne postacie to po prostu kolejne pionki w grze.

Podoba mi się, że w rękach gracza pozostaje sposób wykonania konkretnej misji i ma spore pole do manewru. Może akurat nie ja jestem targetem dla tak dużych możliwości, ale na pewno wielu graczy uzna to za jeden z największych atutów Legion. Ale na przykład podobało mi się kiedy szukałem wejścia na plac budowy i nie miałem pomysłu jak przechytrzyć strażników – a potem przejąłem drona transportowego, wszedłem na kontener i razem wlecieliśmy za ogrodzenie. Pewnie tak samo zrobiło kilkunastu innych dziennikarzy testujących grę, ale jednak czułem się z tym pomysłem dobrze. Jak taki, wiecie, kombinator. Nie powiedziałbym jednak aby w każdym momencie gry doceniał takie możliwości. Dla kontrastu miałem natomiast problemy z fragmentem zręcznościowym gdzie wszedłem w metalową skórę robota-pająka. Nie wiem czy wynikało to z opóźnienia (ogrywaliśmy Legion w chmurze), ale oprócz braku swobody i konieczności pójścia po sznurku czułem, że elementy zręcznościowe nie zostały odpowiednio dopracowane.

Generalnie jednak hackować możemy prawie wszystko, co z jednej strony daje duże pole manewru, z drugiej moim zdaniem wprowadza pewien chaos i czasem łatwo się w tym wszystkim pogubić – na przykład przeskakując bezmyślnie między kamerami, choć akurat może się okazać, że w tej jednej konkretnej misji nie ma to większego znaczenia i raczej nie pomoże.

Watch Dogs Legion w bardzo wielu aspektach jest po prostu „kolejną grą Ubisoftu”. Ma podobny sposób poruszania się po mapie, wykonywania zadań, momentami tak samo sztuczne i drewniane dialogi czy scenki przerywnikowe. Tak samo potrafi wyglądać bardzo dobrze, a potrafi i przeciętnie. Z jednej strony widziałem więc fajne wykorzystanie raytracingu, z drugiej nijakie tekstury, jakby zrobione na szybko na kolanie lub wzięte z innej gry. Mam też wrażenie, że Watch Dogs Legion będzie istnym poligonem dla miłośników testowania glitchy i technicznych niedociągnięć. Innymi słowy – w tym temacie, nic nowego.

Nie zmienia to jednak faktu, że grało mi się w Watch Dogs Legion przyjemnie. Fajnie zwiedzało się wirtualny Londyn, zaczepiało ludzi, przejmowało przypadkowe urządzenia czy latało dronem. Ale ja lubię miejskie „piaskownice”, a trzeba tak właśnie tę produkcję traktoać.

Czy warto czekać na Watch Dogs Legion?

Watch Dogs: Legion to oczywiście zupełnie inna gra niż GTA V, więc bezpośrednie porównywanie nie ma większego sensu. Obie produkcje łączy jedynie gatunek, ale to moim zdaniem pozwala przynajmniej na skojarzenia. Watch Dogs Legion na pewno stara się iść swoją drogą i kopiować jak najmniej – oznacza to jednak, że nie każdemu przypadnie do gustu. Zapomnijcie na przykład o trybie Rambo, które może i faktycznie jest w wielu misjach opcją, ale prawie na pewno skończy się dla bohatera tragicznie – choćby przez niezbyt bojowy arsenał, który przynajmniej w grywalnym fragmencie dostałem. Ale jeśli lubicie kombinować, hackować i wykorzystywać umiejętności poszczególnych postaci oraz ich gadżetów, odnajdziecie w grze sporo frajdy. Ja jednak odniosłem wrażenie, że tego wszystkiego jest tu jednak trochę za dużo i seria idzie w kierunku, który nie do końca mi odpowiada. Jest dobrze, na premierę może być nawet bardzo dobrze, ale na pewno nie jest to gra dla wszystkich. I bardzo daleko jej do pierwszego Watch Dogs, które swoją atmosferą przypadło mi do gustu najbardziej – choć jako gra, szczególnie natomiast jako festiwal niespełnionych obietnic, była bardzo przeciętna. Legion jest po prostu lepsze, ale czy lepsze niż Watch Dogs 2? To uda mi się ocenić dopiero ogrywając całość na spokojnie w domowym zaciszu – na razie obawiam się, że jednak nie.