1

W Europie popyt mizerny, więc… sprzedadzą milion sztuk w Chinach

Pisałem kilka godzin temu o potędze azjatyckiego rynku, wspominałem, że firmy walczą dzisiaj o to, by zaistnieć w Chinach czy w Indiach, bo to może im przynieść wielkie zyski. Przywołałem poczynania Facebooka w Indiach, ale nie ulega wątpliwości, że to inwestycja długoterminowa. Czas na biznes, który w założeniu powinien szybciej przynieść kokosy – na chiński […]

Pisałem kilka godzin temu o potędze azjatyckiego rynku, wspominałem, że firmy walczą dzisiaj o to, by zaistnieć w Chinach czy w Indiach, bo to może im przynieść wielkie zyski. Przywołałem poczynania Facebooka w Indiach, ale nie ulega wątpliwości, że to inwestycja długoterminowa. Czas na biznes, który w założeniu powinien szybciej przynieść kokosy – na chiński rynek ma trafić YotaPhone 2. Rosjanie już zacierają ręce.

Smartfonu YotaPhone 2 chyba nie muszę Wam przedstawiać – pisaliśmy o nim i o jego poprzedniku niejednokrotnie. Produkt wyróżnia się na tle konkurencji obecnością dwóch ekranów, z których jeden to e-ink. Ciekawa konstrukcja, dwójka to zdecydowany krok naprzód w tym projekcie. Problem jest taki, że sprzęt nie należy do tanich, a to negatywnie wpływa na wyniki sprzedaży. Chociaż produkt dostępny jest na kilkudziesięciu rynkach, to wyniki sprzedaży nie są piorunujące: w jednym kraju sprzeda się pewnie kilkanaście tysięcy sztuk, w drugim kilkaset (nie, nie tysięcy – po prostu kilkaset).

Wysoka cena, słabo rozpoznawalna marka, fakt, iż sprzęt pochodzi z Rosji, która nie kojarzy się z dobrej jakości elektroniką, sprawiają, że produkt ma małe szanse, by stać się hitem sprzedaży. Firma zdaje sobie z tego sprawę i przekonuje, że budowanie pozycji na rynku trochę potrwa, inwestycje nie zwrócą się szybko. Podnoszenie prestiżu marki w Europie Zachodniej czy w Ameryce Północnej łatwe nie będzie, a pieniądze na rozwój skądś jednak brać trzeba. I tu pojawia się rynek, o którym wspomniałem we wstępie: Chiny. Eldorado dla producentów elektroniki.

YotaPhone 2 3

Producent YotaPhone, firma Yota Devices, podpisał umowę z chińskim partnerem. To należąca do państwa firma Potevio. Nam, przynajmniej mnie, niewiele mówi ta nazwa, ale okazuje się, że to jeden z największych dystrybutorów elektroniki mobilnej w Państwie Środka – w ubiegłym roku sprzedali 36 mln komórek. Gracz ten ma się zająć nie tylko sprzedażą, ale też promocją rosyjskiego smartfonu. Teraz najciekawsze: Rosjanie z Yota Devices zakładają, że w ciągu 4-6 kwartałów uda się w Chinach sprzedać milion sztuk YotaPhone 2. To oznacza dla firmy wejście na zupełnie inną skalę, Europa czy USA stają się w tym momencie „dodatkiem”.

Nie jest oczywiście pewne, że ten milion uda się sprzedać – zakładam, że to spore wyzwanie, możliwe, że liczba została trochę podkręcona, by inwestorzy się ucieszyli. Możliwe, że wszystko skończy się wielką klapą i Chińczycy nie będą zainteresowani tym wynalazkiem. Jednocześnie nie można jednak wykluczać, iż uda się zrealizować plan. Rzesze Chińczyków stać na drogi telefon, a dowiodła tego świetna sprzedaż iPhone’a w ostatnim kwartale. Jeżeli partner Yota Devices okaże się skuteczny, to Rosjanie będą mieli powody do zadowoleni. I znowu potwierdzi się, że wielki biznes robi się dzisiaj w Chinach.