11

Volkswagen planuje ostre zmiany – poszerzy ofertę o kilkadziesiąt elektryków

Dieselgate jeszcze przez długie kwartały może się pojawiać w medialnych doniesieniach i nie będą to jedynie wieści z działki motoryzacyjnej, nie będzie chodziło o samą aferę. Oszustwa niemieckiej korporacji, ich wykrycie to kamyk, który wywołał lawinę. Coraz częściej mówi się o zakazach sprzedaży aut z silnikami spalinowymi, a producenci samochodów zapewniają, że przerzucą się na elektryki. Do tego grona dołączył także Volkswagen, który mówiąc o swoje przyszłości wskazuje na pojazdy autonomiczne, elektryczne i współdzielone. Spora zmiana.

Volkswagen pewnie nieprędko pozbiera się po aferze, którą świat śledził z zaciekawieniem jesienią ubiegłego roku – już teraz mówi się o stratach sięgających kilkunastu miliardów dolarów, a to przecież nie zamknie tematu. Kasa korporacji będzie uszczuplana, jej kapitalizacja spadła, podobnie było ze sprzedażą. Najgorszy jest jednak cios wizerunkowy: VW może być postrzegany jako oszust, firma zatruwająca środowisko, dla której liczą się tylko wyniki i raporty kwartalne. Chociaż każdej lub prawie każdej korporacji głównie na tym zależy, to zawsze warto zrobić jakąś fasadę. W tym przypadku fasada padła, „zielony diesel” został skazany na demontaż. Ale konsekwencje będą znacznie szersze.

Zakazów nie będzie – to zbyt radykalny krok

Na początku kwietnia pisałem, że w Holandii pojawił się pomysł wyrugowania samochodów z silnikami spalinowymi. Zdaniem zwolenników tego pomysłu, mogłoby do tego dojść już za dziesięć lat. Odważny plan, a przy tym raczej niemożliwy w realizacji. Dlatego z zaciekawieniem czytałem tekst Jakuba, który wskazywał na podobne pomysły w Norwegii. W tym przypadku mowa była nie tyle o luźno rzuconym pomyśle, ale o realnym projekcie. I zrobiłbym wielkie oczy, gdyby nie fakt, że kolega trochę przesadził, dokonał nadinterpretacji słów, jakie wypowiedziano (lub nie) w tym temacie.

Z jeszcze większym zainteresowaniem śledziłem podobne doniesienia płynące z rynku niemieckiego – niektóre media podawały, że i tam pojawi się zakaz sprzedaży samochodów z silnikami spalinowymi. Tutaj pojawił się już szok: przecież to brzmi jak wyrok dla niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Nawet, jeśli opóźni się obowiązywanie nowych przepisów o dekadę czy dwie, to biznes się tak łatwo nie przestawi. Klienci też nie muszą – zwłaszcza, jeśli nie zechcą. Rozumiem zachęcanie do elektryków przez ulgi podatkowe, preferencyjne kredyty i dodatkowe uprawnienia, ale zakazem można zrobić więcej szkód niż pożytku. Okazało się jednak, że i w tym przypadku ktoś dokonał nadinterpretacji.

Nie oznacza to, że niemieckie władze zamierzają lekceważyć dieselgate, rozwój rynku elektryków i związane z tym zmiany w biznesie. Nie zrobią tego ani politycy, ani firmy związane z tym sektorem – jakiś czas temu pisałem o elektrycznym Mercedesie, sporo mówiło się swego czasu o modelach BMW i3 oraz i8, teraz przyszedł czas na Volkswagena. I to na coś więcej niż projekt samochodu BUDD-e.

Volkswagen zapowiada wejście smoka

Korporacja podzieliła się planami zmian, jakie zamierza przeprowadzić w ciągu najbliższej dekady. Wyda na nią ponad 10 mld euro i na nowo zdefiniuje swoją politykę oraz strategię rozwoju. Głośno mówi się o opracowywaniu technologii autonomicznej jazdy, o nowych modelach biznesowych (m.in. współdzielenie), a także o elektrykach. Do 2025 w ofercie koncernu tych ostatnich powinno się pojawić kilkadziesiąt, około 30. Za dziesięć lat producent zamierza sprzedawać rocznie nawet 3 miliony takich aut, co będzie odpowiadało mniej więcej 1/4 całej sprzedaży. Patrząc na ten ułamek, należy jeszcze raz pomyśleć o ewentualnym zakazie sprzedaży samochodów zasilanych benzyną i ropą – czy niemieckie władze wykonałyby wyrok na VW?

Volkswagen chce inwestować w nowe technologie, nowe zakłady, postara się produkować własne akumulatory dla elektryków, dokona też czystek w ofercie – powinno z niej zniknąć kilkadziesiąt modeli zasilanych paliwami kopalnymi (trzeba przy tym pamiętać, że w skład koncernu wchodzą takie marki, jak Skoda, Audi czy Seat – ich zmiany także nie ominą). Skala transformacji rośnie, przystępują do niej kolejni producenci, a to pewnie przełoży się na ewolucję całej branży. W tym, na spadki cen elektryków. Dieselgate może wpłynąć na sektor znacznie bardziej niż poczynania Tesli.