Świat

Walka z piractwem to pieniądze wyrzucone w błoto. Przyzwyczaimy się do niego

KK
Karol Kopańko
25

Piraci są źli. Koniec, kropka. Naginają prawo dla własnej korzyści, aby czerpać rozrywkę bez płacenia jej twórcom. Pewnie świat bez nich byłby lepszy. Ale byłby też taki bez kierowców na podwójnym gazie, czy ludzi znęcających się nad zwierzętami, a ich często wyplenić się nie da. Śmiem twierdzić, że...

Piraci są źli. Koniec, kropka. Naginają prawo dla własnej korzyści, aby czerpać rozrywkę bez płacenia jej twórcom. Pewnie świat bez nich byłby lepszy. Ale byłby też taki bez kierowców na podwójnym gazie, czy ludzi znęcających się nad zwierzętami, a ich często wyplenić się nie da. Śmiem twierdzić, że piraci stanowią zło mniejsze niż to wyżej wymienione, a badania pokazują, że walcząc z nimi moglibyśmy równie dobrze atakować wiatraki.

The Pirate Bay to najbardziej znany serwis z torrentami, ale co go tak spopularyzowało? Czy wydawał pieniądze na marketing, reklamę i pozycjonowanie się w Google? To pytanie retoryczne, gdyż zabrania mu tego prawo wielu krajów, a jednak jestem przekonany, że wielu internautów kojarzy jego dzieje.

Wg mnie to właśnie szeroko zakrojone akcje mające na celu położenie kresu działalności Zatoce Piratów wpłynęły na to, że stanowi ona dziś integralny zaułek Internetu. Załóżmy, że przeciętny nastolatek, który z zarabianiem kasy ma tyle wspólnego, ile ja z baletnicami Teatru „Balszoj”, wchodzi na pierwszy, lepszy portal newsowy. Co go tam czeka?

„Holandia blokuje dostęp do The Pirate Bay”, „Francja odłącza od Internetu użytkowników The Pirate Bay”. Rzeczony nastolatek, po takiej „akcji marketingowej” w mediach, jest już w pełni świadom istnienia darmowych torrentów, z który bez ograniczeń można pobierać coś, za co frajerzy płacą.

Bardzo ciekawy raport na temat piractwa wydał ostatnio Uniwersytet Amsterdamski. Przypomnijmy, że w Holandii The Pirate Bay, jest oficjalnie od stycznia zablokowany u dwóch największych dostawców – Ziggo i XS4ALL. Wynika z niego, że najbardziej doniosłym aspektem walki z piractwem jest jego wzmożenie. Okazało się bowiem, że od początku roku ruch w sieci powodowany przez klienty BitTorrenta wzrósł z 22,5 do 25,2 %. Śmiać się czy płakać?

Po raz kolejny okazało się, że ludzie chcący ściągnąć coś z sieci zrobią to bez względu na nakładane odgórnie ograniczenia. W ogóle, to szczerze nie rozumiem idei blokowania jednego tylko serwisu. To zupełnie tak jakby decydenci postrzegali za całe zło tylko The Pirate Bay, a byli zupełnie ślepi na działania podobnych mu serwisów.

Tym razem stratni tak naprawdę byli sami operatorzy, gdyż klienci odwracali się raczej do ich ofert placami, wykupując VNP w sąsiednim kraju, ale prawdziwa krzywda dzieje się w przypadku zabezpieczeń DRM, uderzających tylko w legalnych nabywców.

Sądzę więc, że piratów należałoby zostawić sobie samym i pozwolić działać niewidzialnej ręce rynku. Gdyż regulacje na wysokim szczeblu, tak naprawdę nie mają sensu, jak pokazał to przykład francuskiego HADOPI, polegającego na odcinaniu piratom dostępu do sieci. Paryska administracja wycofała się z niego ze wstydem po 4 latach i dziś projekt ten budzi raczej uśmiech politowania.

W tym wypadku, jest jak z segregowaniem śmieci – chcesz żeby coś się zmieniło, to zacznij od siebie. A potem też pilnuj własnego nosa, bo może Ci się przytrafić coś takiego:

Dobrze, że korporacje w końcu zaczynają to rozumieć.

Foto 1, 2

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

the pirate baypiractwofrancja