19

Nie boję się nowoczesnych rozwiązań na drogach – martwi mnie reakcja ludzi…

Znajomy tłumaczył mi kiedyś, że czeka na takie zmiany w rzeczywistości, które sprawią, że maszyny staną się inteligentne, odpowiedzialne i będą podejmować decyzje. Za ludzi. Twierdził, że woli zaufać im niż ludziom, bo na tych ostatnich nie można polegać i stąd większość wypadków, nieprzyjemnych zdarzeń i codziennych wpadek. Cała władza w ręce robotów chciałoby się powiedzieć. Żeby było spokojnie. Przypomniałem sobie o tym czytając o nowym systemie bezpieczeństwa firmy Volvo Buses. Maszyny odgrywają w nim sporą rolę. Bo człowiekowi nie można ufać...

Volvo, konkretnie biznes odpowiedzialny za tworzenie autobusów, pochwaliło się nowym rozwiązaniem: Pedestrian and Cyclist Detection System, czyli udogodnieniem, które sprawi, że liczba ofiar autobusów miejskich spadnie, a kierowcy tych pojazdów nie będą się musieli bardziej wysilać, by unikać kolizji. Systemy tego typu są już stosowane w samochodach, ale w tym przypadku widzimy implementowanie go w komunikacji miejskiej, podkreśla się także, iż mają z niego korzystać obie strony: kierowca autobusu i pieszy czy rowerzysta. A nawet pozostali uczestnicy ruchu drogowego.

Sprawa jest istotna, ponieważ dotyczy pojazdów elektrycznych. Ich wielkim atutem jest to, że są ciche, nie przyczyniają się do powstawania poważnego hałasu w mieście. Ale ta zaleta jednocześnie stanowi wadę: bezgłośne pojazdy mogą się przyczyniać do większej liczby wypadków. Pojawiają się nawet pomysły, by emitowały one nagrane wcześniej odgłosy wydawane przez silniki spalinowe i w ten sposób przypominały o sobie. W przeciwnym wypadu rewolucja elektryczna w motoryzacji może się zakończyć katastrofą: drastycznie wzrośnie liczba wypadków, bo przestaniemy się słyszeć na ulicach.

Sztuczny hałas brzmi wręcz absurdalnie. Dlatego Volvo Buses proponuje system, który będzie wykrywał pieszych i rowerzystów, informował o nich kierowcę, a nawet innych kierowców. Da też znać wspomnianym pieszym i rowerzystom, że zbliża się autobus. Jest cicho i jednocześnie bezpiecznie. Kierowca nie musi mieć oczu dookoła głowy, ludzie poza autobusem mogą spokojnie przekraczać ulicę, skręcać, patrzeć przed siebie, nie na boki. Jeśli pojawi się zagrożenie, autobus da im znać, wtedy zareagują. W teorii pięknie brzmi scenariusz, w którym wszystkie samochody zachowują się podobnie, są ze sobą połączone i komunikują się, ostrzegają się wzajemnie o zagrożeniach. Napisałem „w teorii”, ponieważ efektem ubocznym może być wyłączenie myślenia u ludzi.

Jakiś czas temu Grzegorz pisał, że omal nie potrącił rowerzysty. Podejrzewam, że przynajmniej raz każdy miał podobną sytuację: z kierowcą, pieszym, rowerzystą czy motocyklistą. Ludzie coraz mniej uważają, bo są np. rozpraszani przez muzykę, komórki, Internet, coraz bardziej ufają też inteligentnym „wspomagaczom”, czego dobrym przykładem nawigacja.

Niejednokrotnie pisaliśmy o tworzeniu ulic/chodników dla osób korzystających ze smartfonów, o kampaniach, które uczulają ludzi na te zagrożenia. Ale to walka z wiatrakami, czego przykładem ofiary wypadków spowodowanych przez łapanie pokemonów. I wyobraźmy sobie teraz, że jeszcze bardziej obniżamy czujność ludzi, bo mają świadomość, że o ich bezpieczeństwo zadba maszyna. Trochę przypomina to sytuację z autopilotem Tesli – kierowcy zbyt szybko i za bardzo zaufali temu rozwiązaniu, co okazało się tragiczne w stukach.

Nie jestem za tym, by z tych rozwiązań rezygnować, by zakazać Volvo czy innej firmie ich wdrażania. Nie, ja czekam na takie systemy. Obawiam się jednak, że ludzie zbyt szybko uznają je za nieomylne, a potem będą mieli pretensje, gdy coś nie zadziała. Całkowicie przestaną uważać na drodze, bo przecież o ich bezpieczeństwo dba Volvo, Tesla czy Google. A gdy któregoś dnia system przestanie działać, np. w wyniku dużego ataku hakerskiego i ludzie będą zdani na siebie, to w jednym mieście dojdzie do kilkudziesięciu poważnych wypadków. Okaże się, że bez komputerów, sensorów, kamer i algorytmów nie da się nawet przejść przez ulicę. Przesadzam? Mam nadzieję, że tak…