41

Żongluję usługami VOD, jak pakietami kablówki za dawnych czasów. Co poszło nie tak?

Niektórzy z Was z pewnością pamiętają czasy, gdy głównym miejscem, gdzie oglądano filmy i seriale, była telewizja. Dobór pakietów w ramach abonamentu był bardzo istotny, bo przekładał się na dostęp do konkretnych treści. Początkowa faza rewolucji VOD ten problem zneutralizowała, za to dziś generuje dokładnie te same problemy: duże wydatki i żonglowanie pakietami.

Mijając regały z prasą zawsze zerkam na półkę pełną programów TV i jestem zdumiony tym, jak  wiele tych tytułów jeszcze jest wydawanych. Można by przypuszczać, że w erze VOD  i nowoczesnych dekoderów z opcjami wyszukiwania czy planowania nagrywania takie tytuły stracą rację bytu, ale najwyraźniej mają się świetnie. Mnie przypominają one zawsze czasy, w których piątkowe popołudnie (lub kawałek weekendu) spędzałem na przeglądaniu programu TV na najbliższe 7 dni, starając się wyłowić najciekawsze kąski.

Z programem TV spędzałem godziny

Te zawsze zaznaczałem zakreślaczem na jasno żółty kolor, by w żadnym wypadku nie przegapić emisji w telewizji. Największym rozczarowaniem były chwile, gdy okazywało się, że film lub serial znalazł się w ramówce kanału, który znajduje się poza listą posiadanych przeze mnie pakietów. Wraz z rozwojem ofert operatorów, asortyment stawał się nie tylko coraz szerszy i zróżnicowany, ale również coraz bardziej skomplikowany. Niektóre kanały znajdowały się tylko w wybranych wersjach pakietów i można było zdecydować się na tylko jeden z kilku sygnowanych daną marką. W ten sposób obniżało się koszty, jednocześnie ograniczając jednak szansę na zobaczenie czegoś nowego. Podpisanie umowy z dostawcą usług nie było łatwe. Negocjacje potrafiły trwać kilkadziesiąt minut, a żonglowanie pakietami kanałów, by uzyskać jak najbardziej atrakcyjny katalog przy jak najniższej cenie, nie było czymś, za czym klienci przepadali. Najprościej byłoby wybrać wszystkie, jakie tylko istnieją, ale wtedy comiesięczny koszt kablówki (lub telewizji satelitarnej) rósł do kolosalnych rozmiarów.

Kiedy VOD gwarantowało niższe ceny

W momencie pojawienia się Netfliksa czy Amazon Prime Video, sytuacja nieco uległa zmianie. Co prawda serwisy te nie serwowały najświeższych nowości, ale w ramach jednej subskrypcji uzyskiwało się dostęp do niezwykle obszernego i zróżnicowanego katalogu. Na ten składały się filmy i seriale, za którymi stały różne stacje telewizyjne i studia filmowe. Powiedzenie na Netfliksie jest wszystko znajdowało się wtedy najbliżej prawdy, choć oczywiście nie pokrywało się w 100% z rzeczywistością. Wypowiadając te słowa odnoszono się raczej do współpracy serwisów VOD z większością nadawców i twórców na rynku wideo, którzy byli zainteresowani zaoferowaniem internautom swoich treści. Sytuacja zmieniła się niemal o 180 stopni, gdy sami twórcy dostrzegli szansę na bezpośrednie dotarcie do klientów ze swoimi materiałami i możliwość zarobku bez pośredników. Oczywiście nie zdecydowali się na to wszyscy, a niektórzy próbują działać dwutorowo: zasilając ofertę konkurencyjnych serwisów, ale rozwijając też swoją platformę z własnymi produkcjami.

Niezależnie od tego, czy za usługą VOD stoi gigant rynku technologicznego czy rozrywkowego, koniec końców konsumenci mają coraz większy wybór, jeśli chodzi o platformy z serialami i filmami. Następuje fragmentacja rynku, ponieważ żaden z serwisów najwyraźniej nie ma prawa bytu bez treści oryginalnych w ofercie, a tych nie znajdziemy nigdzie indziej, więc jesteśmy skazani na jedną, konkretną usługę, jeśli dany tytuł (lub kilka) nas interesuje. Mnogość serwisów VOD z treściami na wyłączność działa więc już na tej samej zasadzie, co rynek telewizji, gdzie każdy z kanałów zatrzymywał najważniejsze dla siebie tytuły przez jak najdłuższy czas. Dziś wiemy, że oryginalne seriale Netfliksa nie powędrują do Amazona, a Disney nie odda swoich treści Apple. Poza tym, już tylko Netflix trzyma się zasady udostępniania własnych seriali całym sezonem jednego dnia, inni liczą na zatrzymanie widzów wykorzystując klasyczny model dystrybucji z cotygodniowymi odstępami pomiędzy nowymi odcinkami (choć Apple na Apple TV+ proponuje w dniu debiutu trzy epizody każdego z seriali).

A teraz wracamy do punktu wyjścia

Historia zatacza więc koło. Jeśli chcemy być na bieżąco z nowościami i nie chcemy z niczego rezygnować, to jesteśmy skazani na opłacanie pięciu czy sześciu subskrypcji VOD. Usługi te przestały już pełnić rolę agregatorów treści, bardziej przypominają tradycyjne pakiety z kanałami i programami. Jeśli nie mamy ochoty wydawać kolosalnych pieniędzy każdego miesiąca, możemy ograniczyć się do jednej czy dwóch platform, co cztery tygodnie decydując się na inny zestaw, a cała sytuacja jest o tyle bardziej komfortowa, że możemy to robić teraz co miesiąc, a nie co rok czy (najczęściej) co dwa lata.

Życzę więc wytrwałości w śledzeniu list z zapowiedziami i podejmowaniu decyzji, które VOD w tym miesiącu okażą się najbardziej atrakcyjną ofertą dla Was. Życzę Wam tego naprawdę szczerze, bo taka wytrwałość przyda się także i mi.