Gravity Rush, które pojawiło się na PlayStation Vita w lutym 2012 roku, było nie tylko jedną z pierwszych, ale i najlepszych gier na przenośną konsolę Sony. Po czterech latach zdecydowano się wypuścić jej odświeżoną wersją na PlayStation 4 i powiem Wam, że to była świetna decyzja.

Produkcja Project Siren (SCE Japan Studio) została zremasterowana przez Bluepoint Games, które ma już na swoim koncie kilka bardzo dobrych portów, nie było więc obaw, że coś mogłoby nie dograć. Mając w dłoniach fajną historię, świetną jak na swoje czasy (i platformę) oprawę, a do tego oryginalną rozgrywkę i niezłą mechanikę, wystarczyło tak naprawdę niczego nie zepsuć, podciągając przy okazji oprawę i zwiększając ilość klatek animacji. I tym głównie jest Gravity Rush Remastered – czteroletnią grą z ulepszoną oprawą i 60 klatkami. Dodano również bonusowe misje, które w przenośnej odsłonie były płatne. Ale nie przestawajcie czytać – Vita nie jest zbyt popularną konsolą, więc jestem prawie pewien, że nie graliście w ten tytuł, a zdecydowanie warto.

Gravity Rush Remastered

Kim jestem, skąd się wzięłam?

Gravity Rush to typowa japońszczyzna i widać to przede wszystkim w temacie opowieści. Ta ma kilka fajnych zwrotów akcji i przez około 12 godzin potrzebnych do zaliczenia głównego wątku, raczej nie traficie na nudę – może na powtarzalność, ale nie na nudę. Początek to jednak klasyk – blondwłosa bohaterka budzi się w środku miasta i niczego nie pamięta. Obok niej pojawia się czarny kot, który przekazuje jej moc grawitacyjną. Oznacza to, że Kat jest grawiterką, czyli osobą, która potrafi manipulować grawitacją. Dookoła szaleje grawitacyjna burza, miasto jest zniszczone, tego typu moce pomogą więc zaprowadzić w okolicy porządek.

Szczególnie, że w mieście pojawiły się też Nevi, dziwne stwory przypominające dziwolągi zbudowane z czarnej materii. Każdy z nich ma świecący punkt, który okazuje się ich piętą achillesową. Oznacza to, że Kat chcąc rozprawić się z niebezpieczeństwem będzie musiała w owe punktu uderzać, kombinując jednocześnie jak przemieszczać się po okolicy. Ostatecznie oddano w nasze ręce dynamiczny, zakręcony system walki. Momentami powtarzalny, bo mimo zdobywania nowych mocy, główny sposób na pokonanie Nevi wciąż pozostaje ten sam – uderzanie w świecący punkt. Na szczęście podczas tych wszystkich ewolucji kamera nie szaleje za bardzo, dzięki czemu nie miałem oczopląsu.











Fabularnie trudno się do czegoś przyczepić, jeśli oczywiście nie odrzuca Was trochę infantylna japońszczyzna. Jest główny antagonista, jest odkrywanie swojej przeszłości, tajemnicza czarnowłosa grawiterka, która może okazać się przyjacielem lub wrogiem. A wszystko to podano w formie „piaskownicy”, a nie biegnącej po sznurku opowieści.

Chociaż określenie „piaskownica” jest trochę na wyrost. Misje w miasteczku Hekseville faktycznie możemy wykonywać w dowolnej kolejności, możemy je zwiedzać, trudno jednak znaleźć tu cechy klasycznej piaskownicy, gdzie można zrobić wszystko. Nie wejdziecie do budynków, interakcje z mieszkańcami sprowadzają się do prostych rozmów, a i sama arena działań nie zachwyca rozmiarem. Warto więc skupić się przede wszystkim na misjach, choć nie ukrywam, że zwiedzanie miasta latając w okolicy jego dachów, często do góry nogami, ma swój urok. Podobnie jak system sterowania połączony ze wspomnianą mocą grawitacyjną. Naprawdę, warto Gravity Rush sprawdzić chociażby przez innowacyjne podejście do rozgrywki i sterowania.

Gravity Rush Remastered

Szaty na miarę 2016 roku

No dobrze, trochę przesadziłem. Gravity Rush Remastered raczej nie stanie do walki o tytuł najładniejszej konsolowej gry roku. Bluepoint Games podciągnęło rozdzielczość do 1080p i zaserwowało 60 klatek animacji na sekundę. Na szczęście to nie koniec zmian – dodano antyaliasing, przemodelowano oświetlenie i poprawiono tekstury. Czasami miałem wrażenie, że te ostatnie zrobiono od nowa, choć tak naprawdę to zasługa procesu tworzenia gier. W większości przypadków robi się wszystko dokładniej, w większych rozdzielczościach, a dopiero później, na etapie procesu optymalizacji, dostosowuje jakość do danej platformy. Nie zmienia to jednak faktu, że cellshading w połączeniu ze steampunkowym klimatem sprawia, że na Gravity Rush bardzo przyjemnie się patrzy, a przyspieszona animacja sprawia, że gra jest jeszcze dynamiczniejsza, co wyszło jej na plus. Nie zrezygnowano również ze ślicznych komiksowych, mangowych wręcz przerywników. Generalnie z Gravity Rush wylewa się klimat mangi i anime, z lekko zachodnim zacięciem, ale jednak fani japońskiej kreski i klimatu będą usatysfakcjonowani.

Gravity Rush Remastered

Werdykt

Bluepoint Games pokazało, że jest sens robienia remasterów gier z przenośnej PlayStation Vita. Poza oczywistym ulepszeniem oprawy graficznej, dodano kilka misji (dostępnych na Vicie za opłatą), nadano też grze więcej dynamiki dzięki 60 klatkom, a co najważniejsze dla polskiego gracza – wreszcie przetłumaczono grę na język polski (napisy, nie było tu czego dubbingowac). Czy jednak ktoś, kto skończył odsłonę na Vitę ma tu czego szukać? Niekoniecznie – chyba, że lubicie wspominki.

Jeśli jednak nie mieliście wcześniej styczności z Gravity Rush, to doskonała okazja, by ten błąd naprawić. Szczególnie, że cena jest bardzo zachęcająca – 119 złotych. Jedna z najlepszych gier na PlayStation Vita nie otrzyma tego statusu na PS4, co nie zmienia faktu, że to świetna przygoda, z niezłą oprawą, oryginalną mechaniką i wciągającą rozgrywką. Zdecydowanie warto.

Ocena: 8/10

Kup Gravity Rush Remastered w cdp.pl. Kliknij!