Technologie

W Chinach drukują domy. Mają rozmach...

MS
Maciej Sikorski
12

Widziałem już drukowane zabawki, instrumenty muzyczne, ubrania czy narzędzia, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to czubek góry lodowej. W takim przekonaniu utwierdza mnie np. informacja o drukowanych domach. Pomysł nie jest świeży, jeśli dobrze sobie przypominam, to takie eksperymenty przeprowadzano...

Widziałem już drukowane zabawki, instrumenty muzyczne, ubrania czy narzędzia, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to czubek góry lodowej. W takim przekonaniu utwierdza mnie np. informacja o drukowanych domach. Pomysł nie jest świeży, jeśli dobrze sobie przypominam, to takie eksperymenty przeprowadzano już np. w Holandii. Teraz do pracy zabrali się Chińczycy i trzeba im przyznać, że dokonania intrygują.

Media obiegła niedawno informacja o chińskiej firmie WinSun, która wydrukowała budynek o pięciu kondygnacjach oraz willę o powierzchni ponad 1 tys. metrów kwadratowych. Głośno było o nich już w zeszłym roku, gdy w ekspresowym tempie drukowali mniejsze domy. Najwyraźniej coraz wyżej zawieszają sobie poprzeczkę i chcą przez to pokazać, że mamy do czynienia z czymś naprawdę ważnym, z technologią, która może zmienić oblicze branży budowlanej.

Warto przywołać kilka ważnych informacji dotyczących wspomnianego przedsięwzięcia. Najważniejsza jest taka, że budynki nie są drukowane w całości. To nie tak, że przyjeżdża drukarka wysoka na 6 pięter i buduje dom o wysokości 5 pięter. Sprzęt i tak wypada uznać za duży (ponad 6 metrów wysokości, 10 szerokości, 40 długości), ale to nie instalacja, którą rozkłada się na miejscu i rozbudowuje do monstrualnych rozmiarów, jeśli chce się wydrukować wieżowiec. Drukarka jest stacjonarna i tworzy elementy budynku, te są potem przewożone na miejsce i składane.

Proces tworzenia elementów można nazwać drukowaniem, choć część osób stwierdzi pewnie, że to słowo jest nadużywane w tym przypadku. Maszyna nakłada na siebie kolejne warstwy materiału przygotowanego z myślą o drukowaniu przestrzennym. Składa się na niego m.in. szybkoschnący cement, ale to nie on jest najciekawszym składnikiem: twórcy rozwiązania przekonują, że korzystają z różnego typu odpadów przemysłowych, wśród których znajdziemy gruz, metal czy szkło. Nie używają nowych materiałów, lecz śmieci. Oczywiście odpowiednio przetworzonych.

Widziałem już drukowane zabawki, instrumenty muzyczne, ubrania czy narzędzia, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to czubek góry lodowej. W takim przekonaniu utwierdza mnie np. informacja o drukowanych domach. Pomysł nie jest świeży, jeśli dobrze sobie przypominam, to takie eksperymenty przeprowadzano już np. w Holandii. Teraz do pracy zabrali się Chińczycy i trzeba im przyznać, że dokonania intrygują.

Media obiegła niedawno informacja o chińskiej firmie WinSun, która wydrukowała budynek o pięciu kondygnacjach oraz willę o powierzchni ponad 1 tys. metrów kwadratowych. Głośno było o nich już w zeszłym roku, gdy w ekspresowym tempie drukowali mniejsze domy. Najwyraźniej coraz wyżej zawieszają sobie poprzeczkę i chcą przez to pokazać, że mamy do czynienia z czymś naprawdę ważnym, z technologią, która może zmienić oblicze branży budowlanej.

Warto przywołać kilka ważnych informacji dotyczących wspomnianego przedsięwzięcia. Najważniejsza jest taka, że budynki nie są drukowane w całości. To nie tak, że przyjeżdża drukarka wysoka na 6 pięter i buduje dom o wysokości 5 pięter. Sprzęt i tak wypada uznać za duży (ponad 6 metrów wysokości, 10 szerokości, 40 długości), ale to nie instalacja, którą rozkłada się na miejscu i rozbudowuje do monstrualnych rozmiarów, jeśli chce się wydrukować wieżowiec. Drukarka jest stacjonarna i tworzy elementy budynku, te są potem przewożone na miejsce i składane.

Proces tworzenia elementów można nazwać drukowaniem, choć część osób stwierdzi pewnie, że to słowo jest nadużywane w tym przypadku. Maszyna nakłada na siebie kolejne warstwy materiału przygotowanego z myślą o drukowaniu przestrzennym. Składa się na niego m.in. szybkoschnący cement, ale to nie on jest najciekawszym składnikiem: twórcy rozwiązania przekonują, że korzystają z różnego typu odpadów przemysłowych, wśród których znajdziemy gruz, metal czy szkło. Nie używają nowych materiałów, lecz śmieci. Oczywiście odpowiednio przetworzonych.

To bardzo ciekawy wątek i to z kilku przyczyn. Po pierwsze, wedle twórców, takie rozwiązanie pozwoli rozwinąć branżę recyklingu, zmniejszy negatywny wpływ człowieka na środowisko naturalne. Po drugie, rzecz dzieje się w Chinach, kraju, który z ochroną środowiska ma niewiele wspólnego. Najwyraźniej Chińczycy zaczynają rozumieć, że przesadzili i trzeba szukać "zielonych" rozwiązań. Do tego może ich jednak skłaniać punkt trzeci: koszty. Przy wykorzystaniu preparatu z odpadów są one niższe, niż w przypadku nowych materiałów.

Istotne jest także to, że nowy biznes wcale nie musi oznaczać szybkiej redukcji miejsc pracy. Zwraca się uwagę na to, że budowanie z wydrukowanych komponentów może być tańsze przede wszystkim z uwagi na ograniczenie siły roboczej potrzebnej na placu budowy. Poważne ograniczenie. I tu pojawia się problem: co stanie się z budowlańcami? Wato jednak pamiętać, że powstanie nowa branża: ktoś musi budować drukarki, obsługiwać je i serwisować. Co więcej, potrzebna będzie np. sieć zakładów przerabiających wspomniane śmieci na preparat do drukowania. Siła robocza po prostu przepłynie z jednego sektora do drugiego.

Czy takie budynki są bezpieczne i wytrzymałe? Okaże się po kilku latach, ale firma zapewnia, że tak. Elementy są tak drukowane, by można je jednocześnie połączyć i wzmocnić, pojawia się miejsce na izolację, spełniane są ponoć standardy, których wymaga się od tradycyjnego budownictwa. Przy tym wszystko dzieje się szybciej, czas pracy skracany jest minimalnie o połowę. Trudno stwierdzić, ile w tych danych marketingu, a ile faktów, lecz przyjmuję, że rzeczywiście może być dużo szybciej i znacznie taniej. Czy lepiej? Z każdym rokiem powinno się to zmieniać na korzyść nowych rozwiązań.

Biznes ciekawy, nawet bardzo. Zwłaszcza, gdy wyobrazimy sobie budowanie na dużą skalę i nie chodzi tu tylko o osiedla. Składane z drukowanych komponentów fabryki, mosty czy szpitale mogą sporo zmienić w dzisiejszym świecie. Spadną koszty, możliwa będzie szybsza odbudowa po kataklizmach, pojawi się szansa na szybszy rozwój dla uboższych państw. To nie nastąpi jutro, na razie drukarki tego typu działają na potrzeby parków technologicznych i pokazów, ale jednocześnie warto podkreślić, że nie mówimy o rozwiązaniach, od których dzielą nas dekady: to już działa.

To bardzo ciekawy wątek i to z kilku przyczyn. Po pierwsze, wedle twórców, takie rozwiązanie pozwoli rozwinąć branżę recyklingu, zmniejszy negatywny wpływ człowieka na środowisko naturalne. Po drugie, rzecz dzieje się w Chinach, kraju, który z ochroną środowiska ma niewiele wspólnego. Najwyraźniej Chińczycy zaczynają rozumieć, że przesadzili i trzeba szukać "zielonych" rozwiązań. Do tego może ich jednak skłaniać punkt trzeci: koszty. Przy wykorzystaniu preparatu z odpadów są one niższe, niż w przypadku nowych materiałów.

Istotne jest także to, że nowy biznes wcale nie musi oznaczać szybkiej redukcji miejsc pracy. Zwraca się uwagę na to, że budowanie z wydrukowanych komponentów może być tańsze przede wszystkim z uwagi na ograniczenie siły roboczej potrzebnej na placu budowy. Poważne ograniczenie. I tu pojawia się problem: co stanie się z budowlańcami? Wato jednak pamiętać, że powstanie nowa branża: ktoś musi budować drukarki, obsługiwać je i serwisować. Co więcej, potrzebna będzie np. sieć zakładów przerabiających wspomniane śmieci na preparat do drukowania. Siła robocza po prostu przepłynie z jednego sektora do drugiego.

Czy takie budynki są bezpieczne i wytrzymałe? Okaże się po kilku latach, ale firma zapewnia, że tak. Elementy są tak drukowane, by można je jednocześnie połączyć i wzmocnić, pojawia się miejsce na izolację, spełniane są ponoć standardy, których wymaga się od tradycyjnego budownictwa. Przy tym wszystko dzieje się szybciej, czas pracy skracany jest minimalnie o połowę. Trudno stwierdzić, ile w tych danych marketingu, a ile faktów, lecz przyjmuję, że rzeczywiście może być dużo szybciej i znacznie taniej. Czy lepiej? Z każdym rokiem powinno się to zmieniać na korzyść nowych rozwiązań.

Biznes ciekawy, nawet bardzo. Zwłaszcza, gdy wyobrazimy sobie budowanie na dużą skalę i nie chodzi tu tylko o osiedla. Składane z drukowanych komponentów fabryki, mosty czy szpitale mogą sporo zmienić w dzisiejszym świecie. Spadną koszty, możliwa będzie szybsza odbudowa po kataklizmach, pojawi się szansa na szybszy rozwój dla uboższych państw. To nie nastąpi jutro, na razie drukarki tego typu działają na potrzeby parków technologicznych i pokazów, ale jednocześnie warto podkreślić, że nie mówimy o rozwiązaniach, od których dzielą nas dekady: to już działa.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

druk 3Dbudownictwo