1

W 2012 crowdfunding rozkwitał. Teraz przyjdzie pora na weryfikację

Mijający rok był bardzo udany dla serwisów crowdfundingowych. Powstało wiele nowych plattform, a te, które działały już wcześniej rozrosły się w sposób niewyobrażalny. Przybyło też samych projektów oraz chętnych do ich finansowania. Ogromnym zainteresowaniem cieszyły się projekty związane z grami wideo. Wszystko to złożyło się na niebotyczne sumy, które internauci zawierzyli twórcom, z nadzieją na […]

Mijający rok był bardzo udany dla serwisów crowdfundingowych. Powstało wiele nowych plattform, a te, które działały już wcześniej rozrosły się w sposób niewyobrażalny. Przybyło też samych projektów oraz chętnych do ich finansowania. Ogromnym zainteresowaniem cieszyły się projekty związane z grami wideo. Wszystko to złożyło się na niebotyczne sumy, które internauci zawierzyli twórcom, z nadzieją na efektywną (oraz efektowną) realizację ich planów. Najbliższe 12 miesięcy będzie weryfikować skuteczność tego modelu.

Oczywiście najlepiej obserwować postęp jaki się dokonał w crowdfundingu przez pryzmat Kickstartera, czyli największej platformy tego typu. W 2012 roku administratorzy serwisu naliczyli 52 tys. użytkowników, którzy wyłożyli na stół łącznie 79 mln dolarów na same projekty powiązane z grami wideo. Wystarczy spojrzeć na debiutującą właśnie konsolę Ouya, której twórcy zebrali 8 mln dolarów, albo niezliczone pomysły na old-shoolowe gry. Przyznam szczerze, że jak widzę kolejną grupę złożoną z mniej lub bardziej znanych nazwisk, która obiecuje stworzenie old-schoolowego RPG-a, to trochę zaczyna mnie mdlić. Hasło to w tym roku przewijało się na Kickstarterze niezwykle często i o dziwo – zdobywało uznanie ze strony wpłacających.

W roku 2011 na Kickstarterze sfinansowano 87 projektów związanych z grami. Przez 11 miesięcy roku 2012 (w zestawieniu nie znalazł się grudzień) osiągnięto już pułap 255 finansowań. W rezultacie suma pieniędzy, którą przeznaczono na ten cel wzrosła z 3,6 mln do blisko 80 mln dolarów. Co ciekawe równie ogromna popularnością co gry wideo cieszyły się też planszówki i karcianki, których łącznie sfinansowano aż 385.

Pierwsze sukcesy sprawiły, że twórcy zaczęli patrzeć na Kickstartera nie jako na ciekawostkę, ale realną alternatywę dla tradycyjnego, opartego o wydawcę modelu produkcji. W ten sposób przywrócono już do życia kilka kultowych marek (m.in. Giana Sisters, Carmageddon), a w kolejce czekają następne.

Ale nie tylko gry były projektami, w które intensywnie inwestowano. Dużym zainteresowaniem cieszyły się też różnego rodzaju gadżety oraz oprogramowanie. Wybitnym przykładem sukcesu może być pomysł opracowania VLC dla Windows 8. Twórcy chcieli na ten cel zebrać 40 tys. funtów. Odzew użytkowników przerósł ich najśmielsze oczekiwania – łącznie uzyskano ponad 47 tys. Swoje wsparcie zapowiedział też Microsoft.

Jeden z "oryginalnych" projektów...

Jeden z „oryginalnych” projektów…

Nie brakowało również imponujących sukcesów w segmencie mobilnym. Udało się doprowadzić do końca m.in. takie projekty, jak bardzo oryginalny launcher dla Androida – Chameleon, czy też dziesiątki różnego rodzaju przystawek do smartfonów umożliwiających łatwiejsze.skuteczniejsze ładowanie urządzeń czy zwiększanie ich możliwości (np. w aspekcie robienia zdjęć). Nie wspomnę już tutaj o inteligentnych zegarkach, na które w 2012 roku nastała chyba jakaś moda.

Nie obeszło się też bez kontrowersji. Niektóre finansowane projekty były pozbawione jakiegokolwiek sensu, a, o dziwo, udawało im się osiągnąć sukces. Jeden z nich, powiadamiającą diodę LED dla iPhone’a, opisywał Grzegorz. Aż trudno uwierzyć, że tego typu pomysły miały branie, a ich twórcy gromadzili niezbędne fundusze. Z drugiej strony barykady znalazł się przypadek Apple’a oraz mobilnej ładowarki, która zgromadziła 140 tys. dolarów na rozwój. Firma z Cupertino zwyczajnie nie udzieliła twórcom licencji na wykonanie urządzenia, co ostatecznie zabiło pomysł.

Łącznie na świecie powstało już ponad 700 serwisów tego typu, a przewiduje się, że do połowy 2013 przybędzie ich ponad drugie tyle. U nas w Polsce póki co idea raczkuje. Mamy kilka serwisów, odbyło się też kilka konferencji poświęconych crowdfundingowi. Swoje pięć groszy dorzucili nawet rządzący (co akurat żadną pozytywną informacją nie jest). Do największych rodzimych serwisów należy chyba zaliczyć PolakPotrafi oraz Beesfund. Próżno jednak szukać tam takich kwot i projektów, jak na zagranicznych platformach (co w sumie nie dziwi, bo te najbardziej śmiałe pomysły trafiają od razu na Kickstartera, gdzie mogą liczyć na pieniądze z całego świata, nie tylko Polski). Zasadniczym problemem są u nas też ograniczenia prawne (ustawa o zbiórkach publicznych oraz regulacje rynku kapitałowego).

Rok 2013 przyniesie najprawdopodobniej kolejne sukcesy i crowdfunding będzie się rozwijał jeszcze szybciej niż obecnie. Wiąże się to jednak z pewnym ryzykiem. Większa liczba projektów, to większa szansa na klęskę i zaprzepaszczenie nadziei oraz pieniędzy internautów. Inwestując w daną grę nie mamy żadnej gwarancji, że otrzymamy produkt zgodny z oczekiwaniami oraz grywalny. Może się okazać, że efektem tych wszystkich zapowiedzi może być kompletny niewypał, którego premiera w dodatku będzie kilkukrotnie przekładana. Crowdfunding to model w dużej mierze oparty na zaufaniu, jakim konsument (wpłacający) obdarzy twórcę. Im częściej ten ostatni będzie tracił to zaufanie, tym trudniej będzie kolejnym pomysłodawcom je odzyskać. Obyśmy nie przekonali się o tym boleśnie w przypadku tych największych projektów, o których tak głośno trąbiły media, i w których tak duże nadzieje pokładają użytkownicy.