41

To już koniec – Chińczycy mają Androida w garści. Dosłownie

Pamiętacie sprawę delikatesów a.pl, które stały się (podobno) obiektem zainteresowania Apple? Wiele osób kpiło wówczas z tego, co/kto jeszcze może się znaleźć na celowniku korporacji z Cupertino – w tym przypadku nie znasz dnia ani godziny. Największym marzeniem samego Apple było (i zapewne jest nadal) znalezienie mocnych argumentów w wojnie patentowej przeciwko Google. Być może […]

Pamiętacie sprawę delikatesów a.pl, które stały się (podobno) obiektem zainteresowania Apple? Wiele osób kpiło wówczas z tego, co/kto jeszcze może się znaleźć na celowniku korporacji z Cupertino – w tym przypadku nie znasz dnia ani godziny. Największym marzeniem samego Apple było (i zapewne jest nadal) znalezienie mocnych argumentów w wojnie patentowej przeciwko Google. Być może teraz nadarza się ku temu okazja. Losy całego przedsięwzięcia znajdują się jednak w chińskich rękach…

Steve Jobs obiecywał Google „wojnę termojądrową” i zapewniał, że wyda każdego centa Apple, by zniszczyć Androida. Apple zadało niedawno poważny cios wielkiemu sojusznikowi Google – Samsungowi, ale sama korporacja z Mountain View (a także jej produkty) wydaje się nie do ruszenia. Prędzej czy później na każdego przyjdzie jednak pora – niewykluczone, że dni zielonego robota są już policzone.

Do Sieci trafiły zdjęcia wykonane przez pewnego chińskiego użytkownika, który odwiedził Muzeum Historyczne w prowincji Shanxi. Co takiego tam znalazł? Figurkę z brązu, liczącą sobie kilka tysięcy lat. Niby nic dziwnego – stara cywilizacja, więc jest czym wypełniać muzea. Zmienicie zdanie, gdy zobaczycie, co prezentuje ów posążek…

Teraz już rozumiecie? Android jak żywy. A skoro znajduje się obecnie w chińskich rękach i prawdopodobnie jest dziełem trochę starszych chińskich rąk (swoją drogą, ciekawe, czy przewidywali, że za kilka tysięcy lat wszystko będzie dziełem rąk ich potomków?), to Państwo Środka ma prawo przynajmniej do znaku towarowego. Ale przy dobrych wiatrach, czyli po wynajęciu kancelarii prawnej z Nowego Jorku (co tam z Nowego Jorku – z Warszawy!), można osiągnąć wszystko.

Wcześniej to firmy amerykańskie i europejskie zarzucały Chińczykom kopiowanie wszystkiego i brak szacunku do wszelkiego typu praw autorskich. Być może teraz przyszedł czas rewanżu. Jeżeli Apple poczuje krew swojego największego rywala, to pewnie zaoferuje swą pomoc i będzie chciało doprowadzić sprawę do końca. A to oznacza radykalne rozwiązania. Chińczycy prawdopodobnie poszliby na kompromis i zgodzili się na licencjonowanie produktu – gigant z Cupertino nie będzie tak łaskawy i zagra va banque. Co mieliby z tego Chińczycy?

Apple mogłoby im zaproponować podział wpływów – smartfony premium to nasza półka, a wy bierzcie całą resztę. Po tym jak korporacje Acer i Alibaba zostały potraktowane przez Google dość ostro i dostało się platformie Aliyun, można się spodziewać, że decydenci z Państwa Środka chętnie odpłaciliby internetowemu gigantowi. Tak widzę całą sprawę – podejrzewam, że panowie Page i Brin zwołali już naradę wielkiej trójki i debatują nad podjęciem odpowiednich działań zapobiegawczych (no chyba, że rozmawiają we dwójkę – przezorny Eric Schmidt może być zajęty szukaniem nowego pracodawcy – Marissa Mayer pewnie skorzystała z usług wróżbity i przechytrzyła swoich szefów).

W naszym kraju toczy się obecnie dyskusja na temat poszukiwań gazu łupkowego i ewentualnego wydobycia tego surowca. Uważam, że powinniśmy przerwać wszystkie prowadzone już prace i porzucić również projekty zaplanowane na przyszłość (a właściwie nie ma się co patyczkować – najlepiej wstrzymać wszystkie inwestycje) i rozpocząć zakrojone na szeroką skalę badania archeologiczne. Po jakimś czasie powinno to przynieść korzyści – a nuż pod naszymi stopami skrywa się druga (lepsza) figurka Androida? Niewykluczone, że znajdziemy także inne przedmioty, które uzbroją nas po uszy i zapewnią sukces w wojnie patentowej. Z pewnością największym znaleziskiem byłoby zatopione w żywicy nadgryzione jabłko…

Źródła zdjęć: phandroid.com micgadget.com, pocketnow.com