22

W końcu uwierzyłem w autonomiczny samochód

Od kiedy w branży mówi się na poważnie o samochodach autonomicznych? To już kilka lat – zaczęło się chyba od Google, potem temat podejmowały kolejne firmy. Ale czy rzeczywiście dyskutowano „na poważnie”? Czy ludzie zdają sobie sprawę z tego, jakie zmiany mogą zajść w motoryzacji, a szerzej w naszym codziennym życiu w ciągu kilku lat? […]

Od kiedy w branży mówi się na poważnie o samochodach autonomicznych? To już kilka lat – zaczęło się chyba od Google, potem temat podejmowały kolejne firmy. Ale czy rzeczywiście dyskutowano „na poważnie”? Czy ludzie zdają sobie sprawę z tego, jakie zmiany mogą zajść w motoryzacji, a szerzej w naszym codziennym życiu w ciągu kilku lat? Podejrzewam, że nie – nadal patrzymy na to ze sporą dozą sceptycyzmu. Tymczasem temat przestaje funkcjonować na zasadach „gdzieś, kiedyś”.

Czy idea autonomicznego samochodu jest dla mnie nowa? Nie – piszę o tym od dawna. W tym czasie naoglądałem się filmów, naczytałem artykułów na ten temat. Nawet miałem okazję przyglądać się autonomicznym pojazdom. Co więcej, założyłem się, że maszyny tego typu trafią na szosy jeszcze w tej dekadzie. Tym samym, nie powinny mnie dziwić kolejne doniesienia dotyczące tego zagadnienia, mogę na nie reagować ze stoickim spokojem albo nawet znudzeniem. Ale nie – reaguję z coraz większym zdziwieniem. Może to śmiesznie zabrzmi, lecz od niedawna zaczyna do mnie docierać, co dzieje się w tym biznesie.

Dla jasności: rozumiałem wcześniej medialny przekaz dotyczący samochodów autonomicznych. Po prostu przyszedł moment, w którym człowiek siada przed komputerem, patrzy na kolejne doniesienia i myśli sobie „cholera, to dzieje się naprawdę”. Możliwe, że za dziesięć lat wybiorę się w podróż swoim samochodem i będę spał przez całą drogę. Albo czytał książkę/oglądał film/pracował. To staje się realne, nie funkcjonuje już tylko w kontekście laboratorium Google.

Do zmiany podejścia przyczyniły się w moim przypadku ostatnie informacje z branży. Nie czytam w nich, że ktoś pracuje nad projektem autonomicznego samochodu – trafiam na konkrety. Volvo podejmuje temat odpowiedzialności za wypadki, w których uczestniczyłby taki pojazd. Toyota obiecuje, że w roku 2020, w czasie Igrzysk Olimpijskich w Tokio, na autostradach pojawią się autonomiczne pojazdy tej marki. Podobny termin wyznacza sobie chwilę później Honda. A przecież na tych producentach spawa się nie koczy.

Grzegorz i Tomek parę dni temu podjęli temat aktualizacji oprogramowania dokonanej przez Teslę, amerykańska firma pokazuje czarno na białym, że autopilot nie jest pieśnią odległej przyszłości. W tym samym czasie szef Ubera stwierdza, iż jego korporacji potrzebne są autonomiczne samochody. Kiedyś pisałem, że to właśnie Uberowi może najbardziej zależeć na tym wynalazku i to on będzie forsował zmiany, pakował kasę w rozwój, może nawet lobbował za dostosowaniem przepisów do nowych realiów. Bo to mu się opłaci.

Na tym lista się nie kończy – czytam o Robot Taxi, także z japońskiego rynku i dowiaduję się, że realne osiągnięcia w pracach nad autonomicznym samochodem to w ich przypadku nie jest kwestia lat, ale kwartałów. Patrząc na to wszystko, można dojść do wniosku, że do biznesu nie musi wkraczać Apple, by go zmienić (o ile w ogóle do tego dojdzie) – w tej dekadzie przynajmniej kilka firm, wśród nich producentów samochodów, może dokonać przełomu w motoryzacji, rozpocząć rewolucję.

Piszę o tym, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że masa ludzi nadal podchodzi do tematu bardzo sceptycznie. Owszem, czytali jakieś artykuły, widzieli materiał w wiadomościach albo film na YT. Ale nadal myślą, że te zmiany nastąpią za pół wieku, będą się nimi cieszyć ich dzieci i wnuki. Prawdopodobnie jest to błędne założenie – już dzisiaj zaczynamy wkraczać w nowy rozdział i to my będziemy testerami nowej rzeczywistości. Autonomicznej rzeczywistości. Czas przyjąć to do wiadomości.